Za sprawą szaleństw banków centralnych świat finansów stanął na głowie i w tej pozycji usiłuje posuwać się naprzód. Najnowszym objawem schizofrenii rynku jest spadek rentowności hiszpańskich obligacji 10-letnich poniżej dochodowości analogicznych papierów amerykańskich.
W poniedziałek rentowność 10-letnich obligacji Hiszpanii spadła do 2,584%, czyli do najniższego poziomu w historii. Jeszcze 12 miesięcy temu hiszpańskie 10-latki były notowane przy rentowności 5,1%, a dwa lata temu nawet 7,75%. Spadek rentowności oznacza wzrost cen obligacji.
W rezultacie po raz pierwszy od czterech lat rentowność 10-letnich obligacji hiszpańskich jest niższa od analogicznych papierów emitowanych przez rząd Stanów Zjednoczonych. 10-letnie Treasuries płacące 2,5% rocznych odsetek notowane są obecnie przy rentowności 2,61%, czyli o 44 punkty bazowe wyższej niż rok temu (punkt bazowy to 0,01 pkt. procentowego).
Premia względem Treasuries, czyli różnica w rentownościach 10-letnich obligacji Hiszpanii i USA
Zobacz także
Z punktu widzenia ryzyka wypłacalności taka wycena wydaje się być absurdalna. Pomimo ogromnego długu publicznego bankructwo Stanów Zjednoczonych jest skrajnie nieprawdopodobne, ponieważ ich zadłużenie denominowane jest w walucie, którą Rezerwa Federalna może drukować bez jakichkolwiek ograniczeń. Inaczej mówiąc, Fed jest dla rządu USA kredytodawcą ostatniej szansy i jest mało prawdopodobne, aby w razie czego nie wywiązał się z tej roli. Tymczasem Hiszpania dwa lata temu otarła się o niewypłacalność i zmuszona była skorzystać z europejskiej pożyczki, aby ratować upadające banki. Ponadto rząd w Madrycie nie dysponuje własną walutą, którą w razie kłopotów finansowych mógłby zdewaluować lub dodrukować.

Gwałtowny wzrost cen (czyli spadek rentowności) hiszpańskiego, włoskiego, portugalskiego oraz greckiego długu to w decydującej mierze zasługa Mario Draghiego. W lipcu 2012 roku szef Europejskiego Banku Centralnego obiecał inwestorom, że jego instytucja „zrobi, co będzie trzeba”, aby uratować euro. Sprzeczna z traktatowym zakazem finansowania długu publicznego obietnica bezwarunkowego skupu obligacji państw strefy euro (program OMT) sprawiła, że chętnych na zakup obligacji eurobankrutów nagle zaczęło przybywać.
Niedawno EBC jeszcze mocniej „zachęcił” banki do kupowania obligacji krajów PIGS, wprowadzając ujemną stopę depozytową oraz informując o planach uruchomienia ilościowego poluzowania polityki monetarnej (quantitative easing – QE). Na efekty nie trzeba było długo czekać – od początku roku rentowności obligacji Włoch, Hiszpanii i Portugalii biją historyczne rekordy.
Istnieje też wersja „oficjalna”, według której malejące rentowności obligacji Hiszpanii są oznaką zaufania inwestorów do siły hiszpańskiej gospodarki i stabilności strefy euro. Że to wyraz obaw przed domniemaną deflacją i antycypacja zerowych (lub wręcz ujemnych) stóp procentowych w EBC. Z drugiej strony widać też przyspieszający wzrost cen w Ameryce (gdzie CPI wzrósł o 2% rdr), co przekłada się na oczekiwania dotyczące wzrostu stóp procentowych w USA już w pierwszej połowie 2015 roku. Oczywiście można w to wszystko wierzyć. Tylko po co?
Krzysztof Kolany
Bankier.pl






























































