REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Czy polskie szpitale są gotowe na konflikt? „Czas jest zasobem, który się kurczy”

2026-02-28 06:41, akt.2026-02-28 16:46
publikacja
2026-02-28 06:41
aktualizacja
2026-02-28 16:46
Dodaj Bankier.pl w Google

Nie tylko wojna, ale także działania hybrydowe i zdarzenia masowe wymagają ścisłej współpracy cywilnych i wojskowych podmiotów medycznych – podkreślił dr płk Jarosław Kowal. W rozmowie z PAP powiedział wprost o brakach kadrowych, ryzyku logistycznym i konieczności wskazania szpitali „z urzędu”, a nie na zasadzie dobrowolności.

Czy polskie szpitale są gotowe na konflikt? „Czas jest zasobem, który się kurczy”
Czy polskie szpitale są gotowe na konflikt? „Czas jest zasobem, który się kurczy”
fot. Tomas Ragina / / Shutterstock

W Wojskowym Instytucie Medyczny w Warszawie odbyła się trzecia konferencja z cyklu poświęconego przygotowaniu cywilnych szpitali do współpracy z wojskową służbą zdrowia w razie konfliktu zbrojnego lub zdarzeń masowych. O realnym stanie przygotowań PAP rozmawiała z dr. płk. Jarosławem Kowalem, zastępcą dyrektora WIM ds. operacyjnych oraz zastępcą komendanta Centralnego Szpitala Klinicznego MON.

PAP: W Wojskowym Instytucie Medycznym rozpoczął się cykl szkoleń dotyczących współpracy cywilno-wojskowej. Czemu ma on służyć?

Dr płk Jarosław Kowal: Realizujemy zadania nałożone przez Ministerstwo Obrony Narodowej. Od grudnia prowadzimy cykl konferencji poświęconych przygotowaniu cywilnych podmiotów leczniczych do realizacji zadań na potrzeby obronne państwa. Pierwsze spotkanie dotyczyło przepisów i podstaw prawnych, drugie infrastruktury, odporności obiektów i rezerw strategicznych, a trzecie – praktyki: szkolenia personelu, koordynacji, łączności i realnych scenariuszy działania.

Ale chcę to powiedzieć jasno: na wojnę nie przygotują nas konferencje. Przygotują nas decyzje, obowiązkowe standardy i wdrożenia.

Wakacje na giełdzie

PAP: Czy Polska jest dziś przygotowana na masowy napływ rannych w razie konfliktu?

J.K.: System formalnie istnieje. W każdym województwie są wydzielone szpitale dysponujące bazą łóżkową na potrzeby sił zbrojnych. Koordynację prowadzą komendanci rejonów zabezpieczenia medycznego wojska. Natomiast pytanie brzmi: czy system jest wystarczająco przetestowany i dopracowany? W mojej ocenie wymaga dalszego uszczegółowienia – szczególnie w zakresie poziomów referencyjności i jasnego przypisania odpowiedzialności.

W sytuacji wojny nie będzie czasu na ustalanie, kto za co odpowiada.

PAP: A jeśli nie wojna, lecz zamach, sabotaż, seria zdarzeń hybrydowych?

J.K.: Wtedy kluczowa jest natychmiastowa współpraca pogotowia, policji, straży pożarnej i wojska. Doświadczenia choćby z powodzi w Kotlinie Kłodzkiej pokazały, że najlepiej proceduralnie przygotowaną służbą jest dziś straż pożarna – działa w oparciu o jasny sztab, konkretne odprawy i szybkie decyzje.

W medycynie najważniejsza jest segregacja rannych na miejscu zdarzenia. Źle przeprowadzona segregacja i ewakuacja mogą sparaliżować nawet najlepszy szpital. Jeśli wszyscy ranni trafią do jednej placówki, system się zatyka.

PAP: Lekarze mówią: nie jesteśmy gotowi, nikt nas systemowo nie szkoli.

J.K.: Problemem nie jest brak woli, tylko brak obowiązkowego systemu. Dziś szkolenia z medycyny pola walki oferują różne podmioty, ale nie ma jednolitego standardu państwowego.

My proponujemy trzystopniowy model kompetencji. Podstawowy poziom powinien objąć 100 proc. personelu – każdy lekarz i pielęgniarka muszą umieć zatamować masywny krwotok, odbarczyć odmę prężną, zapobiec hipotermii. To są czynności, które realnie ratują życie w pierwszych minutach.

Wyższe poziomy – dla wybranych ośrodków i wąskiej grupy specjalistów – powinny obejmować zaawansowaną chirurgię urazową, intensywną terapię i medycynę taktyczną. Ale to musi być decyzja systemowa, nie dobrowolność.

PAP: Brakuje jednak lekarzy wojskowych.

J.K.: To fakt znany od ponad 20 lat. Po likwidacji Wojskowej Akademii Medycznej braki zaczęły rosnąć. Dziś mówimy o kilkuset wakatach. Skala odejść absolwentów wojskowego kierunku lekarskiego jest wysoka.

Powody są proste: wynagrodzenia, brak jasnej ścieżki kariery, niepewność. Bez poprawy warunków służby nie odbudujemy kadry.

PAP: Czego powinniśmy się nauczyć z doświadczeń Ukrainy, jeśli chodzi o organizację wojennej opieki medycznej?

J.K.: Przede wszystkim tego, że wojna wygląda dziś inaczej. Dominują drony. Charakter obrażeń się zmienił – to często urazy skojarzone, wielonarządowe, z bardzo wysoką śmiertelnością. Do tego dochodzi wydłużony czas ewakuacji – to już nie kilkadziesiąt minut, lecz godziny, a czasem dni.

Dlatego tak ważne jest pierwsze ogniwo – przeszkolony personel, który potrafi utrzymać rannego przy życiu zanim trafi on do ośrodka wyższego poziomu.

Druga lekcja jest brutalna: nawet 30–40 proc. personelu może odpaść z powodu przeciążenia psychicznego. To nie są pojedyncze przypadki, to codzienny kontakt z amputacjami, masywnymi krwotokami, rozległymi ranami. Jeśli nie zadbamy o odporność psychiczną personelu, system się wykruszy.

PAP: Czy powinno się z góry wskazać na konkretne szpitale jako te przeznaczone do działań wojennych?

J.K.: Tak. To nie może być kwestia zgłoszeń i dobrej woli. Państwo powinno wskazać konkretne placówki, określić ich rolę, wymagania infrastrukturalne i poziom wyszkolenia. W oparciu o realne plany operacyjne sił zbrojnych.

PAP: A co z logistyką? Jeśli zerwą się łańcuchy dostaw leków?

J.K.: Około 70 proc. substancji czynnych wykorzystywanych w produkcji leków pochodzi z Chin i Indii. To jest strategiczne ryzyko. Rezerwy istnieją, ale wymagają przeliczenia pod kątem realnego zużycia w warunkach wojny – nie dobowego, lecz 30-dniowego czy 60-dniowego.

Musimy też myśleć o krwi, środkach opatrunkowych, sprzęcie jednorazowym. Wojna to ogromne zużycie materiałowe.

PAP: Kiedy pierwszy cywilny szpital przejdzie pełną certyfikację wojenną?

J.K.: Jeśli w ciągu najbliższego roku uda się przeprowadzić pilotaż i certyfikować pierwszy ośrodek – będzie to sukces. Ale to wymaga decyzji politycznych, finansowania i jasnych przepisów.

PAP: Czy jesteśmy dziś gotowi?

J.K.: Jesteśmy w fazie przygotowań. Mamy dokumenty, analizy, koncepcje. Teraz potrzebne są wdrożenia. Nasi partnerzy z Ukrainy mówią: „macie jeszcze czas, wykorzystajcie go mądrze”.

Czas jest zasobem, który się kurczy. W czasie pokoju możemy dyskutować. W czasie wojny będziemy tylko działać – albo ponosić konsekwencje braku decyzji.

Rozmawiała: Mira Suchodolska (PAP)

mir/ mark/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (3)

dodaj komentarz
samsza
Są gotowe, to mówiłem ja.
Aha, nie jest prawdą, że dach przeciekał, szczególnie, że prawie nie padało.
nierzad
Skad jeszcze beda zwozic do nas rannych?

Powiązane: Wojsko Polskie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki