Diagności i fizjoterapeuci pytają, ile z 680 mln zł będzie na podwyżki dla nich

Przedstawiciele związków zawodowych zrzeszających diagnostów laboratoryjnych i fizjoterapeutów poinformowali, że ich członkowie będą wysyłać pisma do dyrektorów zatrudniających ich placówek prosząc o wzrost wynagrodzeń. Wystąpią też m.in. do NFZ z pytaniem, ile jest na to środków.

Deklaracja działań jest, jak przekazali na konferencji prasowej w poniedziałek w Warszawie, odpowiedzią na ubiegłotygodniową wypowiedź ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Szef MZ mówił m.in., że dyrektorzy szpitali dostali dodatkowe 680 mln zł w związku ze wzrostem wyceny świadczeń i mogą te środki przeznaczyć na podwyżki dla grup, które ich nie dostały, m.in. diagnostów i fizjoterapeutów.

Przewodniczący zarządu Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Fizjoterapii Tomasz Dybek zapowiedział, że diagności i fizjoterapeuci "będą występować do swoich dyrektorów, celem otrzymania podwyżek". Podał, że przygotowano już wzór takiego pisma.

"Zgodnie ze słowami Pana ministra Łukasza Szumowskiego z 8 maja (…) uprzejmie proszę o podwyżkę mojej pensji w kwocie 1600 zł brutto, z wyrównaniem od 1 marca 2019 r. Od lat jestem związana z naszą placówką, a swoją pracę wykonuję z wielkim zaangażowaniem. Moim najważniejszym celem zawodowym jest dobro pacjenta i chciałabym się skupić na tej kwestii, a nie na dylemacie, jak za swoją pensję wyżywić rodzinę" - wskazano we wzorze pisma.

Dybek zapowiedział także, że związki zawodowe działające w danej placówce będą pytały dyrektorów, w trybie dostępu do informacji publicznej, jaka kwota została im przydzielona do rozdysponowania dla diagnostów i fizjoterapeutów. "Skierowane będą również pisma do wszystkich oddziałów NFZ w trybie dostępu do informacji publicznej, ile minister przeznaczył środków dla diagnostów i fizjoterapeutów" – przekazał.

"Minister zadeklarował 680 mln dla wszystkich. My mówimy: panie ministrze, sprawdzamy, gdzie jest te 680 mln, jak to jest rozdysponowywane. Jest +maj bez fizjoterapeutów+. Diagności stoją z nami w jednym szeregu. Będzie +maj bez laboratoriów+. Od dnia dzisiejszego idziemy razem. Nasze żądania to m.in. godna płaca" – powiedział.

Dybek podał, że diagnosta czy fizjoterapeuta po pięcioletnich studiach zarabia 1600, 1800 zł netto. "To są stawki głodowe. Żyliśmy za stawki głodowe, za parę dni będziemy głodować. Idziemy z diagnostami wspólnie, bo mamy te same postulaty; jesteśmy tą samą grupą osób pominiętych; jesteśmy niedocenieni przez system. Tak dalej być nie może" – stwierdził.

Przypomniał, że w ramach akcji "maj bez fizjoterapeutów", fizjoterapeuci najpierw oddawali krew, a potem przystąpili to strajku włoskiego, polegającego na skrupulatnym, drobiazgowym wykonywaniu obowiązków i edukowaniu pacjentów o znaczeniu fizjoterapii. "Jeśli chodzi o fizjoterapeutów, strajk włoski cały czas trwa, do odwołania. W najbliższych dniach, tak jak zapowiadaliśmy, będą następne etapy" – przekazał. Związek zapowiadał m.in., że kolejnym etapem będzie protest głodowy.

Obecna na konferencji specjalistka medycyny laboratoryjnej i wykładowczyni uniwersytecka Agnieszka Wiśniewska poinformowała, że "to, jak będzie wyglądał maj bez diagnostów, jeszcze nie jest postanowione”. "Bez pracy laboratoriów(…) lekarze nie będą mogli stawiać diagnozy, diagnoza w 80 proc. opiera się na wynikach naszych badań" - zaznaczyła. Krajowy Związek Zawodowy Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych informował kilka dni temu swoich członków, że "w związku z pogarszającą się sytuacją w ochronie zdrowia, nieustannym lekceważeniem postulatów i ciągłym odsuwaniem przez Ministerstwo Zdrowia obiecanego wzrostu płac nadszedł czas na wdrożenie w życie strategii, która ma szansę doprowadzić do akcji na skalę ogólnopolską". "Chcemy, by w maju organizacje związkowe weszły w spory zbiorowe z pracodawcami" – informowano.

Minister zdrowia odnosząc się do akcji protestacyjnej fizjoterapeutów i zapowiedzi aktywizacji diagnostów, wskazywał kilka dni temu, że "nie ma możliwości prawnej, aby przekazać +znaczone+ (konkretnie przeznaczone – PAP) pieniądze dla grup nieobjętych odrębnymi regulacjami ustawowymi m.in. fizjoterapeutów, diagnostów czy techników elektroradiologii". "Te grupy zawodowe nie są w pełni opisane ustawami, w związku z tym nie możemy zastosować do nich takich regulacji, jak (…) np. do lekarzy, pielęgniarek czy ratowników" – mówił.

Szef MZ akcentował, że nastąpił wzrost ryczałtów w placówkach. "Te pieniądze są również przeznaczone na koszty, które szpitale poniosły lub będą ponosić na wzrosty kosztów płac dla zawodów nieuregulowanych odrębnie" – podkreślał. Ocenił, że 680 mln to dosyć duży wzrost ryczałtów. Odnosząc się zaś do głosów, że tymi samymi pieniędzmi obdzielani są różni interesariusze, przyznał, że tak jest.

"Pieniądze, które Narodowy Fundusz Zdrowia przekazuje do szpitali są przeznaczone dla różnych interesariuszy, dla administracji szpitala, dla administracji klinik i oddziałów, dla grup zawodowych profesjonalistów medycznych, w tym również techników, fizjoterapeutów, diagnostów, lekarzy, pielęgniarek, ratowników" – mówił. "Na pewno dyrektorzy mogą zastanowić się na ile mogą poprawić sytuacje finansową zawodów, które nie zostały uregulowane odrębnie" – stwierdził. (PAP)

autor: Katarzyna Lechowicz-Dyl

ktl/ mhr/

Źródło: PAP
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj
Polecane
Najnowsze
Popularne

Kalkulator płacowy

Oblicz wysokość pensji netto, należne składki oraz podatek.