REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

EBC rozgrzewa drukarki, czyli nowe szaleństwa bankierów

Krzysztof Kolany2014-06-04 14:18główny analityk Bankier.pl
publikacja
2014-06-04 14:18
Dodaj Bankier.pl w Google

W czwartek po południu może się rozpocząć nowa era w krótkich dziejach strefy euro. Europejski Bank Centralny najprawdopodobniej przyłączy się do monetarnych szaleńców, ordynując szkodliwe remedium na wyimaginowaną chorobę.

Większość analityków spodziewa się, że EBC obniży stopę referencyjną z 0,25% do 0,10% i sprowadzi stawkę depozytową z zera do -0,10%. W ten sposób banki musiałyby płacić za trzymanie gotówki na rachunkach w banku centralnym. Byłby to precedens w historii eurolandu i czysty absurd z punktu widzenia teorii finansów. Oprócz cięcia stóp ekonomiści spekulują, że EBC wymyśli jakieś „niestandardowe” mechanizmy luzujące i tak ekstremalnie luźną politykę monetarną. Na liście typów pierwsze miejsce zajmuje coś, co można by określić mianem „celowanego LTRO” – czyli pompowania gotówki w banki pod ściśle określonymi kryteriami. Chodzi tu przede wszystkim o zachętę do udzielania pożyczek małym i średnim przedsiębiorstwom, co miałoby pobudzić akcję kredytową w eurolandzie. Na rynku wspomina się także o możliwości zerwania ze sterylizacją programu SMP, w ramach których EBC nabył obligacje eurobankrutów: Grecji, Portugalii i Hiszpanii. W praktyce oznaczałoby to dodruk pieniądza w skali ok. 100 mld euro. Możliwa jest także obniżka stopy rezerw obowiązkowych, wprowadzenie obietnicy utrzymania zerowych stóp procentowych w określonym horyzoncie czasowym lub po prostu prymitywny QE (tj. skup obligacji za świeżo wykreowane pieniądze) na wzór amerykańskiej Rezerwy Federalnej.

Po co drukować pieniądze?

Oficjalnym celem podjęcia „nadzwyczajnych kroków w polityce monetarnej” jest chęć uchronienia Europy przed „widmem deflacji” oraz rozkręcenia akcji kredytowej, która obecnie jest w stanie agonalnym. Przy tym nikomu nie przeszkadza fakt, że problemem strefy euro jest nadmierne zadłużenie oraz zbyt wysoki poziom cen i płac, pozbawiający konkurencyjności większość krajów eurolandu. To nic, że aby wyjść z kryzysu, Europa potrzebuje mniej długów, niższych podatków, mniej regulacji, niższych kosztów pracy i niższych kosztów życia możliwych dzięki mocnej walucie, jaką miało być euro.

Obecnie dominujący paradygmat ekonomiczny zakłada, że bez kredytu nie ma wzrostu gospodarczego i że deflacja jest największym złem, jakie może spotkać gospodarkę. W grę wchodzą też interesy banków, które przecież żyją z udzielania kredytów i których byt przy wzroście realnych stóp procentowych (co ma miejsce w warunkach deflacji) jest zagrożony. Chodzi więc o interes banków „zbyt-dużych-aby-upaść”, a nie o realną gospodarkę. Nie bez znaczenia były zapewne też naciski polityczne, aby EBC jeszcze bardziej obniżył koszty obsługi rosnącego zadłużenia publicznego Francji, Włochy czy Hiszpanii. Europejski Bank Centralny, skłaniając banki komercyjne do uruchomienia akcji kredytowej, tak naprawdę zachęca je do działania na szkodę własną, jak i całej gospodarki. Po pierwsze, strefa euro - podobnie jak niemal cały Zachód – potrzebuje realnej redukcji długów, a nie ich zwiększenia. Po drugie, banki wstrzymują się z kredytowaniem przedsiębiorstw nie bez powodu: nie kredytuje się podmiotów o wątpliwej zdolności do spłaty zadłużenia. Lecz EBC najwyraźniej chciałby, aby spłacalność kredytów nie grała roli. Skoro tak, to czemu sam nie uruchomi linii kredytowych dla bankrutujących hiszpańskich deweloperów?

W wojnach walutowych nie ma zwycięzców

Drugim aspektem użycia przez EBC „niestandardowych” instrumentów polityki monetarnej jest dążenie do osłabienia euro względem pozostałych głównych walut. W świecie, w którym wszyscy na potęgę drukują pieniądze usiłując zniszczyć wartość własnej waluty, EBC jawił się jako ostatni normalny w domu wariatów. Teraz dołączy do pozostałych pensjonariuszy. Pierwsze efekty już widać. Od czasu majowej zapowiedzi Mario Draghiego kurs euro do dolara obniżył się o 2,7%, spadając z 2,5-letniego maksimum. W ten sposób EBC przyłączył się do wojen walutowych – czyli polityki obniżania wartości własnej waluty prowadzonej w celu sztucznego podniesienia konkurencyjności rodzimego eksportu. Ta nieuczciwa zmiana reguł wolnego handlu prędzej czy później przynosi negatywne skutki dla wszystkich jej uczestników. Dzieje się tak, ponieważ pozostałe kraje odpowiadają osłabieniem własnej waluty i w ten sposób koło się zamyka.

Powielanie fatalnych błędów

Jakie będą konsekwencje faktycznego dodruku euro, tego nie da się z całą pewnością przewidzieć. Jest dość prawdopodobne, że euro osłabi się względem dolara oraz jena. Świeża gotówka, która zasili banki, zapewne posłuży finansowaniu baniek na rynkach aktywów. Nikt nie wie, co zostanie inwestycyjnym hitem sezonu: nieruchomości w Londynie, greckie obligacje, a może srebro lub złoto? Wątpliwe jednak, aby fala taniego kredytu z EBC w jakikolwiek sposób pomogła gospodarce. Tej bowiem nie potrzeba dodatkowych długów, bo już nie radzi sobie z obecnymi. Nie potrzeba jeszcze wyższych cen, bo konsumenci nie akceptują obecnych. Nie potrzeba droższych surowców, bo te od dawna nie są już tanie. Nowa fala „płynności” z EBC przyczyni się jedynie do pompowania spekulacyjnych balonów i tylko zaostrzy kolejną fazę kryzysu nadmiernego zadłużenia. Oprócz tysięcy możliwych i nieprzewidywalnych negatywnych konsekwencji działania EBC niemal z pewnością przyczynią się do pogłębienia nierówności ekonomicznych. Bankierzy, inwestorzy i korporacje, które jako pierwsze otrzymają dostęp do nowych pieniędzy, staną się ich beneficjentami, kupując dobra po obecnych cenach. Wraz ze „skapywaniem” gotówki na niższe poziomy ich kolejni odbiorcy będą musieli płacić coraz więcej za nabywane dobra. Ten klasyczny podatek inflacyjny jak zwykle najmocniej obciąży najbiedniejszych, przyczyniając się do nieuzasadnionej ekonomicznie redystrybucji dochodów od biednych do bogatych.

Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Kraft Heinz awansował Polskę do pierwszej ligi. Pudliszki produkują dla Europy i nie tylko
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy

Komentarze (41)

dodaj komentarz
~as
Ostatni fragment tekstu tłumaczy wszystko. Panie Krzysztofie, to jest wielkie oszustwo, dokładnie jak w USA. W skrócie mówiąc, bogaci drukują sobie aktywa, "pompują balony" a później cały szlam który z nich się rozbryzguje, spada na maluczkich. To oni ponoszą koszty inflacji i rzeczywistego kryzysu, który górę oszczędza.
~ktos
Ilość kredytu w systemie musi rosnąć by istniała waluta na spłate odsetek od wcześniejszych kredytów. Póki wzrost PKB jest solidny, to ten mechanizm działa, ale jak wzrost jest taki jak w ostatnich latach, to trzeba wprowadzać ujemne stopy.
~dr Zaraza
problemem swiata jest to , ze jest uzalezniony od $ i euro. Ametykanie i euroejczycy ze strefy euro wykorzystuja to w bezczelny sposob drukujac swoje smieciowe waluty i wpychaja je kupujac co sie da na swiecie. Przoduje w tym usa a strefa euro chce isc tym samym torem.Dziwie sie, ze swiat pozwala sie okradac w tak prymitywny sposob.problemem swiata jest to , ze jest uzalezniony od $ i euro. Ametykanie i euroejczycy ze strefy euro wykorzystuja to w bezczelny sposob drukujac swoje smieciowe waluty i wpychaja je kupujac co sie da na swiecie. Przoduje w tym usa a strefa euro chce isc tym samym torem.Dziwie sie, ze swiat pozwala sie okradac w tak prymitywny sposob. Latwo sobie wyobrazic co banksterzy beda potrafili zrobic jak doprowadza likwidacji gotowki i wprowadza tzw. "pieniadz" elektroniczny .
~deravin
obiektywnie nie ma innej alternatywy - każda inna spowoduje drastyczny spadek stopy życiowej europejczyka, a to jest politycznie niedopuszczalne.
~Mania Pawlakowa
to kto na nas napadł? ... tsza wyrżnąć kurczaki, bo jak ruskie przydom...
~złotakula
Moje motto inwestycyjne:
“rynki poszły tak wysoko, ŻE SĄ ZA WYSOKO ŻEBY UPAŚĆ”
~sredniematuralne
wchodzę krótko EUR/USD i EUR/GBP. To dobra okazja.
~jaaa
Problemem europy i usa nie jest zadłużenie ale nadmierny import w stosunku do eksportu. Więcej sie konsumuje niż produkuje i żeby uzupełnić tą różnice uruchamia sie dług nakręcając sztucznie gospodarke aby zrównowazyć eksport z importem. Problem w tym że dług to dodatkowe obciązenie które mimo braku bilansu handlowego jeszcze bardziej Problemem europy i usa nie jest zadłużenie ale nadmierny import w stosunku do eksportu. Więcej sie konsumuje niż produkuje i żeby uzupełnić tą różnice uruchamia sie dług nakręcając sztucznie gospodarke aby zrównowazyć eksport z importem. Problem w tym że dług to dodatkowe obciązenie które mimo braku bilansu handlowego jeszcze bardziej obciąza tą róznice. Widmo bankructwa zmusza kraje do panicznego druku a takie państwa jak rosja czy chiny jako eksporterzy nie mają ochoty handlować z drukarzami. To prosta droga do kryzysu, biedy i upadku państw drukarzy a w konsekwencji do nacjonalizmów i rozliczenia winnych tego.
~ulica
Ostatnie slowo bedzie miala ulica, ktora z braku kasy wyrznie banksterow i politygnojow.
~MacGawer
A jak ulica weźmie kasę to bardzo, bardzo szybko przekona się, że to co powyżej napisał LM11 to szczera prawda. Pieniądz sam z siebie nie ma żadnej wartości - Japonia już się o tym przekonała, Europa zapewne przekona się wkrotce.

Od zawsze odsyłam ludzi piszaćych o inflacji i deflacji do ilościowej teorii pieniądza. Ten prosty
A jak ulica weźmie kasę to bardzo, bardzo szybko przekona się, że to co powyżej napisał LM11 to szczera prawda. Pieniądz sam z siebie nie ma żadnej wartości - Japonia już się o tym przekonała, Europa zapewne przekona się wkrotce.

Od zawsze odsyłam ludzi piszaćych o inflacji i deflacji do ilościowej teorii pieniądza. Ten prosty wzór idealnie odzwierciedla cały problem. Obecnie w Europie problemem nie jest deflacja (to tylko zjawisko) ale spowolniony obrót pieniądzem który sprawia, że aby zarobić trzeba obniżyć ceny. Problemem jest reakcja EBC która zamiast przyjąć do wiadomości, że przed 2008r ten obrót był zbyt szybki i wracamy do normy stara się go przyspieszyć. A jak do tego zwiąkszy bazę monetarną, to mamy przepis na katastrofę eurozony.

Powiązane: Strefa euro

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki