W bezprecedensowym oświadczeniu prezes Europejskiego Banku Centralnego przypomniał Włochom, że wszelkie decyzje dotyczące zarządzaniem rezerwami złota nie mogą zapaść bez aprobaty Frankfurtu. Aluzja do planów włoskiego wicepremiera była aż nadto oczywista.
„EBC aprobuje zarówno operacje na rezerwach walutowych pozostających pod kontrolą NCB (narodowych banków centralnych – przyp. red.)… jak i działania krajów członkowskich dotyczące rezerw walutowych powyżej pewnego pułapu” – tak pod koniec marca Mario Draghi pisemnie odpowiedział dwóch włoskim eurodeputowanym.
Prezes Europejskiego Banku Centralnego przypomniał, że kwestie zarządzania rezerwami złota zostały scedowane na rzecz Eurosystemu na mocy artykułu 127 traktatu o funkcjonowaniu UE (TFEU). „W szczególności, jak definiuje artykuł 127 TFEU, zadaniem Eurosystemu jest trzymanie i zarządzanie oficjalnymi rezerwami krajów członkowskich” – informuje Mario Draghi. Dotyczy to decyzji o utrzymywaniu, dysponowaniu, negocjowaniu i codziennym zarządzaniu rezerwami walutowymi. Dotyczy to nie tylko tej części rezerw (w tym złota), które kraje członkowskie przekazały do EBC, ale także tych, które pozostały w gestii narodowych banków centralnych.
To było bardzo niecodzienne oświadczenie. Zwykle szef EBC nie musi przypominać krajowym władzom, co im wolno, a czego nie wolno. Zwykle też nie robi tego publicznie tylko w zaciszu gabinetów. Zatem w tym przypadku sytuacja musi być już naprawdę poważna, skoro Mario Draghi poczuł się zobowiązany do takiej interwencji.
Była to jasna aluzja do projektów ustaw, które niedawno wpłynęły do włoskiego parlamentu. Jedna z nich zakłada, że ogromne rezerwy złota (2 452 ton, więcej złota mają tylko USA i Niemcy) zarządzane przez Bank Włoch staną się własnością rządu. Ustawa ta cieszy się poparciem zarówno Ligi jak i koalicyjnego Ruchu 5 Gwiazd.

Przeczytaj także
- Złoto jest własnością narodu włoskiego i nikogo innego – powiedział w lutym Matteo Salvini, cytowany przez agencję ANSA. Oficjalnie ustawodawcom chodzi o zabezpieczenie rezerw złota przed ich sprzedażą, ale w praktyce wszyscy obawiają się powtórzenia schematu z Wenezueli, gdzie niegdyś obfite zasoby królewskiego metalu posłużyły do sfinansowania socjalnego rozdawnictwa.
Druga z proponowanych ustaw zakłada upaństwowienie Banku Włoch, który obecnie jest prywatną spółką akcyjną kontrolowaną przez krajowe banki. To akcjonariusze, wśród których prym wiodą dwa banki – Intesa Sanpaolo (26% akcji) i UniCredit (19%) – wybierają radę dyrektorów banku, choć samego prezesa mianuje rząd, formalnie dekretem prezydenta. Przy czym jeden akcjonariusz może wykonywać prawo głosu maksymalnie z 3% akcji banku. Kapitał Banku Włoch składa się z 300 000 akcji o wartości nominalnej 25 000 euro każda.
Ustawa nacjonalizacyjna forsowana przez parlamentarzystów Ruchu 5 Gwiazd zakłada przymuszenie akcjonariuszy Banku Włoch do sprzedaży akcji po cenie… z roku 1930. Jednak póki dla tej legislacji nie ma większości w parlamencie.
Spór o władzę nad włoskim złotem jest wielowymiarowy. W najpłytszym kontekście jest to konflikt polityczny między „populistycznymi” partiami rządzącymi obecnie Włochami, a bankowo-unijnym establishmentem. Jest to też spór kompetencyjny pomiędzy organami Unii Europejskiej (EBC) a władzą krajową o to, kto kontroluje narodowy bank centralny. To także atak na interesy lobby bankowego, które obecnie ma dużo do powiedzenia przy obsadzie kierownictwa Banku Włoch.
Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że Mario Draghi… sam jest Włochem i był prezesem Banku Włoch w latach 2005-11. Draghi ma za sobą także trzyletni epizod pracy w Goldman Sachs (w latach 2002-05) oraz 6-letnią kadencję w Banku Światowym, więc postrzegany jest jako rzecznik interesów lobby finansowego. Kadencja Draghiego na stanowisku szefa EBC wygasa w październiku.
Krzysztof Kolany





























































