Cło przeciwko marży importerów Import chińskich butów na polski rynek sięgnął w I poł. 2006 r. 48 mln par, z czego prawie 6,6 mln to obuwie skórzane. Cło nieco niższe, bo wynoszące 10 proc., nałożone zostało też na obuwie skórzane z Wietnamu. Zdaniem ministra gospodarki Piotra Woźniaka, nie miało to uderzyć w nabywców butów ani w producentów, a jedynie ograniczyć nadmierną marżę importerów. Para butów skórzanych z Chin sprowadzana była za 7-9 euro, a na rynku Wspólnoty sprzedawano je po 25-27 euro. Nic więc dziwnego, że organizator takiego importu, Dariusz Kosierkiewicz, mógł twierdzić, że chętnym proponuje zyski od 100 do 500 proc.!
Mniejsi nie widzą różnicy Czy jednak to rzeczywiście cło wpłynęło na poprawę sytuacji naszych firm obuwniczych? - Ja nie zauważyłam dotąd większych zmian - stwierdza Irena Kluza z Krzeszowic, właścicielka firmy Ami-But. - Może rzeczywiście sprzedaję obecnie nieco więcej towaru, ale to 1 czy 2 proc. - stwierdza. Jej firma produkuje jednak głównie obuwie dla dzieci, a na tym specyficznym rynku chińska konkurencja nie była tak groźna, bo rodzice woleli zawsze butki wysokiej jakości, a więc krajowe. Właściciel firmy Adams z Krakowa, Adam Szarnicki, też nie zauważa wielkich różnic. - Cło wynosi 16,5 proc., ale przy hurtowej cenie butów z Chin, oscylującej wokół kilkunastu zł za parę, to niewiele. Z Chińczykami konkurencji nie wygram, nawet jeśli będę zarabiał tyle co chiński robotnik - mówi Szarnicki.
Większy widzi więcej Poprawę sytuacji widzi natomiast Wiesław Wojas, prezes największej firmy obuwniczej w Małopolsce. - Wzrost sprzedaży oceniam nawet na 10-15 proc., ale nie wiążę tego z cłem na buty chińskie, tylko z poprawą sytuacji finansowej Polaków - stwierdza. - Chińskie buty nie trzymają elementarnych norm jakościowych, nogi w takich butach nie oddychają i same buty rozpadają się szybko. Skoro zarabiamy, choćby nieco lepiej niż jeszcze w roku ubiegłym, to po takie podstawowe towary, jak buty, sięgamy na nieco wyższe półki. - Ruch na polskim rynku obuwniczym to także efekt poprawy koniunktury w całej Unii Europejskiej - twierdzi Józef Stando z nowotarskiej firmy KSM, dostarczającej maszyny surowce i materiały m.in. dla obuwnictwa. - Zaopatrujemy firmy w Polsce, ale także w Austrii, w Niemczech, w Słowenii, Chorwacji i za wschodnią granicą.
Polskie buty idą do Brazylii - Rzeczywiście, wiele wskazuje na to, że eksport staje się dźwignią dla poskich firm z branży - mówi dyrektor Centralnego Laboratorium Przemysłu Obuwniczego w Krakowie, Lidia Przyjemska. - Polskie zakłady o włoskiej nazwie Gino Rossi otwierają oddziały nawet w Brazylii, eksportują na zachód i na wschód, wiele z nich, jak choćby firma Badura z Wadowic, sięga po najnowocześniejsze linie, co pozwala konkurować z całym światem. Polskie buty dobrze sprzedają się na zachodzie, bo nie są drogie, a ich jakość jest wysoka. I to chyba jest ten efekt z integracji europejskiej, o jaki nam wszystkim chodziło.
Gazeta Krakowska
(RTK)




























































