W każdej formatce zlecenia przelewu znajdziemy pola przeznaczone na podanie danych odbiorcy przelewu. Równie dobrze mogłoby ich jednak nie być. Nie mają one żadnego znaczenia w realizacji zlecenia. Potwierdził to Sąd Najwyższy w jednym z rozstrzygnięć dotyczących płatniczego oszustwa.


Przed najprostszymi pomyłkami we wprowadzaniu numeru rachunku bankowego chronić ma mechanizm sumy kontrolnej zaszyty w standardzie IBAN. Jeśli pomylimy się przy przepisywaniu cyfr, to jest duża szansa, że problem zostanie automatycznie wyłapany przy zlecaniu przelewu, np. w formularzu w bankowości internetowej.
Czasem jednak pomyłka jest większego kalibru. Przykładowo, gdy wpiszemy poprawny, istniejący numer rachunku bankowego, ale należący do innej osoby lub instytucji. Moglibyśmy oczekiwać, że bank przyjmujący zlecenie wyłapie nieporozumienie, sprawdzając dane odbiorcy, np. nazwisko, nazwę lub adres. Czy w takiej sytuacji można oczekiwać, że bank będzie odpowiedzialny za niedopełnienie obowiązków?
Do tej kwestii odniósł się Sąd Najwyższy w wyroku II CSKP 966/23 z 9 kwietnia 2025 r. Analizowana sprawa dotyczyła jednak nie zwykłej pomyłki, a dość zaawansowanego rodzaju wyłudzenia.
Rachunek otwarty na podpis… samym imieniem
W sierpniu 2015 roku firma X dostarczyła kupującemu przedsiębiorstwu Y towar o wartości 235 500 zł – tak rozpoczyna się sprawa, której dotyczyła skarga kasacyjna złożona wspólnie przez firmy X i Y.
Podmiot X wystawił fakturę VAT i przesłał ją do Y. „Ktoś nieustalony” założył w międzyczasie konto e-mail bardzo podobne do adresu kupującego, różniące się jedynie literą „q” zamiast „g” w nazwie związanej z firmą (np. „oqórek” zamiast „ogórek”). Z tego fałszywego konta sprzedawca otrzymał prośbę o ponowne wystawienie faktury, spełnił ją i przesłał dokument na wskazany adres.
Następnie ta osoba zmodyfikowała elektroniczną wersję faktury, podmieniając numer rachunku na „swój”, prowadzony przez pozwany później w sprawie bank, po czym wysłała już zmienioną fakturę do kupującego z użyciem konta e-mail sprzedawcy. „Sąd nie ustalił, w jaki sposób tej osobie udało się uzyskać dostęp do skrzynki mailowej sprzedawcy” – czytamy w orzeczeniu.
Sprzedająca firma próbowała potwierdzić numer rachunku u sprzedającego. Nie mogąc jednak nawiązać kontaktu, uregulowała należność korzystając z danych otrzymanych w przerobionej fakturze.
Jak okazało się później, rachunek został założony miesiąc wcześniej „przez osobę legitymującą się niepodpisanym paszportem Republiki Mali na nazwisko A.W. Osoba ta na umowie rachunku bankowego i na karcie wzoru podpisu podpisała się jako „A.”, bez nazwiska” – czytamy w uzasadnieniu wyroku. Posiadaczka rachunku wypłaciła w ciągu kilku dni z niego łącznie 230 tys. zł.
Sąd pierwszej instancji podzielił winę po połowie
Firmy X i Y pozwały bank, który otworzył rachunek oszusta za dopuszczenie do wypłacenia 230 tys. zł nieustalonej osobie. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że w ramach dołożenia staranności w ochronie przechowywanych pieniędzy mieści się sprawdzenie, czy dane odbiorcy przelewu są zgodne ze wskazanymi w zleceniu. W szczególności jest to istotne, gdy przelew opiewa na wysoką kwotę i trafia na rachunek o krótkiej historii. Jednocześnie sąd uznał, że część winy za błąd ponoszą wnoszące pozew firmy. Obniżył w związku z tym odszkodowanie o połowę.
Sąd Najwyższy wskazał na przepisy ustawy o usługach płatniczych oraz kodeksu cywilnego. „Na podstawie art. 143 ust. 1 u.u.p. bank prowadzący rachunek bankowy zlecającego przelew (płatnika) jest zobowiązany do przekazania środków pieniężnych ze zlecenia płatniczego na rachunek wskazany w zleceniu ‘bez względu na dostarczone przez użytkownika inne informacje dodatkowe’. Tymi innymi informacjami są m.in. nazwa lub nazwisko odbiorcy. Zatem bank nie ma obowiązku sprawdzenia zgodności danych posiadacza rachunku z danymi odbiorcy wskazanymi w zleceniu płatniczym” – wskazano w wyroku.
„Z chwilą przekazania środków pieniężnych na wskazany rachunek („uznania rachunku”) posiadacz tego rachunku (odbiorca) ma prawo dysponowania tymi środkami, a bank nie ma prawa odmówić mu wypłaty (art. 727 k.c.)” – czytamy w uzasadnieniu. Zaskarżony wyrok został uchylony.
Sytuacja wkrótce się zmieni, nadchodzi weryfikacja odbiorcy
Problem błędnie wysłanych przelewów przez lata pojawiał się regularnie wśród tematów „do załatwienia” przy okazji zmian w prawie. Do 2018 r. nie istniała uregulowana przepisami procedura odzyskiwania środków, które trafiły do niewłaściwego adresata. Obecnie bank wspiera w pewnym stopniu płatnika w odzyskaniu środków. Najpierw kieruje do odbiorcy wezwanie do zwrotu pieniędzy, a gdy okaże się ono bezskuteczne, przekazuje dane (błędnego) odbiorcy płatnikowi. Dalsze postępowanie wymaga już zaangażowania wymiaru sprawiedliwości.
Wymóg sprawdzenia danych odbiorcy przelewu w momencie zlecania płatności przewidziany został pakiecie unijnych regulacji PSD3 i PSR. W przypadku płatności natychmiastowych w euro, polskie banki będą musiały być gotowe na usługę nazwaną VoP (Verification of Payee) do 9 lipca 2027 r. Szerzej o zmianach w prawie pisaliśmy ostatnio na łamach Bankier.pl.



























































