|
| PAP/Radek Pietruszka |
Na długo przed pierwszym gwizdkiem trybuny zapełniały się Polakami. Chóralne śpiewy skracały czas oczekiwania na rozpoczęcie spotkania. Najpierw przekonaliśmy się, że selekcjoner zdecydował się na ustawienie 4-2-3-1, sprawdzane tak naprawdę tylko w czasie niedawnego starcia z Chorwacją. Ekwadorczycy przystąpili za to do meczu w schemacie 4-4-2, z dwoma środkowymi pomocnikami raczej zorientowanymi na defensywę.
Obiecujący początek
Tuż po pierwszym gwizdku Toru Kamikawy z Japonii inicjatywę przejęli Polacy. Armada Janasa dłużej utrzymywała się przy piłce, piłkarze starali się grać po obwodzie i skruszyć skomasowaną obronę przybyszów z Ameryki Południowej. Niestety, wszystkie akcje rozgrywane były w bardzo wolnym tempie i nie sprawiały rywalom zbyt dużego kłopotu. Po kilkunastu minutach naporu na „zwolnionych obrotach”, Ekwadorczycy coraz śmielej i coraz częściej wychodzili z kontratakami.
Słabi Polacy
Większość natarć ubranych na żółto-niebiesko przeciwników rodzimej reprezentacji przeprowadzana była ich prawą stroną, bowiem nasza lewa flanka funkcjonowała fatalnie. Jak się okazało, gracze Ekwadoru nieźle czują się również w ataku pozycyjnym, co prezentowali praktycznie do końcowego gwizdka w pierwszej odsłonie. Zanim ten jednak rozbrzmiał, Polacy musieli przełknąć gorzką pigułkę. Po wrzucie z autu „główki” przegrali kolejno Jop i Baszczyński, zaś Carlos Tenorio tą samą częścią ciała pokonał interweniującego rozpaczliwie Boruca.
Chwilowa nadzieja
Gdyby do przerwy wynik został podwyższony, nikt z polskiego obozu nie mógłby specjalnie narzekać. Ale ani Delgado, ani Mendez, ani też Valencia nie wygrali już pojedynku z bramkarzem Celticu Glasgow. Kiedy nasza „mundialowa nadzieja” – zagrzewana znakomitym dopingiem kibiców – nieco lepiej rozpoczęła drugą połowę, wydawało się, że jest w stanie odwrócić jeszcze losy tej konfrontacji. Nic jednak nie dały zmiany personalne i nawet korekta ustawienia na klasyczne 4-4-2. Polakom na osłodę pozostały jedynie strzały w poprzeczkę Jelenia i słupek Brożka. Na osłodę bardzo gorzkiego wieczoru, ponieważ Ekwadorczycy – po nieudanej pułapce ofsajdowej i zagraniu Kaviedesa do Delgado – dołożyli jeszcze jedno trafienie. Tym samym falstart Polaków stał się faktem. Marcin Gabor z Gelsenkirchen




























































