Pogorszenie globalnych nastrojów inwestycyjnych przełożyło się na umocnienie dolara amerykańskiego i osłabienie polskiego złotego. Przejawem tych tendencji jest rosnący kurs euro, któremu nie udało się jednoznacznie sforsować bariery 4,50 zł.


Przez poprzednie dwa dni kurs euro walczył o przełamanie linii 4,50 zł. I choć okazjonalnie schodził nawet w pobliże 4,49 zł, to za każdym razem szybko powracał do wyjściowych poziomów. W środę o 9:48 notowania wspólnotowej waluty rosły o niespełna grosz, wspinając się na wysokość 4,5166 zł.
Coraz istotniejszym problemem dla złotego zdaje się być pogorszenie nastrojów inwestycyjnych na świecie, widoczne zwłaszcza przez pryzmat rynku długu. Od miesiąca w górę idą ceny amerykańskich obligacji skarbowych, co ilustrują malejące rentowności tych papierów. Dochodowość 10-letnich obligacji rządu USA zmalała do 1,3650% wobec przeszło 1,60% jeszcze na początku czerwca.
Pomimo spadku rentowności Treasuries dolar trzyma się mocno – kurs EUR/USD notowany jest blisko najniższych poziomów od trzech miesięcy. W rezultacie kurs dolara na polskim rynku w środę rano podniósł się do 3,8212 zł i celuje w lokalny szczyt (3,8440 zł) z czerwca.
Przejawem wzrostu awersji do ryzyka są też rosnące notowania franka szwajcarskiego. W środę rano za helwecką walutę trzeba było zapłacić 4,1367 zł, a więc o 1,5 gr więcej niż dzień wcześniej. Funt szterling zyskiwał ponad jeden grosz, osiągając cenę 5,2711 zł.
Większa zmienność na rynku złotego może się pojawić w czwartek po południu, gdy zapoznamy się z komunikatem Rady Polityki Pieniężnej. Rynek już od kilku miesięcy wywiera presję, aby w obliczu ponad 4-procentowej inflacji CPI Rada porzuciła politykę zerowych stóp procentowych i program skupu obligacji skarbowych. Kolejnym impulsem może być piątkowe wystąpienie prezesa NBP Adama Glapińskiego oraz zwykle ujmowane w komunikatach RPP kluczowe fragmenty z nieujawnionej jeszcze lipcowej projekcji inflacyjnej banku centralnego.
KK































































