REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Czesio prognozuje giełdowe niespodzianki

Krzysztof Kolany2011-06-14 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2011-06-14 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Nawet początkujący inwestor wie, że zaskoczenie jest podstawowym motorem napędzającym zmienność na rynku. Bez zaskoczenia nie ma zarobku i nie ma okazji do drwin z rynkowych analityków. Istnieje nawet interesujący wskaźnik mierzący rynkowe niespodzianki.

Złośliwi mówią, że indeks ten to jedyny pozytyw z wpompowania blisko 300 mld USD publicznych pieniędzy w Citigroup – niegdyś największy amerykański bank, który zimą 2009 roku znalazł się na krawędzi bankructwa. Citigroup Economic Surprise Indices (czyli indeksy niespodzianej ekonomicznych – CESI, czyli „Czesio”) jest ilościową miarą tego, jak bardzo dane makroekonomiczne z 10 największych gospodarek świata rozmijają się z prognozami analityków.

Citigroup Economic Surprise Index za ostatnie 3 lata. Źródło: Bloomberg.

Walory prognostyczne błędów analityków


Jak powstaje CESI
Citigroup Economic Surprise Index (CESI) jest średnioważoną miarą odchyleń standardowych danych makroekonomicznych względem rynkowego konsensusu (czyli mediany prognoz analityków) podawanego przez agencję Bloomberga. Indeks jest aktualizowany codziennie i posiada trzymiesięczne obciążenie statystyczne, co zdaniem autorów ma odzwierciedlać „krótką pamięć” rynków.

Wartości dodatnie oznaczają, że dane napływające z 10 największych gospodarek świata są per saldo lepsze od oczekiwań rynkowych. Odczyty ujemne sygnalizują, że stan gospodarki okazał się gorszy od projekcji ekspertów. Złośliwi dodają, że indeks ten niemal nigdy nie utrzymuje się w okolicy zera, czyli że analitycy prawie nigdy nie są w stanie trafnie ocenić stanu gospodarki.
Na pierwszy rzut oka powyższy wykres nie pokazuje niczego ciekawego. Jednakże już drugie spojrzenie pozwala dostrzec pewne prawidłowości. Na przełomie roku 2008 i 2009 CESI dołował na poziomie –100%. Oznaczało to, że właściwie wszystkie dane makro prezentowały się gorzej od oczekiwań rynku. Znaczyło to tyle, że inwestorzy bazujący na raportach analityków postrzegali stan gospodarki lepiej niż był on faktycznie. A dokładnie, że skala załamania gospodarczego spotęgowanego upadkiem banku Lehman Brothers zaskoczyła większość prognostów. W tym samym momencie co CESI dołowały także główne giełdowe indeksy, wyznaczając zarazem koniec potężnej bessy i punkt zwrotny średnioterminowych trendów rynkowych. Inwestorzy szybko uświadomili sobie powagę sytuacji i dostosowali do niej wyceny akcji, które spadły do najniższych poziomów od kilkunastu lat.

Dlatego ekstremalnie niskie wartości CESI zazwyczaj świadczą o zbliżającym się dnie bessy i bliskim końcu recesji. Następujący jeszcze w czasie głębokiej dekoniunktury wzrost CESI oznacza bowiem, że proces obniżania prognoz gospodarczych uległ już zakończeniu. Rynek zdołał zdyskontować wszystkie złe wiadomości i jest gotowy do rozpoczęcia nowej hossy, bazującej na względnej poprawie wskaźników makro i wyników spółek.

Optymizm ostrzega przed korektą


Oprócz wskazań natury długoterminowej CESI dość dobrze ostrzega też przed lokalnymi korektami i mniej lub bardziej dokładnie informuje o pojawieniu się lokalnego szczytu. Tak było na przykład w V 2010 roku czy ostatnio w lutym 2011 r. W obu przypadkach indeks zaskoczenia osiągnął wartości zbliżone do 50 pkt. Oznaczało to, że dane napływające z gospodarek na ogół okazywały się lepsze od prognoz ekonomistów.

Taka sytuacja zachęciła inwestorów do przyjęcia przesadnie optymistycznych założeń. Jak zwykle z pewnym opóźnieniem zareagowali też analitycy, hurraoptymistycznie podnosząc prognozy dla wzrostu gospodarczego. Następne miesiące zazwyczaj przynosiły rozczarowanie, odzwierciedlane spadającymi cenami akcji i lecącym w dół CESI.

Wnioski na średni termin


W momencie pisania tego tekstu (początek czerwca 2011) CESI spadł do –46,9 pkt. i przyjął najniższą wartość od marca 2009 roku. Wbrew pozorom nie jest to raczej sygnał zwiastujący początek nowej bessy. Znaczy tylko tyle, że rzeczywistość brutalnie rozprawiła się z noworocznym optymizmem analityków i że to rozczarowanie w większości zostało już uwzględnione w wycenach akcji. To by sugerowało, że mamy (lub mieliśmy) do czynienia jedynie z lokalną korektą, która moim zdaniem powinna poprzedzić ostatnią, euforyczną fazę post-recesyjnej hossy.


Warto więc dostosować do tego własną strategię inwestycyjną. Dla krótkoterminowych spekulantów to dogodny moment do zajęcia długich pozycji. Ale dla zorientowanych średnioterminowo inwestorów nowe szczyty giełdowych indeksów będą raczej sygnałem do sprzedawania akcji w oczekiwaniu na nową cykliczną bessę.

Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy

Komentarze (2)

dodaj komentarz
~JOHN
Panie Krzysztofie czy BESSA-(dla mnie większa korekta), która nadchodzi na Nasz Parkiet nie będzie świetną okazją do zwiększenia zaangażowania właśnie w akcje w WIELKIEJ PROMOCJI.
Czas pokaże .....................
2012--2013..................(KOREKTA..???).

2014 -2018.......???----(HOSSA...???)...................
~JOHN
Ciekawi mnie bardzo dokąd zawędruje NASZ kochany WIG20............???

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki