Złośliwi mówią, że indeks ten to jedyny pozytyw z wpompowania blisko 300 mld USD publicznych pieniędzy w Citigroup – niegdyś największy amerykański bank, który zimą 2009 roku znalazł się na krawędzi bankructwa. Citigroup Economic Surprise Indices (czyli indeksy niespodzianej ekonomicznych – CESI, czyli „Czesio”) jest ilościową miarą tego, jak bardzo dane makroekonomiczne z 10 największych gospodarek świata rozmijają się z prognozami analityków.
Citigroup Economic Surprise Index za ostatnie 3 lata.
Walory prognostyczne błędów analityków
| Jak powstaje CESI | |
| Citigroup Economic Surprise Index (CESI) jest średnioważoną miarą odchyleń standardowych danych makroekonomicznych względem rynkowego konsensusu (czyli mediany prognoz analityków) podawanego przez agencję Bloomberga. Indeks jest aktualizowany codziennie i posiada trzymiesięczne obciążenie statystyczne, co zdaniem autorów ma odzwierciedlać „krótką pamięć” rynków.
Wartości dodatnie oznaczają, że dane napływające z 10 największych gospodarek świata są per saldo lepsze od oczekiwań rynkowych. Odczyty ujemne sygnalizują, że stan gospodarki okazał się gorszy od projekcji ekspertów. Złośliwi dodają, że indeks ten niemal nigdy nie utrzymuje się w okolicy zera, czyli że analitycy prawie nigdy nie są w stanie trafnie ocenić stanu gospodarki. |
Dlatego ekstremalnie niskie wartości CESI zazwyczaj świadczą o zbliżającym się dnie bessy i bliskim końcu recesji. Następujący jeszcze w czasie głębokiej dekoniunktury wzrost CESI oznacza bowiem, że proces obniżania prognoz gospodarczych uległ już zakończeniu. Rynek zdołał zdyskontować wszystkie złe wiadomości i jest gotowy do rozpoczęcia nowej hossy, bazującej na względnej poprawie wskaźników makro i wyników spółek.
Optymizm ostrzega przed korektą
Oprócz wskazań natury długoterminowej CESI dość dobrze ostrzega też przed lokalnymi korektami i mniej lub bardziej dokładnie informuje o pojawieniu się lokalnego szczytu. Tak było na przykład w V 2010 roku czy ostatnio w lutym 2011 r. W obu przypadkach indeks zaskoczenia osiągnął wartości zbliżone do 50 pkt. Oznaczało to, że dane napływające z gospodarek na ogół okazywały się lepsze od prognoz ekonomistów.
Taka sytuacja zachęciła inwestorów do przyjęcia przesadnie optymistycznych założeń. Jak zwykle z pewnym opóźnieniem zareagowali też analitycy, hurraoptymistycznie podnosząc prognozy dla wzrostu gospodarczego. Następne miesiące zazwyczaj przynosiły rozczarowanie, odzwierciedlane spadającymi cenami akcji i lecącym w dół CESI.
Wnioski na średni termin
W momencie pisania tego tekstu (początek czerwca 2011) CESI spadł do –46,9 pkt. i przyjął najniższą wartość od marca 2009 roku. Wbrew pozorom nie jest to raczej sygnał zwiastujący początek nowej bessy. Znaczy tylko tyle, że rzeczywistość brutalnie rozprawiła się z noworocznym optymizmem analityków i że to rozczarowanie w większości zostało już uwzględnione w wycenach akcji. To by sugerowało, że mamy (lub mieliśmy) do czynienia jedynie z lokalną korektą, która moim zdaniem powinna poprzedzić ostatnią, euforyczną fazę post-recesyjnej hossy.
Warto więc dostosować do tego własną strategię inwestycyjną. Dla krótkoterminowych spekulantów to dogodny moment do zajęcia długich pozycji. Ale dla zorientowanych średnioterminowo inwestorów nowe szczyty giełdowych indeksów będą raczej sygnałem do sprzedawania akcji w oczekiwaniu na nową cykliczną bessę.
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl
Zobacz też:
» Krótka historia o łące, inflacji i banku centralnym
» Skąd bierze się bogactwo narodów
» Gorący temat: W co warto teraz zainwestować?
» Krótka historia o łące, inflacji i banku centralnym
» Skąd bierze się bogactwo narodów
» Gorący temat: W co warto teraz zainwestować?































































