REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Dobrowolne ubezpieczenia zdrowotne ratunkiem dla NFZ? Eksperci mówią tak, ale mają warunek

Aldona Derdziak2026-05-08 06:00redaktorka Bankier.pl
publikacja
2026-05-08 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Polska służba zdrowia znajduje się w punkcie zwrotnym, w którym rosnące nakłady finansowe nie nadążają za lawinowo zwiększającymi się potrzebami starzejącego się społeczeństwa. Podczas debaty „Zdrowie – wyzwania systemowe i rola ubezpieczycieli” w trakcie XIV Kongresu PIU eksperci, politycy i przedstawiciele sektora medycznego dyskutowali o konieczności przemodelowania systemu, który obecnie trzyma się na nogach głównie dzięki prywatnym portfelom pacjentów. Czy dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne to jedyna droga do skrócenia kolejek i ratowania budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia?

Dobrowolne ubezpieczenia zdrowotne ratunkiem dla NFZ? Eksperci mówią tak, ale mają warunek
Dobrowolne ubezpieczenia zdrowotne ratunkiem dla NFZ? Eksperci mówią tak, ale mają warunek
fot. Billion Photos / / Shutterstock

Debatę „Zdrowie – wyzwania systemowe i rola ubezpieczycieli” poprowadził profesor Andrzej M. Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego. W panelu uczestniczyli:

  • Izabela Leszczyna, Komisja Finansów Publicznych, Sejm RP,
  • Miłosz Anczakowski, Zastępca Prezesa, Narodowy Fundusz Zdrowia,
  • prof. dr hab. Witold Orłowski, ekonomista,
  • Andrzej Sokołowski, Prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych,
  • Łukasz Jankowski, Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej,
  • Weronika Dejneka, Członek Zarządu, PZU Zdrowie SA.

Czarny scenariusz demograficzny

Profesor Andrzej M. Fal rozpoczął swoje wystąpienie od twardych danych ONZ, które kreślą niepokojącą przyszłość dla Polski. Według prognoz,w roku 2100 liczba mieszkańców naszego kraju może spaść poniżej 20 milionów. Ten trend depopulacji, widoczny na niemal wszystkich kontynentach poza Afryką, wymusza całkowitą reorientację systemu opieki zdrowotnej, zmieniająca się struktura wiekowa społeczeństwa oznacza bowiem zupełnie nowe wyzwania medyczne i finansowe.

Kluczowym problemem jest drastyczny wzrost kosztów leczenia związany ze starzeniem się populacji. Leczenie statystycznie zdrowego 75-latka, który zazwyczaj zmaga się z dwiema lub trzema chorobami przewlekłymi, jest aż czterokrotnie droższe niż w przypadku osoby 50-letniej. Jednocześnie w ciągu ostatnich dwóch pokoleń odnotowano 3,5-krotny spadek liczby dzieci przy trzykrotnym wzroście populacji osób powyżej 75. roku życia. Prowadzi to do ogromnego obciążenia demograficznego, gdzie liczba osób w wieku produkcyjnym przypadająca na seniorów spadnie o niemal połowę.

Profesor Fal wskazał również na konkretne słabości polskiego systemu, które wymagają natychmiastowej interwencji: 

Wakacje na giełdzie
  • Polska jest jednym z najbardziej szpitalocentrycznych systemów w Unii Europejskiej, wydając na szpitale aż 52% środków przy średniej unijnej wynoszącej 46%. 
  • Rzeczywista potrzeba finansowa rynku, uwzględniająca zadłużenie i deficyt NFZ, jest znacznie wyższa niż faktyczne wydatki publiczne. 
  • Występuje rażąca słabość opieki długoterminowej, która nie nadąża za procesem starzenia się populacji i ideą „healthy aging”. 
  • Dostępność do świadczeń ambulatoryjnych, będąca kluczowym wskaźnikiem oceny systemu przez pacjentów, nadal pozostaje na niskim poziomie. 
fot. AD / XIV Kongres PIU, panel "Zdrowie - wyzwania systemowe i rola ubezpieczycieli", prof. dr hab. Andrzej M. Fal

Profesor Fal zwrócił również uwagę na problem kolejek do opieki ambulatoryjnej, wymieniając ortopedię i psychiatrię jako te dziedziny medycyny, które aktualnie generują najwięcej zwolnień lekarskich, a tym samym ogromne koszty pośrednie dla gospodarki. Wskazał on ponadto na różnicę między profilaktyką pierwszorzędową, trwale zapobiegającą chorobom, a drugorzędową, która po fakcie jedynie hamuje ich rozwój u zdiagnozowanych pacjentów. Zaznaczył przy tym jednoznacznie, że choć działania prewencyjne są zawsze początkowo kosztowne i na zyski z nich trzeba czekać latami, to z perspektywy całej dekady stają się dla budżetu państwa niezwykle opłacalne ekonomicznie.

Problem z wycenami i „szpitalocentryzm”

Ekonomista, profesor Witold Orłowski, zauważył, że mimo wzrostu nakładów na zdrowie z 6% do 8% PKB, społeczeństwo nadal odczuwa ogromny zawód. Jego zdaniem problem nie leży wyłącznie w ilości pieniędzy, ale przede wszystkim w efektywności ich wydawania. Nawet zwiększenie finansowania do 10% czy 15% PKB nie rozwiąże trudności, jeśli środki będą płynęły tam, gdzie jest największa presja, a nie tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Profesor Orłowski podkreślił także, że systemowi brakuje racjonalnego mechanizmu decydowania o alokacji funduszy.

W podobnym tonie wypowiedział się Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych. Stwierdził, że placówki komercyjne są gotowe na odwrócenie piramidy świadczeń i rozwój diagnostyki ambulatoryjnej, ale blokują ich błędne wyceny z Narodowego Funduszu Zdrowia (jak zauważył prof. Fal, często prościej i taniej jest hospitalizować pacjenta przez trzy dni, niż wykonać procedurę w kilka godzin w trybie jednodniowym, co generuje niepotrzebne koszty dla całego systemu). Sokołowski zaznaczył, że 65% szpitali prywatnych to już zorganizowane sieci, które czekają na organizacyjne decyzje pozwalające im działać efektywniej, ale nie da się pominąć problemów z wycenami świadczeń ze strony NFZ. Miłosz Anczakowski, wiceprezes NFZ, przypomniał, że za to nie odpowiada Fundusz, tylko Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji - na co Andrzej Sokołowski z OSSP zauważył, że AOMiT uzależniony jest od resortu zdrowia.

Nie dla prywatyzacji służby zdrowia

Izabela Leszczyna z Komisji Finansów Publicznych przyznała, że żaden polityk w Europie nie powie wprost, iż obywatele powinni płacić więcej z własnej kieszeni za zdrowie, zaprzeczając chęci prywatyzacji służby zdrowia w Polsce. Podkreśliła, że fundamentalnym kłopotem nie jest wyłącznie brak kapitału publicznego, ale brak wiary obywateli w to, że aż 80 procent sukcesu zdrowotnego zależy tylko od ich własnej profilaktyki. Jako przykład zmarnowanego potencjału podała państwowe programy przesiewowe cytologii czy bezpłatnej mammografii, z których dobrowolnie korzysta w Polsce zaledwie od 15 do 40 procent formalnie uprawnionych pacjentek. Jednocześnie zauważyła, że "my w Polsce (...) nie chcemy wyższych składek, nie chcemy współpłacenia. No to niestety prawdopodobnie będzie znaczyło, że z prywatnych kieszeni musimy dołożyć do tego systemu po prostu więcej."

fot. AD / XIV Kongres PIU, panel "Zdrowie - wyzwania systemowe i rola ubezpieczycieli", Izabela Leszczyna

Była minister zdrowia położyła również duży nacisk na profilaktykę i edukację zdrowotną, która od września stanie się obowiązkowym elementem nauczania w szkołach, bowiem budowanie świadomości zdrowotnej jest niezbędne, aby w przyszłości odciążyć system opieki medycznej. Odnosząc się do powszechnego zarzutu braku efektywności służby zdrowia, Izabela Leszczyna przyznała, że przepisy umożliwiające tworzenie oddziałów jednodniowych zostały ukończone, ale są bariery przed ich wprowadzeniem. Opór przed redukcją kosztów stawiają z różnych pobudek sami starostowie, którzy koniecznie chcą utrzymać w każdym małym powiecie 4-oddziałowy, całodobowy szpital nawet przy obłożeniu rzędu 40%.

Członek zarządu PZU Zdrowie Weronika Dejneka wskazała, że branża ubezpieczeniowa jest gotowa podjąć wyzwanie i pomóc zagospodarować 60 miliardów złotych, które Polacy już teraz wydają prywatnie (z danych wynika, że to ok. 25% ogółu finansowania usług zdrowotnych). Ubezpieczyciele posiadają kompetencje do zarządzania ścieżką pacjenta oraz koordynowania opieki specjalistycznej i diagnostyki, ale dla pacjenta źródło finansowania nie powinno mieć większego znaczenia, a on sam powinien być zaopiekowany w jednym miejscu, bez konieczności samodzielnego szukania diagnozy w różnych placówkach. Zaznaczyła również, że ubezpieczyciele mogą skutecznie promować postawy prozdrowotne poprzez profilaktykę, ponieważ dla branży efekty odroczone w czasie nie są nowością, a dodatkowo są opłacalne długoterminowo.

Budżet NFZ pod presją wynagrodzeń

Wiceprezes Miłosz Anczakowski z Narodowego Funduszu Zdrowia potwierdził podczas debaty, że zarządzana przez niego instytucja jest bardzo trudnej sytuacji finansowej, a generatorem rosnących wydatków w ostatnich latach okazały się podwyżki najniższych wynagrodzeń we wszystkich podmiotach leczniczych. Przy obecnej progresji nakłady z budżetu na zaspokojenie tak zwanego produktu podwyżkowego mogą sięgnąć w 2026 roku rekordowej kwoty 70 miliardów złotych. Anczakowski zastrzegł, że powitanie finansowania od prywatnych ubezpieczycieli obwarowane musi zostać skuteczną centralną koordynacją, aby unikać zjawiska podwójnego płacenia za dublujące się usługi.

Wątek wynagrodzeń w branży medycznej zdecydowała się rozwinąć Izabela Leszczyna, zwracając uwagę na spłaszczenie różnicy rynkowej między pracą lekarza a zadaniami pielęgniarki z wyższym wykształceniem. Współczynnik płacowy stosowany obecnie do wyliczeń dla lekarza wynosi 1,45, a dla dyplomowanej pielęgniarki równe 1,2, co de facto czyni nasz kraj negatywnym ewenementem na mapie Europy. Niezbędna jest korekta dynamiki wzrostu płac medyków, a także techniczne przesunięcie państwowej waloryzacji na miesiąc styczeń, by dyrektorzy szpitali mogli realnie planować budżety.

Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, sprzeciwił się narracji, według której to pensje lekarzy „zjadły” pieniądze w systemie. Zauważył, że tylko 15% lekarzy pracuje wyłącznie na etatach z minimalną płacą, a cała dyskusja o ich zarobkach jest często wykorzystywana politycznie. Jankowski zwrócił uwagę na brak przejrzystości między systemem publicznym a prywatnym oraz na potrzebę wzmocnienia samego NFZ, aby tylko „skupował faktury”, lecz był aktywnym partnerem dbającym o dostępność medyczną. Według lekarzy, kluczowe dla wyboru miejsca pracy (sektor publiczny czy sektor prywatny) są nie tylko zarobki, ale także biurokracja, obecność asystentów oraz bezpieczeństwo prawne.

Ubezpieczenia zdrowotne nie mogą zastąpić środków publicznych

Na zakończenie paneliści określili swoje oczekiwania wobec wprowadzenia definicji i systemu dodatkowych ubezpieczeń. Andrzej Sokołowski z OSPP uznał wprowadzenie ubezpieczeń dodatkowych za „mannę z nieba” dla sektora prywatnego, która pozwoli w pełni wykorzystać moce produkcyjne szpitali, podczas gdy ekonomista Witold Orłowski zaznaczył, że dodatkowe środki nie mogą służyć łataniu dziur i nieefektywności sektora publicznego, lecz powinny generować nowe, służące zdrowiu aktywności.

Miłosz Anczakowski zadeklarował, że NFZ popiera każdą inicjatywę, która poprawi wielkość planu finansowego i realnie przełoży się na dobro pacjenta, z kolei Łukasz Jankowski podkreślił, że choć każdy dodatkowy strumień pieniędzy jest „na wagę złota”, to środki publiczne nie mogą się wycofywać tylko dlatego, że pojawi się kapitał prywatny.

Weronika Dejneka z PZU Zdrowie zaapelowała do Polskiej Izby Ubezpieczeń o wypracowanie konkretnego, branżowego modelu współpracy, gdyż sama definicja ubezpieczenia to dopiero „wierzchołek góry lodowej”, natomiast Izabela Leszczyna podsumowała, że szersza oferta ubezpieczeń to krótsze kolejki, wyższa jakość i więcej przestrzeni w publicznym systemie dla osób o niższych dochodach, których na ubezpieczenie nie stać.

Debata pokazała, że choć diagnoza systemu jest znana od lat, to kumulacja wyzwań demograficznych i finansowych zmusza do podjęcia szybkich działań legislacyjnych. Jak podsumował profesor Fal

W związku z tym mówimy o największej skarbonce publicznej, jaka istnieje. Ją trzeba uporządkować. Ją trzeba wzmocnić, bo też jest potrzebny i nie ma drugiej takiej usługi. Nie ma drugiego takiego świadczenia, którego nie będzie wykorzysta każdy Polak. Prędzej czy później każdy z nas będzie u lekarza.

Źródło:
Aldona Derdziak
redaktorka Bankier.pl

Redaktorka Bankier.pl. Absolwentka wrocławskiej polonistyki, ukończyła także studia licencjackie na kierunku ekonomia. Od początku drogi zawodowej związana z finansami, gdzie łączy wiedzę praktyczną z własnymi doświadczeniami. Na Bankier.pl pisze o ubezpieczeniach, śledzi aktualności ze świata bankowości, ze szczególnym uwzględnieniem kart kredytowych i kont premium.

Tematy

Komentarze (16)

dodaj komentarz
akcjaprofilaktyka

Dyskusja o PESEL-ach i inwigilacji lekarzy, prywatyzacji to zasłona dymna, która ma odwrócić uwagę od systemowej wyprzedaży naszego kapitału narodowego. Prawdziwym skandalem nie jest to, czy lekarz zarabia, ale to, że państwo inwestuje ponad milion złotych w wykształcenie każdego specjalisty, a następnie oddaje go za darmo prywatnym

Dyskusja o PESEL-ach i inwigilacji lekarzy, prywatyzacji to zasłona dymna, która ma odwrócić uwagę od systemowej wyprzedaży naszego kapitału narodowego. Prawdziwym skandalem nie jest to, czy lekarz zarabia, ale to, że państwo inwestuje ponad milion złotych w wykształcenie każdego specjalisty, a następnie oddaje go za darmo prywatnym koncernom.
W żadnej innej branży tak to nie działa. Nawet kraje biedniejsze jak Jemen to zrozumieją. Gdyby prywatny podmiot chciał korzystać z kapitału wykształconego przez państwo, powinien za to płacić – tak jak w sporcie, gdzie funkcjonuje rynek transferowy i opłaty za wypożyczenie zawodników. My fundujemy zagranicznym korporacjom wykwalifikowaną kadrę, dajemy potężne dotacje z KPO itp dla koncernów które buduje swoje zyski, podczas gdy te same koncerny często optymalizują podatki tak, że nie oddają społeczeństwu nawet ułamka tego, co zainwestowaliśmy w ich pracowników i nie tylko. Gdzie tu jest odpowiedzialność za budżet?
Jeśli dalej będziemy bezmyślnie dotować prywatne systemy naszymi specjalistami, skończymy z modelem, gdzie za poważne leczenie trzeba brać kredyt na całe życie, a społeczeństwo zostaje z pustym systemem publicznym. Sami do tego doprowadzamy, wykupując abonamenty u gigantów, którzy nie dołożyli ani złotówki do kształcenia polskich lekarzy. Lekarze to dobro narodowe, a nie darmowy zasób dla korporacji. Zdrowie to fundament PKB – bez niego gospodarka nie istnieje. Czas na szczelny system, który wymusi na prywatnym sektorze partycypację w kosztach edukacji kadr, albo na sztywne zasady wypożyczeń do sektora publicznego. Polski naród powinien się obudzić i porozglądać jakim koncernom zachodnim zależy nad rozmontowaniem systemu. Zamiast kupić dziecku rower to zapalisz globalnej medycynie. Stop wykorzystywaniu Narodu polskiego w służbie zdrowia. Potrzeba nam menagera który będzie mógł swoją wizję wprowadzić życie a nie takiego który co kilka miesięcy może być odwoływany. Czy jeżeli w jednej firmie rotuje się prezes raz do roku to może być ona dobrze zarządzana? To dzieje się w NFZ, ale błagam nie dokładajmy do takich patologii bo skończymy marnie. Państwową służba zdrowia dziś jest źle zarządzana chodź też ma w sobie swoje dobre zasługi, ona ostatnia ratuje życie kardiologia, onkologia a nie prywatna placówka która spija tylko śmietanę nie lecząc najcięższych przypadków i najbardziej kosztownych. Co wolisz złożyć manifest aby dobrze była zarządzana państwowa służba zdrowia bo jak widząc Państwo czy też małe Miasta w Polsce potrafią dobrze funkcjonować. Czy może oddać to globalnym koncernom medycznym które optymalizują podatki w Polsce i nie mają sufitu chciwości? Jeśli będę widział zrozumienie i wy również będziecie widzieli problem oraz 50 łapek w górę to opiszę wam jak jest od środka rozmontowywany system opieki zdrowotnej w Polsce.
barysza51
Dopóki nie zostanie zmieniony system wynagradzania w służbie zdrowia dopóty nie ma żadnej szansy na opanowanie tego "kryzysu".
Niektórzy z nas pamiętają czasy popiwku.
prawnuk
A tak na serio......W UK podatek dochodowy do czasów Żelaznej Damy dochodził do 97,5% a potem 87%

My DODATKOWE pieniądze na zdrowie możemy pozyskać TYLKO z podatków lekarzy i pielęgniarek
Po prostu powyżej 3 średnich krajowych podatek musi być pewnie na poziomie 50% /licząc składkę NFZ/, a powyżej 6 srednich - pewnie minimum
A tak na serio......W UK podatek dochodowy do czasów Żelaznej Damy dochodził do 97,5% a potem 87%

My DODATKOWE pieniądze na zdrowie możemy pozyskać TYLKO z podatków lekarzy i pielęgniarek
Po prostu powyżej 3 średnich krajowych podatek musi być pewnie na poziomie 50% /licząc składkę NFZ/, a powyżej 6 srednich - pewnie minimum 66% a maksimum 75%.
Łatwo mi to pisac, bo zarabia teraz mniej niż kiedyś, ale to jedyne wyjście.
I wszedzie zarabiający DUŻO w budżecie płacą wysokie podatki
monuz
I wszędzie zarabiający DUŻO w budżecie płacą wysokie podatki - tylko, że lekarz nie robi tak tylko na kontrakcie i podatki odlicza w kosztach, może być nawet piąte mieszkanie w Hiszpanii, którego nawet na oczy nie widział, bo kupił przez Internet
prawnuk
ja bym zaczął od 2 rzeczy:
1, obowiązkowych ubezpieczeń dla rolników
2. wykluczenie z ubezpieczeń Polonii
stefan_wilmont_i_ryszard_cyba
Czyli ludzie bedą placili obowiazkowe ubezpieczenia zdrowotne zeby finansować ten cały syf i bizancjum zeby moc zdechnąc w kolejce na zabieg zbey ci co do niego doplacą jeszcze pare stówek mogli mieć swiadczenia XD
monuz
jeśli nie ma kasy na podwyżki a daje się podwyżki, to gdzie tu logika? ostatni bunt w Kauflandzie spacyfikowano nim się zaczął, choć tam kasa na podwyżki była
samsza
Monopolista nie daje rady, nic nie ogarnia, a to wybuduje Sor za setki milionów, ale szpital go nie otwiera bo go nie stać, a jednocześnie gdzie indziej porodówki zlikwiduje, a powinien zamykać w Warszawie.
inwestor.pl
Zrobić audyt w całym NFZ, bo to jest cyrk co tam się dzieje z pieniędzmi!
barysza51
Cyrk to jest zafundowanie służbie zdrowia corocznych podwyżek oderwanych od rzeczywistości.

Powiązane: Ubezpieczenia

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki