Po bardzo słabym lipcu początek czerwca przyniósł mocną przecenę polskich akcji. Z tej okazji postanowiliśmy sprawdzić, co w takiej sytuacji podpowiadają historyczne wzorce.


W lipcu WIG20 spadł o 5,5%, co było najgorszym lipcowym wynikiem od 22 lat oraz najgorszym od zeszłorocznego września miesiącem w wykonaniu tego benchmarku. Lipcowa korekta nie była jednak większym zaskoczeniem. Po pierwsze, po wiosennych zwyżkach dość powszechnie spodziewano się jakiegoś odreagowania. A po drugie, lipiec jest statystycznie jednym ze słabszych miesięcy w roku pod względem przeciętnej stopy zwrotu.
Generalnie przyjęło się uważać, że cały okres wiosenno-letni jest zwykle mniej korzystny dla rynku akcji niż sezon jesienno-zimowy. Wszakże WIG20 najniższe średnie miesięczne stopy zwrotu notuje we wrześniu oraz w maju a niezbyt okazałe także w czerwcu oraz lipcu. Podobne wyniki znajdziemy też w statystykach dla amerykańskiego rynku akcji, dla którego dostępnych jest znacznie więcej danych (bo ma też znacznie dłuższą historię). Stąd też bierze swoje źródło amerykańskie powiedzonko w wolnym tłumaczeniu brzmiące: „sprzedaj w maju i jedź na urlop”.
Czy sierpień padnie łupem byków?
W tej niezbyt zachęcającej statystyce wiosenno-letniej mizerii na giełdowych parkietach pozytywnie wyróżnia się sierpień. Miesiąc ten w przypadku indeksu WIG20 szczyci się czwartą najwyższą średnią stopą zwrotu. Także częstość występowania w tym miesiącu ujemnych stóp zwrotu (41,4%) należy do jednej z niższych. Ale tegoroczny sierpień dla posiadaczy akcji zaczął się po prostu fatalnie. W poniedziałek WIG20 odnotował spadek o 3,1% po utracie 1,5% w piątek i niemal 2% w czwartek. Łącznie daje to zniżkę o 6,4% zaledwie trzy sesje!
Gdyby tak zakończył się ten miesiąc, byłaby to najniższa miesięczna stopa zwrotu od… roku. Tak, w sierpniu ’23 także doświadczyliśmy korekty na GPW, w ramach której WIG20 stracił 7,6%. Jeszcze gorzej było rok wcześniej (tj. w 2022), gdy indeks naszych blue chipów zaliczył spadek aż o 11,2%. Zatem przez poprzednie dwa lata zaliczyliśmy dwa z czterech najgorszych sierpni w historii warszawskiego parkietu. Dla porządku dodajmy, że ten absolutnie najgorszy miał miejsce po bankructwie Rosji i załamaniu rosyjskiego rynku finansowego w 1998 roku. Wtedy WIG20 spadł o 31,1%. Była to (i nadal jest!) druga najgorsza miesięczna stopa zwrotu z tego indeksu.

Jaki sierpień po lipcowych przejściach?
Jak widać sierpnie choć statystycznie korzystne dla posiadaczy akcji potrafiły przynieść także głęboką przecenę na giełdach. Sprawdźmy zatem, co na GPW działo się po tym, jak w lipcu WIG20 generował ujemną stopę zwrotu. W latach 1995-2023 mieliśmy do czynienia z 13 takimi przypadkami. W sześciu z nich sierpień także przynosił spadki, a w 7 wzrosty. Czyli na dwoje babka wróżyła i przydatność takiej analizy jest żadna.
Weźmy jednak poprawkę na fakt, że tegoroczny lipiec był ponadprzeciętnie nieudany. Mediana stóp zwrotu ze „spadkowych lipców” wynosi -3,8%. Przyjrzyjmy się zatem sytuacją, gdy w lipcu WIG20 zniżkował o przynajmniej 3,8%. Było tak w roku 1995, 1996, 2001, 2002, 2012 i 2015. Także takie podejście do tematu niewiele wnosi. Albowiem w latach 1995-96 oraz w 2012 po takim mocno spadkowym lipcu następował nie tylko wzrostowy sierpień ale też wrzesień był na wyraźnym plusie. Z kolei po bardzo mocnej przecenie z lipca 2002 (-12,3%) nastąpiło odreagowanie w sierpniu (5,3%) i kontynuacja spadów we wrześniu (-7%). Była to wtedy kulminacja bessy po pęknięciu bańki internetowej i skandalu Enrona. Natomiast rok wcześniej po także fatalnym lipcu (-7,7%) czerwień dominowała także w sierpniu (-1,5%) oraz we wrześniu (-11,7% po zamachu na WTC). Także rok 2015 po lipcowych spadkach przyniósł kontynuację bessy w kolejnych miesiącach – była to wtedy bezprecedensowa seria 9 spadkowych miesięcy z rzędu.
Reasumując, historia uczy nas, że po lipcowych turbulencjach sierpniowe odreagowanie jest statystycznie równie prawdopodobne jak kontynuacja trendu spadkowego. Szanse pół na pół mamy także w sytuacji, gdy lipcowa przecena jest ponadprzeciętnie mocna. Tak naprawdę wszystko sprowadza się do odpowiedzi na jedno pytanie: czy lipcowa przecena na GPW była początkiem bessy, czy jedynie korektą hossy. W tym drugim przypadku powinniśmy doświadczyć pozytywnej powtórki z lat 1995-96 czy roku 2012. Jeśli jednak był to koniec rynku byka, to także najbliższe miesiące mogą paść łupem niedźwiedzi tak, jak to miało miejsce w roku 2001, 2002 i 2015.
Na to wszystko można jeszcze nałożyć filtr w postaci zaawansowania dominującego trendu. W roku 1995 mieliśmy młodziutką hossę. Rok później była już ona mocno zaawansowana wiekowo. Z kolei lata 2001-02 (gdy w lipcu WIG20 także mocno spadł) stały pod znakiem ewidentnej już wtedy bessy. Spadkowy lipiec 2012 formalnie był już w fazie hossy, ale wtedy na rynku tego nie było jeszcze widać.
Niestety, ale najwięcej podobieństw z obecną sytuacją budzi rok 2015. Wtedy podobnie jak teraz szczytu hossy doświadczyliśmy w maju (aczkolwiek wtedy tylko na WIG-u, ale już nie na WIG20). Jednakże 9 lat temu po lipcu mieliśmy za sobą trzy miesiące spadków i trend zniżkujący był dość dobrze zarysowany. Teraz sytuacja jest bardziej niejednoznaczna, co w zasadzie uniemożliwia wyciągnięcie jakichkolwiek sensowych wniosków w oparciu wyłącznie o historyczne wzorce.






























































