Po ambiwalentnym raporcie z amerykańskiego rynku pracy S&P500 spadł o prawie 2%, a Nasdaq stracił ponad 3%. Inwestorzy wyprzedawali akcje swoich internetowych ulubieńców spod szyldu FANG.


Liczby, które przed piątkową sesją pokazało Biuro Statystyki Pracy, każdy mógł interpretować inaczej. Zatrudnienie w sektorach pozarolniczych wzrosło w styczniu tylko o 151 tysięcy, wobec oczekiwanych przez ekonomistów 190 tys. i 262 tys. odnotowanych w grudniu.
Ale równocześnie stopa bezrobocia spadła do najniższego poziomu od ponad 8 lat, a płace wyraźnie poszły w górę.
Reakcja rynku zdaje się sugerować, że inwestorzy potraktowali raport BLS jako podstawę, na bazie której Rezerwa Federalna może kontynuować podwyżki stóp procentowych, co byłoby dobrą informacją dla dolara i raczej złą dla rynku akcji. Po publikacji danych z rynku pracy dolar umocnił się względem euro (kurs EUR/USD spadł z 1,12 do 1,1152).
Bardzo nieszablonowo zareagowało złoto, którego notowania wzrosły o ponad 1%, osiągając najwyższy poziom od października. Rynek akcji początkowo zdawał się przyjmować raport BLS w sposób neutralny. Jednak z każdą godziną piątkowej sesji czerwień na Wall Street przybierała coraz bardziej jaskrawy odcień.
Finalnie S&P500 spadł o 1,85%. Dow Jones obniżył się o 1,29%. Najwięcej stracił Nasdaq, który poszedł w dół o 3,25%. To właśnie spółki technologiczne tworzące ten ostatni indeks oberwały najmocniej. Akcje LinkedIn, który po czwartkowej sesji rozczarował wynikami kwartalnymi, przeceniono aż o 43,6%! Kurs informatycznego Tableau Software zanurkował o 49%.
Taka sytuacja uderzyła w filary amerykańskich indeksów, które przez ostatnie miesiące podtrzymywały iluzję hossy na Wall Street. Akcje spółek z grupy FANG potaniały o kilka procent: kurs Alphabetu (dawnego Google'a, stojącego za literką „G” tego akronimu) spadł o 3,5%, akcje Netflixa potaniały o 7,7%, Amazona o 6,7%, a Facebooka o 5,8%.
































































