Spółka zależna Industrial and Commercial Bank of China został zaatakowany przez hakerów na tyle poważnie, że zakłócono działanie niektórych systemów, rzekomo ograniczając płynność amerykańskich obligacji skarbowych. Trwa dochodzenie w sprawie incydentu.


"Pomyślnie rozliczyliśmy transakcje dotyczące amerykańskich obligacji skarbowych w środę oraz transakcje finansowe zawarte w czwartek" - poinformował w komunikacie ICBC, który cytuje CNN. Jednak zdaniem specjalistów powrót do normalności zajmie jeszcze kilka dni.
Financial Times i Reuters, cytując niektórych uczestników rynku, twierdzili, że transakcje przechodzące przez spółkę ICBC FInancial Services, której siedziba znajduje się w Nowym Jorku, zostały zakłócone. Atak polegał bowiem na zablokowaniu systemów ofiary i żądania okupu za ich odblokowanie. Co za tym idzie, mógł on mieć wpływ na zdolność banku do rozliczania transakcji lub prowadzić do przekierowań, co z kolei miały wpływ na płynność rynku skarbowym lub zdolności do szybkiego handlu aktywami. Co najmniej jeden bank BNY Mellon z powodu cyberataku ręcznie rozliczał transakcje z ICBC. Jak informują władze banku, raczej pozostał bez wpływu na systemy centrali banku w Pekinie i innych jednostek krajowych czy zagranicznych.
Zobacz także
Nie jest jasne, czy incydent przyczynił się do słabej aukcji 30-letnich obligacji, która została w czwartek przeprowadzona przez Departament Skarbu USA. Doszło bowiem do "ostrej przeceny". - Ta aukcja amerykańskich obligacji niosła ze sobą wiele zmienności, pytań i niepewności - opisała starsza analityk Swissquote Banku Ipek Ozkardeskaya.
Do ataku przyznała się grupa znana jako LockBit, składająca się m.in. z rosyjskojęzycznych członków. Jeden z podmiotów, wchodzących w jej skład, ma z kolei siedzibę w Chinach. Nie jest jasne, którzy członkowie przeprowadzili atak. Zakłócono nim handel amerykańskimi obligacjami, którymi żywo zainteresowany jest rząd Chin. Stąd też zdaniem ekspertów można wysnuć wniosek, że hakerzy nadepnęli Pekinowi na odcisk, który będzie chciał ukarać odpowiedzialnych.

Chińskie MSZ poinformowało w piątek, że będzie się bacznie przyglądać bankowi. "Zakończono obsługę sytuacji kryzysowych i nadzór w celu zminimalizowania wpływu ryzyka i strat" - powiedział rzecznik resortu Wang Wenbin na konferencji prasowej.
Nie tylko Pekin bacznie przygląda się temu atakowi. Robią to także inne organy kontrolne. - Jesteśmy świadomi problemu cyberbezpieczeństwa. Utrzymujemy kontakt z kluczowymi uczestnikami sektora finansowego oraz z federalnymi organami regulacyjnymi. W dalszym ciągu monitorujemy sytuację - uspokaja rzecznik amerykańskiego departamentu Skarbu Państwa.
Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych także została poinformowana o ataku i jak zapewnia "monitoruje sytuację, koncentrując się na utrzymaniu porządku na rynku". Podobne stanowisko zajął brytyjski Urząd Nadzoru Finansowego.
Industrial and Commercial Bank of China jest jednym z największych chińskich banków. Według S&P należy do wielkiej czwórki. Co więcej, jest też największym na świecie pożyczkodawcą pod względem aktywów.
Miliardy dolarów na cyberbezpieczeństwo
Dekadę temu miała miejsce seria cyberataków na banki, o które USA obwiniły Iran. Był to sygnał dla instytucji finansowych, by lepiej chronić swoje systemy. Od tego czasu sektor wdał miliardy dolarów na "obronność". Sam JP Morgan Chase wydaje na ten cel około 600 mln dolarów rocznie.



























































