Polska służba zdrowia znajduje się w punkcie zwrotnym, w którym rosnące nakłady finansowe nie nadążają za lawinowo zwiększającymi się potrzebami starzejącego się społeczeństwa. Podczas debaty „Zdrowie – wyzwania systemowe i rola ubezpieczycieli” w trakcie XIV Kongresu PIU eksperci, politycy i przedstawiciele sektora medycznego dyskutowali o konieczności przemodelowania systemu, który obecnie trzyma się na nogach głównie dzięki prywatnym portfelom pacjentów. Czy dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne to jedyna droga do skrócenia kolejek i ratowania budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia?


Debatę „Zdrowie – wyzwania systemowe i rola ubezpieczycieli” poprowadził profesor Andrzej M. Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego. W panelu uczestniczyli:
- Izabela Leszczyna, Komisja Finansów Publicznych, Sejm RP,
- Miłosz Anczakowski, Zastępca Prezesa, Narodowy Fundusz Zdrowia,
- prof. dr hab. Witold Orłowski, ekonomista,
- Andrzej Sokołowski, Prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych,
- Łukasz Jankowski, Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej,
- Weronika Dejneka, Członek Zarządu, PZU Zdrowie SA.
Czarny scenariusz demograficzny
Profesor Andrzej M. Fal rozpoczął swoje wystąpienie od twardych danych ONZ, które kreślą niepokojącą przyszłość dla Polski. Według prognoz,w roku 2100 liczba mieszkańców naszego kraju może spaść poniżej 20 milionów. Ten trend depopulacji, widoczny na niemal wszystkich kontynentach poza Afryką, wymusza całkowitą reorientację systemu opieki zdrowotnej, zmieniająca się struktura wiekowa społeczeństwa oznacza bowiem zupełnie nowe wyzwania medyczne i finansowe.
Kluczowym problemem jest drastyczny wzrost kosztów leczenia związany ze starzeniem się populacji. Leczenie statystycznie zdrowego 75-latka, który zazwyczaj zmaga się z dwiema lub trzema chorobami przewlekłymi, jest aż czterokrotnie droższe niż w przypadku osoby 50-letniej. Jednocześnie w ciągu ostatnich dwóch pokoleń odnotowano 3,5-krotny spadek liczby dzieci przy trzykrotnym wzroście populacji osób powyżej 75. roku życia. Prowadzi to do ogromnego obciążenia demograficznego, gdzie liczba osób w wieku produkcyjnym przypadająca na seniorów spadnie o niemal połowę.
Profesor Fal wskazał również na konkretne słabości polskiego systemu, które wymagają natychmiastowej interwencji:

- Polska jest jednym z najbardziej szpitalocentrycznych systemów w Unii Europejskiej, wydając na szpitale aż 52% środków przy średniej unijnej wynoszącej 46%.
- Rzeczywista potrzeba finansowa rynku, uwzględniająca zadłużenie i deficyt NFZ, jest znacznie wyższa niż faktyczne wydatki publiczne.
- Występuje rażąca słabość opieki długoterminowej, która nie nadąża za procesem starzenia się populacji i ideą „healthy aging”.
- Dostępność do świadczeń ambulatoryjnych, będąca kluczowym wskaźnikiem oceny systemu przez pacjentów, nadal pozostaje na niskim poziomie.
Profesor Fal zwrócił również uwagę na problem kolejek do opieki ambulatoryjnej, wymieniając ortopedię i psychiatrię jako te dziedziny medycyny, które aktualnie generują najwięcej zwolnień lekarskich, a tym samym ogromne koszty pośrednie dla gospodarki. Wskazał on ponadto na różnicę między profilaktyką pierwszorzędową, trwale zapobiegającą chorobom, a drugorzędową, która po fakcie jedynie hamuje ich rozwój u zdiagnozowanych pacjentów. Zaznaczył przy tym jednoznacznie, że choć działania prewencyjne są zawsze początkowo kosztowne i na zyski z nich trzeba czekać latami, to z perspektywy całej dekady stają się dla budżetu państwa niezwykle opłacalne ekonomicznie.
Problem z wycenami i „szpitalocentryzm”
Ekonomista, profesor Witold Orłowski, zauważył, że mimo wzrostu nakładów na zdrowie z 6% do 8% PKB, społeczeństwo nadal odczuwa ogromny zawód. Jego zdaniem problem nie leży wyłącznie w ilości pieniędzy, ale przede wszystkim w efektywności ich wydawania. Nawet zwiększenie finansowania do 10% czy 15% PKB nie rozwiąże trudności, jeśli środki będą płynęły tam, gdzie jest największa presja, a nie tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Profesor Orłowski podkreślił także, że systemowi brakuje racjonalnego mechanizmu decydowania o alokacji funduszy.
W podobnym tonie wypowiedział się Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych. Stwierdził, że placówki komercyjne są gotowe na odwrócenie piramidy świadczeń i rozwój diagnostyki ambulatoryjnej, ale blokują ich błędne wyceny z Narodowego Funduszu Zdrowia (jak zauważył prof. Fal, często prościej i taniej jest hospitalizować pacjenta przez trzy dni, niż wykonać procedurę w kilka godzin w trybie jednodniowym, co generuje niepotrzebne koszty dla całego systemu). Sokołowski zaznaczył, że 65% szpitali prywatnych to już zorganizowane sieci, które czekają na organizacyjne decyzje pozwalające im działać efektywniej, ale nie da się pominąć problemów z wycenami świadczeń ze strony NFZ. Miłosz Anczakowski, wiceprezes NFZ, przypomniał, że za to nie odpowiada Fundusz, tylko Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji - na co Andrzej Sokołowski z OSSP zauważył, że AOMiT uzależniony jest od resortu zdrowia.
Nie dla prywatyzacji służby zdrowia
Izabela Leszczyna z Komisji Finansów Publicznych przyznała, że żaden polityk w Europie nie powie wprost, iż obywatele powinni płacić więcej z własnej kieszeni za zdrowie, zaprzeczając chęci prywatyzacji służby zdrowia w Polsce. Podkreśliła, że fundamentalnym kłopotem nie jest wyłącznie brak kapitału publicznego, ale brak wiary obywateli w to, że aż 80 procent sukcesu zdrowotnego zależy tylko od ich własnej profilaktyki. Jako przykład zmarnowanego potencjału podała państwowe programy przesiewowe cytologii czy bezpłatnej mammografii, z których dobrowolnie korzysta w Polsce zaledwie od 15 do 40 procent formalnie uprawnionych pacjentek. Jednocześnie zauważyła, że "my w Polsce (...) nie chcemy wyższych składek, nie chcemy współpłacenia. No to niestety prawdopodobnie będzie znaczyło, że z prywatnych kieszeni musimy dołożyć do tego systemu po prostu więcej."
Była minister zdrowia położyła również duży nacisk na profilaktykę i edukację zdrowotną, która od września stanie się obowiązkowym elementem nauczania w szkołach, bowiem budowanie świadomości zdrowotnej jest niezbędne, aby w przyszłości odciążyć system opieki medycznej. Odnosząc się do powszechnego zarzutu braku efektywności służby zdrowia, Izabela Leszczyna przyznała, że przepisy umożliwiające tworzenie oddziałów jednodniowych zostały ukończone, ale są bariery przed ich wprowadzeniem. Opór przed redukcją kosztów stawiają z różnych pobudek sami starostowie, którzy koniecznie chcą utrzymać w każdym małym powiecie 4-oddziałowy, całodobowy szpital nawet przy obłożeniu rzędu 40%.
Członek zarządu PZU Zdrowie Weronika Dejneka wskazała, że branża ubezpieczeniowa jest gotowa podjąć wyzwanie i pomóc zagospodarować 60 miliardów złotych, które Polacy już teraz wydają prywatnie (z danych wynika, że to ok. 25% ogółu finansowania usług zdrowotnych). Ubezpieczyciele posiadają kompetencje do zarządzania ścieżką pacjenta oraz koordynowania opieki specjalistycznej i diagnostyki, ale dla pacjenta źródło finansowania nie powinno mieć większego znaczenia, a on sam powinien być zaopiekowany w jednym miejscu, bez konieczności samodzielnego szukania diagnozy w różnych placówkach. Zaznaczyła również, że ubezpieczyciele mogą skutecznie promować postawy prozdrowotne poprzez profilaktykę, ponieważ dla branży efekty odroczone w czasie nie są nowością, a dodatkowo są opłacalne długoterminowo.
Budżet NFZ pod presją wynagrodzeń
Wiceprezes Miłosz Anczakowski z Narodowego Funduszu Zdrowia potwierdził podczas debaty, że zarządzana przez niego instytucja jest bardzo trudnej sytuacji finansowej, a generatorem rosnących wydatków w ostatnich latach okazały się podwyżki najniższych wynagrodzeń we wszystkich podmiotach leczniczych. Przy obecnej progresji nakłady z budżetu na zaspokojenie tak zwanego produktu podwyżkowego mogą sięgnąć w 2026 roku rekordowej kwoty 70 miliardów złotych. Anczakowski zastrzegł, że powitanie finansowania od prywatnych ubezpieczycieli obwarowane musi zostać skuteczną centralną koordynacją, aby unikać zjawiska podwójnego płacenia za dublujące się usługi.
Wątek wynagrodzeń w branży medycznej zdecydowała się rozwinąć Izabela Leszczyna, zwracając uwagę na spłaszczenie różnicy rynkowej między pracą lekarza a zadaniami pielęgniarki z wyższym wykształceniem. Współczynnik płacowy stosowany obecnie do wyliczeń dla lekarza wynosi 1,45, a dla dyplomowanej pielęgniarki równe 1,2, co de facto czyni nasz kraj negatywnym ewenementem na mapie Europy. Niezbędna jest korekta dynamiki wzrostu płac medyków, a także techniczne przesunięcie państwowej waloryzacji na miesiąc styczeń, by dyrektorzy szpitali mogli realnie planować budżety.
Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, sprzeciwił się narracji, według której to pensje lekarzy „zjadły” pieniądze w systemie. Zauważył, że tylko 15% lekarzy pracuje wyłącznie na etatach z minimalną płacą, a cała dyskusja o ich zarobkach jest często wykorzystywana politycznie. Jankowski zwrócił uwagę na brak przejrzystości między systemem publicznym a prywatnym oraz na potrzebę wzmocnienia samego NFZ, aby tylko „skupował faktury”, lecz był aktywnym partnerem dbającym o dostępność medyczną. Według lekarzy, kluczowe dla wyboru miejsca pracy (sektor publiczny czy sektor prywatny) są nie tylko zarobki, ale także biurokracja, obecność asystentów oraz bezpieczeństwo prawne.
Ubezpieczenia zdrowotne nie mogą zastąpić środków publicznych
Na zakończenie paneliści określili swoje oczekiwania wobec wprowadzenia definicji i systemu dodatkowych ubezpieczeń. Andrzej Sokołowski z OSPP uznał wprowadzenie ubezpieczeń dodatkowych za „mannę z nieba” dla sektora prywatnego, która pozwoli w pełni wykorzystać moce produkcyjne szpitali, podczas gdy ekonomista Witold Orłowski zaznaczył, że dodatkowe środki nie mogą służyć łataniu dziur i nieefektywności sektora publicznego, lecz powinny generować nowe, służące zdrowiu aktywności.
Miłosz Anczakowski zadeklarował, że NFZ popiera każdą inicjatywę, która poprawi wielkość planu finansowego i realnie przełoży się na dobro pacjenta, z kolei Łukasz Jankowski podkreślił, że choć każdy dodatkowy strumień pieniędzy jest „na wagę złota”, to środki publiczne nie mogą się wycofywać tylko dlatego, że pojawi się kapitał prywatny.
Weronika Dejneka z PZU Zdrowie zaapelowała do Polskiej Izby Ubezpieczeń o wypracowanie konkretnego, branżowego modelu współpracy, gdyż sama definicja ubezpieczenia to dopiero „wierzchołek góry lodowej”, natomiast Izabela Leszczyna podsumowała, że szersza oferta ubezpieczeń to krótsze kolejki, wyższa jakość i więcej przestrzeni w publicznym systemie dla osób o niższych dochodach, których na ubezpieczenie nie stać.
Debata pokazała, że choć diagnoza systemu jest znana od lat, to kumulacja wyzwań demograficznych i finansowych zmusza do podjęcia szybkich działań legislacyjnych. Jak podsumował profesor Fal
W związku z tym mówimy o największej skarbonce publicznej, jaka istnieje. Ją trzeba uporządkować. Ją trzeba wzmocnić, bo też jest potrzebny i nie ma drugiej takiej usługi. Nie ma drugiego takiego świadczenia, którego nie będzie wykorzysta każdy Polak. Prędzej czy później każdy z nas będzie u lekarza.


























































