Zgodnie z umową wstępną Orlen za 84,36% akcji Możejek ma zapłacić 2,34 mld USD (w przeliczeniu na akcję 3,927 USD – po przeliczeniu 10,57 lita). Jest o jedną trzecią więcej niż wynosi cena rynkowa. Cena ta nie musi być ceną ostateczną ponieważ w umowie znalazł się zapis, że jeżeli wartość spółki istotnie się zmieni to cena spółki może zostać skorygowana. W umowie nie znalazł się zapis o ile musi zmienić się wartość, aby można było mówić o korekcie.
„Takie klauzule są właściwie standardem (...) Kontrakt na zakup Możejek jest typową umową warunkową, której wykonanie jest zależne od zgody regulatorów, w tym Komisji Europejskiej. W takich wypadkach strony chcą się zabezpieczyć na okres przejściowy przed negatywnymi zaradzeniami, które mogą istotnie zmienić wartość przedmiotu transakcji.” – mówi Paweł Grzejszczak, partner kancelarii Squire Sanders Wiater. Dodaje – „Jeśli w samej umowie nie sprecyzowano wysokości korekty ceny, zazwyczaj jest ustalana przez niezależne osoby trzecie, np. audytorów.”
Podobny zapis znalazł się w umowie zakupu czeskiego Unipetrolu. W tamtym przypadku cena akcji wzrosła, w wyniku czego Orlen musiał zapłacić o 14,55% więcej niż wynegocjował.
Orlen już planuje następne inwestycje. Chce kupić 38,62% akcji łotewskiego morskiego terminalu naftowego. Wystawiony na sprzedaż pakiet akcji wart jest około 390 mln zł.
M.J.
Źródło: Parkiet
rzysztof Grad, Bartłomiej Mayer "Możejki mogą być tańsze"























































