Śledztwo w sprawie skandalu kryptowalutowego, który wstrząsnął Polską, a dotyczy platformy Zondacrypto operującej na estońskiej licencji, rozszerza się na Estonię - donosi "Äripäev". Reprezentanci ofiar planują złożyć w nadbałtyckim kraju wniosek o upadłość spółki, a estońska prokuratura rozważa wszczęcie własnego postępowania karnego.


Według opublikowanego 12 maja artykułu Kristel Härmy z estońskiego "Äripäev", estońska prokuratura nie potwierdziła jeszcze oficjalnie otrzymania zawiadomienia o popełnienia przestępstwa przez giełdę Zondacrypto, jednak jej rzecznika Helen Uldrich, powiedziała dziennikarzom, że śledczy pozostają w ścisłym kontakcie ze stroną polską, wymieniając informacje i biorąc udział we wspólnych spotkaniach.
Spółka BB Trade Estonia OÜ, będąca operatorem giełdy Zondacrypto, posiadała biuro w Tallinnie przy ulicy Tähesaju tee 9. Decyzja o wszczęciu odrębnego postępowania w Estonii miała zapaść jeszcze w tym tygodniu, ale jak dotąd nie pojawiły się nowe informacje na ten temat.
Klienci Zondacrypto zamierzają walczyć
"Äripäev" rozmawiał z adwokatem Markiem Keiman z kancelarii Magnusson, która zajmuje się w Estonii poszukiwaniem pomocy dla polskich ofiar. Celem prawnika jest doprowadzenie do upadłości BB Trade Estonia, aby działalność spółki została poddana rygorystycznej kontroli. Syndyk upadłościowy mógłby uzyskać znacznie lepszy obraz majątku firmy, niż jest to obecnie widoczne z zewnątrz - opisuje dziennik.
Keiman obecnie zajmuje się zbieraniem grupy poszkodowanych, po czym w ich imieniu zostanie złożony wniosek o ogłoszenie upadłości. Prawnik przyznaje jednak, że nie będzie to łatwe:

- Ogłoszenie upadłości BB Trade Estonia wymaga finansowania i dowodów, które wykażą przed sądem, że ta pozornie bogata firma, która zniknęła z pieniędzmi, jest rzeczywiście niewypłacalna. Według ostatniego raportu spółka posiadała 35 mln euro kapitału własnego, więc musimy najpierw zgromadzić solidne dowody - skomentował rozmówca "Äripäev".
"Exit scam" i rezygnacja rady nadzorczej
Zdaniem Marka Keimana sprawa Zondycrypto wygląda na klasyczny "exit scam" - oszustwo, w którym z platformy stopniowo wyprowadzane są środki użytkowników, a gdy firma nie jest już w stanie realizować ich zleceń, jej władze znikają.
Szkody wyrządzone klientom reprezentowanym przez Keimana wahają się od kilku tysięcy do kilkuset tysięcy euro - zarówno w gotówce, jak i w różnych kryptowalutach. Osobną kwestią pozostaje wartość kryptowaluty wyemitowanej przez samą giełdę, która obecnie może być zerowa.
"Äripäev" opisuje również rezygnację rady nadzorczej BB Trade Estonia. Jej przewodnicząca, była audytorka Veronika Tugo, odmówiła komentarza dla dziennika, jednak na zabranie głosu zdecydował się inny członek rady - prawnik Georgi Džaniašvili.
Według Džaniašviliego po dowiedzeniu się od polskich mediów o problemach spółki, rada nadzorcza natychmiast zażądała nadzwyczajnego spotkania z zarządem. Jak podkreślił przekazane im informacje były sprzeczne z rzeczywistością. Oświadczenie Przemysława Krala z 16 kwietnia o tym, że firma nie posiada kluczy prywatnych do tzw. "zimnego portfela" (cold wallet), który wcześniej prezentowano jako kluczowy element zabezpieczenia aktywów, miał być zaskoczeniem dla całej rady nadzorczej.
- Wcześniej rada nie była o tym informowana. Wręcz przeciwnie - na nadzwyczajnych posiedzeniach zarząd sprawiał wrażenie, że niezbędne klucze i pieniądze istnieją, a roszczenia klientów są w pełni pokryte - skomentował Džaniašvili, dodając, że gdy kontakt z zarządem został zerwany, rada zwróciła się do organów ścigania.
Džaniašvili przekazał dziennikarzom, że Przemysław Kral zniknął po publikacji swojego ostatniego wideo na platformie X, przestał odpowiadać na maile, a drugi członek zarządu podał się do dymisji. Okazało się również, że pracownicy zostali zwolnieni, a serwery i dostęp do skrzynek mailowych zablokowane.
"Äripäev" zwraca uwagę, że rada nadzorcza została powołana w zeszłym roku, ponieważ firma planowała ubiegać się o licencję MiCA. Estońskie prawo wymaga od takich podmiotów posiadania co najmniej trzyosobowej rady.
Ewakuacja z Zondacrypto. Dyrektor ds. zgodności giełdy odszedł ze spółki, Rada Nadzorcza rezygnuje
Dawid Sendecki - członek zarządu giełdy Zondacrypto oraz jej dyrektor odpowiadający za zgodność spółki z przepisami - wydał oświadczenie na platformie LinkedIn ogłaszając swoją rezygnację ze stanowiska. "Na żadnym etapie tej współpracy nie miałem związku ze środkami klientów w sposób inny niż na tle związanym z moim obszarem (AML)" - czytamy we wpisie.
Od pustych skarbców po ucieczkę kapitału
W artykule poruszono również ustalenia polskich mediów, podkreślając, że problemy Zondacrypto nie pojawiły się znikąd, lecz były wynikiem wieloletnich zaniedbań i braku transparentności, na co już w 2021 roku zwracali uwagę audytorzy, nie mogąc zweryfikować realnego posiadania deklarowanych zasobów bitcoinów.
Mimo raportowania w 2023 roku aktywów o wartości 172 mln euro, zarząd BB Trade Estonia zamiast technicznych dowodów kontroli nad portfelami oferował jedynie notarialne oświadczenia, co budziło uzasadnione podejrzenia o brak faktycznego dostępu do środków klientów.
W tym samym czasie prezes Przemysław Kral prowadził ryzykowną ekspansję, planując budowę banku cyfrowego na Łotwie za pośrednictwem spółki ZND Ventures OÜ - podmiotu o bardzo wątpliwej kondycji finansowej, co pokazywały jego zobowiązania krótkoterminowe przewyższające wartość aktywów o blisko 9 mln euro.
Ostatecznym potwierdzeniem domniemanego oszustwa stał się eksperyment firmy Recoveris: techniczne testy wypłat wykazały, że portfele giełdy są niemal puste (saldo wynosiło zaledwie 0,086 BTC). Jednocześnie analiza blockchain ujawniła systematyczne transfery na łączną kwotę około 21 mln dolarów na zewnętrzną giełdę Kraken. Te ustalenia, w połączeniu z ujawnioną przez Przemysława Krala utratą kluczy prywatnych do rzekomego zimnego portfela giełdy i nagłym zniknięciem prezesa, dopełniają obrazu kryptowalutowej afery.
Kristel Härma "Äripäev"/ oprac. MM



























































