REKLAMA

100 mln dolarów za pokonanie Facebooka. Australijski miliarder przeciera szlak dla Rafała Brzoski

Eugeniusz Twaróg2026-08-30 06:00Zastępca redaktora naczelnego "Pulsu Biznesu"
publikacja
2026-08-30 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Andrew Forrest, potentat branży metalurgicznej z Australii, wydał na walkę z platformą Marka Zuckerberga 60 mln USD. Do końca procesu jeszcze daleko. Rachunek dla prawników może wzrosnąć do 100 mln, ale ma szanse jako pierwszy na świecie pokonać Facebooka. Zanim poszedł do sądu, robił prawie dokładnie to co Rafał Brzoska — apelował do Mety i polityków.

100 mln dolarów za pokonanie Facebooka. Australijski miliarder przeciera szlak dla Rafała Brzoski
100 mln dolarów za pokonanie Facebooka. Australijski miliarder przeciera szlak dla Rafała Brzoski
fot. JEREMY PIPER / /  Reuters / Forum

Ponad tydzień temu Rafał Brzoska po raz drugi wypowiedział wojnę Mecie. Na Facebooku pojawił się fejk news o rzekomym aresztowaniu szefa InPostu. Na zdjęciu skuty kajdankami Brzoska stoi w towarzystwie policjantów. Klasyczny scam, jakich pełno na platformach internetowych, obliczony na wyłudzenie danych osobowych, a następnie wykorzystanie ich do oszustw finansowych.

Nie jest to pierwsze starcie Rafała Brzoski z firmą Marka Zuckerberga. Dwa lata temu ostro zareagował na scamową kampanię fejk newsów i fałszywych reklam, w których przestępcy wykorzystywali jego wizerunek oraz jego żony Omeny Mensah. Sięgnął wtedy po nietypowe rozwiązania. Złożył skargę do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), zarzucając Mecie bezprawne przetwarzanie jego danych w tym wizerunku. Równolegle wystąpił z pozwem cywilnym do sądu w Warszawie.

Bankier.pl

Szybko osiągnął pierwsze sukcesy. Prezes UODO nakazał Mecie wstrzymanie publikacji oszukańczych reklam na trzy miesiące. Sąd I instancji natomiast ustanowił roczne zabezpieczenie, zobowiązując Metę do zaprzestania publikowania określonych fałszywych reklam wykorzystujących wizerunki skarżących. Zadziałało — scamowe reklamy zniknęły z sieci.

Co zrobiła Meta? Zaskarżyła postanowienie UODO do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, ale później wycofała skargę. Odwołała się też od decyzji sądu cywilnego.

Wakacje na giełdzie

Przestępcy nie przejmują się sądowym zabezpieczeniem

W marcu tego roku sąd apelacyjny utrzymał zabezpieczenie w stosunku do Omeny Mensah, natomiast w przypadku Rafała Brzoski częściowo je uchylił ze względu na zbyt szeroki zakres ochrony. Szef InPostu ogłosił w mediach społecznościowych sukces w walce z Metą. „Mamy przełomowe orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Warszawie!”.

Było to stwierdzenie na wyrost. Wyrok dotyczył zażalenia dotyczącego zabezpieczenia, a nie głównego przedmiotu sporu z Metą. To, jaką wagę, znaczenie w walce ze scamem ma sądowe zabezpieczenie, przestępcy pokazali, publikując na Facebooku fejkowe reklamy z Rafałem Brzoską. Pojawiały się one zresztą w internecie już wcześniej.

W ramach podjętej na nowo walki Rafał Brzoska sięgnął po inne narzędzia. Opublikował w internecie nazwiska menedżerów odpowiedzialnych za biznes Mety w Polsce. Zorganizował kampanię społeczną „150 proc.”, której celem jest zmuszenie platform internetowych do oddania 150 proc. pieniędzy zarobionych na fejkowych reklamach. Jest bardzo aktywny w mediach społecznościowych, gdzie publikuje fejkowe reklamy z udziałem Karola Nawrockiego, nawołuje polityków do aktywnego działania w sprawie internetowego scamu i ochrony oszczędności Polaków zagrożonych przez oszukańcze inwestycje.

Aktywność szefa InPostu mocno przypomina działania podejmowane siedem lat temu przez Andrew Forresta, australijskiego biznesmena z branży metalurgicznej, miliardera i filantropa. Na początku była złość, chęć załatwienia sprawy z pomocą menedżerów Mety, frustracja, kampania społeczna, wreszcie ostra walka w sądzie. Andrew Forrest jako pierwszy na świecie jest najbliższy pokonania Mety w jej mateczniku — w USA. Choć zwycięstwo wcale nie jest pewne.

Andrew, dlaczego reklamujesz podejrzane inwestycje

Batalia Andrew „Twiggi'ego” Forresta z Metą zaczęła się w 2019 r. od telefonu od ojca.

— Andrew, dlaczego reklamujesz podejrzane inwestycje? — spytał Andrew Forrest senior.

Opowiedział mu o reklamie na Facebooku przesłanej przez znajomego, na której „Twiggi” promuje platformę do handlu kryptowalutami. Andrew wyjaśnił ojcu, że to scam, nieprawdziwa reklama i ludzie nie powinni jej wierzyć. Wkrótce przekonał się, że jest inaczej. Do firmowego biura zaczęły spływać mejle od oszukanych, którzy zainwestowali w kryptowaluty zwiedzeni fejkową reklamą.

„Twiggi” zlecił swoim ludziom, żeby zajęli się sprawą fejsbukowych scamów. Sam skontaktował się z szefem Mety na Australię. Will Easton zapewniał, że firma traktuje sprawę oszustw internetowych poważnie, i zalecił biznesmenowi, żeby... za każdym razem, gdy on lub jego ludzie zobaczą fejkową reklamę, natychmiast ją zgłosili. To pomoże Facebookowi w walce ze scamem.

Andrew Forrest spróbował zainteresować sprawą Sheryl Sandberg, ówczesną COO Mety. Z najwyższych szczebli firmy dostał pokrętną odpowiedź, że problem scamów dotyczy wszystkich mediów społecznościowych, Facebook robi co może, ale nie ma narzędzi, żeby definitywnie rozwiązać problem.

Reklamy z miliarderem dalej były publikowane na platformie, a liczba oszukanych rosła. Czara goryczy przelała się, gdy emerytowana inżynier z Australii Zachodniej straciła na oszukańczych inwestycjach w kryptowaluty 670 tys. dolarów australijskich — niemal wszystkie oszczędności odłożone na starość. Andrew Forrest spotkał się z nią, powiedział, że jest mu przykro i że sprawy tak nie zostawi, po czym wypowiedział wojnę Mecie. Napisał list otwarty do Marka Zuckerberga, w którym wprost zapytał, czy dla Facebooka ważniejsze są przychody niż ochrona ludzi i ich życiowych oszczędności. Sprawa zrobiła się głośna w Australii. Na tyle, że — jak twierdzą autorzy podcastu Australian Financial Review — w pewnym momencie Meta chciała doprowadzić do ugody z miliarderem. Nie ma potwierdzenia, że oferta została złożona i na jaką kwotę. Niemniej w otoczeniu miliardera znany jest skrót HDGSF. Pochodzi od pierwszych liter pięciu wyrazów, z jakich składała się odpowiedź Andrew Forresta na propozycje ułożenia się z Metą. W wolnym tłumaczeniu brzmiała ona: „a może byście się tak odczepili?”.

Artykuł 230, czyli przepis na bezkarność big techów

W 2022 r. biznesmen pozwał Metę w amerykańskim sądzie. Dlaczego nie w Australii? Ponieważ Meta często powołuje się na właściwość sądową centrali w USA i stara się przenieść spór na grunt amerykański. Tu może czuć się bezpiecznie, a nawet bezkarnie. Regulacje w USA są bardzo korzystne dla big techów. Kluczowe znaczenie dla ich działalności ma art. 230 z archaicznej już ustawy o ochronie dzieci przed nieprzyzwoitymi treściami w internecie z 1996 r. (Communications Decency Act). W skrócie przepis mówi, że platforma internetowa nie odpowiada za treści, jakie publikują na niej użytkownicy. Jeśli ktoś obrazi cię na Facebooku, dochodź swoich praw od autora. Facebookowi nic do waszego sporu. Dopóty, dopóki sam nie przykłada ręki do spornej treści.

Przez lata artykuł 230 skutecznie chronił Metę. Poszkodowani — najczęściej celebryci, osoby zamożne, rzadziej politycy — skarżyli Metę, że publikuje naruszające ich wizerunek fałszywe reklamy. Prawnicy firmy odpowiadali, że platforma robi, co może, ale nie odpowiada za to, co publikują jej użytkownicy. Scamer dostarcza reklamę, Facebook ją publikuje. Jest tylko pośrednikiem podlegającym ochronie art. 230. Na podstawie tego przepisu sądy wielokrotnie oddalały pozwy przeciw platformie.

Prawnicy Andrew Forresta zastosowali inną taktykę. Dowodzili przed sądem, że system reklamowy Mety sam uczestniczył w tworzeniu, optymalizacji, personalizowaniu i dystrybucji fejkowej reklamy. Przekonywali, że mechanizm publikacji jest następujący: oszust dostarcza materiały, algorytm Facebooka je przetwarza, zmienia i optymalizuje, powstaje finalna reklama, a Meta ją targetuje i wyświetla. Nie pełni zatem wyłącznie roli pośrednika, ale może być również współtwórcą scamu.

Meta zgubiła dane kluczowe dla sprawy

17 czerwca 2024 r. sędzia P. Casey Pitts z kalifornijskiego sądu odmówił Mecie pełnego oddalenia pozwu. I to już była duża zmiana w dotychczasowej sądowej praktyce. Sędzia uznał, że artykuł (230) artykułem, ale istnieje spór faktyczny, czy systemy reklamowe Mety były jedynie neutralnymi narzędziami, czy też same przyczyniały się do powstawania treści scamowych reklam. To był przełom. Andrew Forrest mógł kontynuować wojnę.

Prawnicy biznesmena wystąpili do Mety o ujawnienie bazy danych reklam, żeby ustalić, co system Facebooka robi dokładnie między przyjęciem fejkowej reklamy a jej publikacją — czy i w jaki sposób ją zmienia. Przez cały 2025 r. trwała batalia o ujawnienie biblioteki reklam Mety. Pozwana firma próbowała przekonać sąd do utajnienia danych ze względu na ich poufny charakter. Sędzia uznał, że nie ma w nich niczego, co nie mogłoby zostać upublicznione. Potem Meta stwierdziła, że nie jest w stanie w wyznaczonym terminie, czyli do grudnia 2025 r., zgromadzić żądanego materiału, i poprosiła o późniejszą datę. Sąd odrzucił wniosek.

W lutym 2026 r. miliarder wystąpił o sankcje przeciwko platformie Marka Zuckerberga, zarzucając jej niezachowanie istotnych dowodów. Meta odpierała zarzuty i twierdziła, że wypełnia swoje obowiązki procesowe.

Nie przekonało to sądu. W sierpniu sędzia P. Casey Pitts orzekł, że Meta nie zachowała tysięcy ostatecznych wersji reklam oszustw oraz danych dotyczących ich optymalizacji. Powinna to zrobić już w 2019 r., kiedy prawnicy Andrew Forresta wystąpili o zabezpieczenie materiału dowodowego dotyczącego fejkowych reklam. Sędzia zauważył, że firma dysponująca setkami prawników powinna wiedzieć, że dane pokazujące działanie systemów optymalizujących reklamy mogą mieć kluczowe znaczenie dla przyszłego sporu.

Informacje o wielkim zwycięstwie miliardera są przesadzone

Co to orzeczenie oznacza dla Andrew Forresta i generalnie wszystkich podobnych przypadków? Na pewno medialne informacje o wielkim zwycięstwie nad Metą są grubo przesadzone. Art. 230 nadal działa jak tarcza ochronna, jednak pojawiły się na niej pierwsze rysy.

Najważniejsza konsekwencja dotyczy brakujących danych. Załóżmy, że oszust przesłał Facebookowi zdjęcie Forresta i fałszywe hasło o świetnej inwestycji. System Mety stworzył z tego własną, zoptymalizowaną wersję reklamy. Dziś nie można ustalić, czy użytkownik zobaczył wersję oszusta, czy wersję zmodyfikowaną przez algorytm, ponieważ Meta nie zachowała odpowiednich danych. Sędzia uznał, że skoro Meta nie zachowała dowodów, wynikająca z tego niepewność nie może działać na niekorzyść Forresta. W takich przypadkach sąd będzie przyjmował, że użytkownik zobaczył wersję reklamy zmodyfikowaną przez system Mety.

Jeśli sprawa trafi przed ławę przysięgłych, jury również zostanie odpowiednio poinstruowane — w przypadku braku danych ma przyjmować, że wygenerowane przez system Mety optymalizacje zostały zastosowane w finalnie wyświetlonych reklamach.

Meta wciąż jest pod ochroną

To jednak nadal nie oznacza, że Meta przegrała. Sędzia nie rozstrzygnął, że jest współtwórcą scamowych reklam ani że straciła ochronę art. 230. Nie przesądził też o tym, czy Meta nie zachowała danych przez zaniedbanie, czy zrobiła to celowo, żeby pozbawić Forresta istotnych dowodów.

Publiczny proces przed ławą przysięgłych to coś, czego Mark Zuckerberg zapewne będzie chciał uniknąć. Dlatego wcale nie jest przesądzone, że spór dotrze do tego etapu. Meta prawdopodobnie będzie próbowała zakończyć sprawę wcześniej, występując o summary judgment (rozstrzygnięcie bez pełnego procesu) i przekonując sędziego, że nawet po ujawnieniu problemów z dowodami nadal chroni ją "section 230".

Możliwe są trzy scenariusze. Jeśli sędzia przyzna rację Mecie, sprawa może zostać zakończona lub poważnie ograniczona bez procesu przed ławą przysięgłych. Jeśli uzna, że istnieje rzeczywisty spór, co system Mety robił z reklamami i czy ingerował w elementy czyniące je bezprawnymi, droga do procesu pozostanie otwarta. Możliwy jest również wariant pośredni — sąd uzna część działań Mety za chronione przez art. 230, a inne pozwoli dalej badać.

Do końca wojny jeszcze daleko

Jeśli sprawa nie zakończy się wcześniej, może trafić przed ławę przysięgłych. Będzie ona ustalać sporne fakty dotyczące ingerencji systemów Mety w reklamy. Ponadto przysięgli mogą zostać poproszeni o ocenę, czy Meta celowo pozbawiła Forresta dostępu do brakujących danych, czy też ich utrata była skutkiem zaniedbania. Sędzia P. Casey Pitts pozostawił tę kwestię ławie, uznając, że rozsądne osoby mogą dojść w tej sprawie do różnych wniosków. Jeżeli ława uzna, że Meta działała celowo, konsekwencje mogą być poważniejsze — przysięgli będą mogli przyjąć, że brakujące dowody były dla Mety niekorzystne. Jeśli natomiast uznają, że nie było takiego zamiaru, dodatkowa sankcja nie zostanie zastosowana. Nadal będą jednak obowiązywały konsekwencje niezachowania danych, które nałożył sędzia P. Casey Pitts.

Prawników Andrew Forresta czeka trudne zadanie. Nie wystarczy udowodnić, że Meta optymalizowała reklamy. Muszą wykazać, że działania jej systemów w istotnym stopniu przyczyniły się właśnie do tego, co czyniło reklamę bezprawną. Przycięcie zdjęcia miliardera czy zmiana układu grafiki nie musi jeszcze oznaczać współudziału w tworzeniu oszukańczego przekazu.

Meta może powiedzieć: tak, nasze systemy technicznie przetwarzały reklamy, ale to oszust dostarczył twarz Forresta, fałszywe hasło o zyskownej inwestycji i scamowy link. To oszust stworzył bezprawny przekaz. Nasze automatyczne narzędzia nie uczyniły tego oszustwem.

Rachunek może wynieść 100 mln USD

Najważniejsza część dalszego sporu będzie się toczyć właśnie wokół tego pytania: czy Facebook tylko wyświetlał cudzy scam, czy jego własny system reklamowy pomagał go tworzyć.

Zapowiada się jeszcze długi spór sądowy, a ostateczne rozstrzygnięcie jest trudne do przewidzenia. Naprzeciw siebie stoi dwóch godnych przeciwników: zdeterminowany miliarder i korporacja, która ma bardzo dużo do stracenia, bo pełna wygrana Andrew Forresta może otworzyć drzwi do pozwów zbiorowych, które w USA kończą się miliardowymi odszkodowaniami. Prawna stawka sporu też jest wysoka. Dla Andrew Forresta pracują cztery duże kancelarie w trzech strefach czasowych. Docelowo rachunek może wynieść nawet 100 mln USD. Nie wiadomo, kto go zapłaci: Andrew Forrest czy Mark Zuckerberg.

Szef InPostu wierzy w wygraną

Rafał Brzoska mówi, że doskonale zna sprawę Andrew Forresta i inne spory prawne z Metą. Wie, że nie jest łatwo z nią wygrać, ale „to, że jest trudno, nie znaczy, że się nie uda”. Podkreśla: w związku z nagłośnieniem sprawy oszukańczych reklam „jesteśmy w punkcie zwrotnym, mamy unikalną okazję zmienić postępowanie wielkich platform. Udało się już uświadomić skalę problemu. Jesteśmy w roku przedwyborczym. Chcę zobaczyć, jak politycy chronią zdrowie psychiczne dzieci czy też chronią platformy internetowe”.

Szef InPostu zainicjował przed tygodniem akcję "150 proc." - postuluje, żeby platformy internetowe zwróciły 150 proc. zysku czerpanego z oszukańczych reklam. W czwartek 27 sierpnia zaczęła też działać strona Scam Watch, na której można zgłaszać informacje o scamowych reklamach. Będą one następnie monitorowane w celu zebrania materiału o zasięgu i czasie trwania oszukańczej kampanii.

Scamming out! to akcja edukacyjna Bankier.pl i „Pulsu Biznesu”. Kliknij, aby dowiedzieć się więcej!

Bankier.pl



Źródło:
Eugeniusz  Twaróg
Eugeniusz  Twaróg
Zastępca redaktora naczelnego "Pulsu Biznesu"

W "Pulsie Biznesu" zajmuję się rynkiem finansowym, szczególnie sektorem bankowym, ale piszę również o branży windykacyjnej i leasingowej. Nie ukrywam, że najbliższe mi są banki. Z szacunkiem patrzę na dokonania branży zarządzania wierzytelnościami, niemniej znam ten biznes tylko z pozycji obserwatora. Nigdy, odpukać, nie byłem klientem firmy windykacyjnej. Banki łatwiej mi ocenić, bo we wszystkich mam otwarty rachunek. Wiem, jak wygląda i działa serwis internetowy, call center i obsługa w oddziałach.

Tematy
Tanie konto firmowe na lata. Najlepsze oferty w długiej perspektywie
Tanie konto firmowe na lata. Najlepsze oferty w długiej perspektywie

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Scamming out

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki