Finansowanie społecznościowe jest formą inwestycji, która w kilku minionych latach okazywała się dla wielu osób i firm bardzo opłacalna. Internetowe osobistości lub firmy zapewniają sobie tym sposobem stały dochód, by móc skupić się na działalności pochwalanej przez kibicujących i płacących fanów. Wykorzystuje się go też celem zebrania funduszy na wyprodukowanie jakiegoś produktu, który potem jest rozsyłany do chętnych, którzy uwierzyli w projekt i wsparli go określoną kwotą. Ta forma finansowania ma jednak nie tylko swoje blaski, ale tez cienie, którym przyjrzymy się na przykładzie historii wydawnictwa Stinger Press.


Crowdfunding czy też finansowanie społecznościowe, można określić jako prośbę twórcy do internautów o wsparcie w realizacji jakiegoś projektu. W zamian za wpłacenie środków organizator zbiórki oferuje zwykle określone korzyści, jak na przykład egzemplarz gotowego produktu, czy też zniżkę na jego zakup. Często są to rzeczy, które ciężko znaleźć w zwykłym modelu sprzedaży czy limitowane produkty. Zdarza się też, że wspierający mogą otrzymać jakiś produkt dużo wcześniej, zanim zostanie on dopuszczony do szerszej sprzedaży.
Finansowanie tym sposobem można zapewnić niemal dla każdego legalnego projektu, przez co dużą popularność zyskał on na rynku wydawniczym. Dzięki crowdfundingowi wydano wiele gier fabularnych, książkowych, planszowych, czy beletrystyki, a także na przykład nominowany do Oskara film Joanna w reżyserii Anety Kopacz. Tym sposobem pojawiło się też na świecie wiele nowinek technologicznych, jak na przykład wykupiony później przez Meta Oculus, czyli zestaw gogli do wirtualnej rzeczywistości.
Jedną z najbardziej znanych na świecie platform do finansowania społecznościowego jest Kickstarter, jednak w Polsce mamy co najmniej kilka dobrze znanych stron tego typu, na których, jak zrzutka.pl, wspieram.to czy też Siepomaga (które nastawione jest raczej na pomoc w społecznościowym finansowaniu terapii lub leczenie u ciężko chorych osób, które same nie potrafiłyby zapewnić sobie środków na leki czy operację). W trochę innym modelu działają platformy takie jak Patreon, albo nasz rodzimy Patronite, jest to tak zwany crowdfunding subskrypcyjny zakładający, że wspierający wpłaca niewielką kwotę co miesiąc przez dłuższy czas, dzięki czemu finansuje działalność twórcy na przykład prowadzącego kanał w serwisie YouTube (często wspierający mają wówczas dostęp do materiałów przed ich oficjalną premierą).
Czym są gry fabularne?
Niezwykle często z modelu crowdfundingu korzystają wydawcy gier fabularnych. Są one rodzajem rozrywki skierowanym do grup ludzi tworzących poprzez grę swego rodzaju wspólną opowieść.
Gry fabularne, nazywane też RPG (od role playing games) rozgrywane są najczęściej przez grupę od 2 do 6 osób (czasem zdarza się nawet więcej), które na kilka godzin spotykają się przy jednym stole albo online. Jedna z osób przyjmuje rolę prowadzącego (najczęściej nazywanego Mistrzem Gry), a pozostali zostają graczami, którzy otrzymują kontrolę nad stworzonymi przez siebie bohaterami graczy. Prowadzący odpowiedzialny jest za opisywanie świata gry i odgrywanie wszystkich postaci niebędących bohaterami graczy.
Istnieje wiele różnych rodzajów gier fabularnych nazywanych popularnie "systemami rpg", które odróżniają od siebie zasady rozgrywki, rodzaj fikcyjnego świta, w jakim toczy się opowieść, czy stopień tego jak bardzo gracze mają wpływ na to co dzieje się w świecie przedstawionym.
Systemy RPG są najczęściej wydawane w formie podręczników, czyli książek zawierających kompleksowy opis zasad, opis przypisanego do danego systemu świata oraz zestaw narzędzi mających pomóc Mistrzowi Gry w przeprowadzeniu spotkania nazywanego "sesją". Najczęściej gracze mają przypisane do systemu karty postaci, na których zawarte są wszystkie niezbędne do gry informacje, a to prowadzący musi zapoznać się z podręcznikiem najszerzej (czyli przeczytać go od deski do deski, co najmniej raz). W zdecydowanej większości gier fabularnych dużą rolę ma też czynnik losowy, który wprowadza się, korzystając z różnego rodzaju wielościennych kości do gry.
RPG posiadają aktywne i mocno wspierające swoje hobby grono fanów, więc często nowe podręczniki są finansowane społecznościowo. Jedną z najbardziej widowiskowych akcji crowdfundingowych, o jakich można opowiedzieć, było polskie wydanie gru "Zew Cthulhu 5 edycja" pod egidą wydawnictwa Black Monk. Pieniądze potrzebne na wydanie systemu RPG zostały uzbierane w zaledwie 23 minuty. Finalnie do końca zbiórki udało się zebrać około 1100 proc. zakładanego na początku celu.
Stinger Press i jego kłopoty
Wydawnictwo Stinger Press kierowane przez Tomasza Chmielika stawia sobie za cel wypuszczanie na polski rynek naszych rodzimych wersji zagranicznych systemów RPG. W tym celu właśnie korzysta z modelu crowdfundingu i ma w tym już spore doświadczenie. Pierwszym przetłumaczonym przez nich tytułem były ciepło przyjęte przez rynek "Ostrza w Mroku" poruszające tematykę szajki złodziei w mrocznym wiktoriańskim mieście fantasy.

Warto zaznaczyć, że często zbiórka nie jest prowadzona na jedynie jedną książkę, a na przykład podręcznik podstawowy wraz z kilkoma dodatkami w formie kolejnych tomów i ewentualnie jakimiś dodatkowymi gadżetami w rodzaju specjalnych kości do gry. Aktualnie proces wydawniczy Stinger Press kończy dla dwóch publikacji, dla których zbiórki zakończyły się sukcesem, jednak w obu przypadkach nastąpił problem w postaci nagłych ruchów na rynku. Około dwóch lat temu, kiedy zbiórki na te publikacje właśnie się kończyły, nastąpiła zmiana związana ze skokowym wzrostem cen papieru i usług drukarskich, co sprawiło, że nagle zakończona dużym sukcesem zbiórka, która mogła zebrać na przykład 260 proc. zakładanego celu, nagle przestaje wystarczać nawet na zapewnienie realizacji podstawowego celu.
Problem ze zbiórkami jest taki, że zbierasz pieniądze, które tak naprawdę wydajesz na realizację za rok. Jeśli sytuacja jest stabilna, nie ma problemu. Jak coś tąpnie na rynku, uderzy inflacja, a rząd podniesie składki zdrowotne i zobowiązania podatkowe, zaczynasz mieć problem. A jak nastąpią wszystkie trzy rzeczy jednocześnie, to nagle sytuacja zaczyna być katastrofalna - opowiada szef Stinger Press w rozmowie. Firma, chcąc być uczciwa wobec osób, które wpłaciły pieniądze na zbiórkę, musiała znaleźć dodatkowe środki, by móc wysłać in egzemplarze, które zamówili. Chmielik opowiada, że oszczędzali oni na to pieniądze z zysków, jakie przynosiła codzienna działalność firmy, związana z realizacją mniejszych zleceń dla poligrafii, a także aktualną sprzedażą podręczników, które zdążono już wydać. Pieniądze te jednak były niewystarczające i przedsiębiorca musiał zawierać umowy kredytowe oraz sprzedawać prywatny majątek, aby utrzymać firmę na powierzchni.
Nauka, jaką Stinger Press może przekazać innym organizatorom zbiórek
Zacznijmy od tego, że sytuacja, jaka stała się przyczyną problemów wydawnictwa, nie jest normą, jednak Stinger Press zaznacza, że każdy, kto organizuje zbiórkę na jakąś książkową publikację, powinien zakładać około 15-20 proc. wahania ceny druku, a nie robienie tego jest po prostu proszeniem się o kłopoty. Drugą ważną zasadą, o jakiej wydawnictwo wspomina w poście na swoim profilu na Facebooku, jest niełapanie zbyt wielu srok za ogon. Nie zakładaj drugiej zbiórki, dopóki do końca nie zrealizujesz założeń pierwszej. Według słów Tomasza Chmielika małe firmy działające w tym sektorze nie mogą liczyć na rządowe mechanizmy wsparcia w takich sytuacjach.
Teraz sytuacja firmy już zdaje się być stabilna i kontynuuje ona swoją pracę wydawniczą, silniejsza o przebyte doświadczenia. Według komentarza udzielonego Bankier.pl przez drukarnię Megraf również ceny druku ostatnimi czasy spadły, przede wszystkim dzięki normalizacji ceny papieru, niestety inne koszty, jak prąd i ludzka praca nadal wpływają na poziom cen.
Stinger Press planuje wydać wszystkie sfinansowane na zbiórkach książki do końca 2024 roku.






























































