Twórca internetowy Łatwogang znów to zrobił. W piątek po 16:30 wystartował stream i sam Youtuber - z Zakopanego dojechał rowerem do Gdańska. Podczas jazdy pokazywanej na żywo zbierał środki dla chorego Maksa, Adasia i Wojtka. Na liczniku jest już 12 mln zł, 3,5 mln zł i 10 mln zł - pierwszą zbiórkę udało się zamknąć w niedzielę przed 9 rano. Piotr musiał jednak częściowo zmienić swoje plany.


Maks cierpi na śmiertelną chorobę genetyczną – dystrofię mięśniową Duchenne'a (DMD). To okrutna choroba powodująca stopniowy i nieodwracalny zanik wszystkich mięśni.
[Aktualizacja 25.05.26, 15:00]: Na liczniku zbiórki dla trzeciego chłopca, Wojtka Martysza, którą w niedzielne popołudnie Piotr rozpoczął, ale której tego samego dnia nie udało się zamknąć, jest już 10 mln zł. "Zamknijmy to do końca tygodnia" - mówił Piotrek po dojechaniu do Gdańska, kiedy rozmawiał z mieszkańcami.
Łatwogang wraca z nowym pomysłem
Kto dotąd nie znał Łatwoganga, usłyszał o nim pod koniec kwietnia, kiedy to twórca internetowy wraz z raperem Bedoesem zelektryzowali całą Polskę, zbierając w 9 dni środki na działanie Fundacji Cancer Fighters. O streamie, który wtedy zorganizowali, usłyszała nie tylko cała Polska - pisały o niej światowe media. Udało się zebrać ponad 250 mln zł, a po zamknięciu wszystkich licytacji suma wzrosła do 282 milionów złotych, przebijając rekordowe zbiórki WOŚP-u.
Teraz, korzystając z rozgłosu i zasięgów, Łatwogang wrócił z nowym pomysłem. Ogłosił nową akcję, dzięki której zbierał pieniądze na wsparcie 8-letniego chłopca chorego na dystrofię mięśniową Duchenne'a - Maksa Tockiego - potrzebna była kwota 12 mln zł i udało się ją zebrać w niedzielę rano.

Mamy to! Jesteście niesamowici. Każdy rodzaj pomocy jest na wagę złota. Kocham was. Pokazaliście, że potraficie się zjednoczyć. Polska to najlepszy kraj na świecie, nikt nie potrafi pomagać tak jak Polacy – powiedział.
Piotr planował przejechać całą Polskę od Zakopanego aż po Gdańsk w trakcie internetowego streamu, podczas którego były zbierane pieniądze. Wyruszył w piątek o 16:30 z Zakopanego. Na miejsce dojechał w niedzielny wieczór.
Organizatorzy zapowiedzieli, że cała nadwyżka ponad kwotę 12 mln zł zostanie przekazana na kolejne dziecko chorujące na DMD. Pieniądze trafią do Adasia, który także choruje na dystrofię mięśniową. Chłopcu do leczenia brakowało 3,5 mln zł i tyle chciał zebrać Piotr. Udało się to w niedzielę po południu.
Akcja trwa nadal i kolejne wpłacane pieniądze trafią do kolejnego dziecka: dwuletniego Wojtusia. Tutaj potrzeba aż 15 mln zł, na liczniku jest już 10 milionów.
Do akcji ponownie włączyły się firmy:
- dr Witt Isotonic: 1 mln 20 tys. zł
- Neboa: 1 mln zł
- Kuchnia Vikinga: 868 tys. zł
- Tarczyński: 700 tys. zł
- Kimoco: 200 tys. zł
- Ewelina Kosmetyczna: 200 tys. zł - z tą nazwą wiąże się pewna historia. Opisywaliśmy ją tutaj.
Youtuber musiał zmienić plany
Piotr Hancke, znany w internecie jako Łatwogang, przyznał podczas postoju w gminie Dłutów w woj. łódzkim, że z powodu pojawiających się dolegliwości zdrowotnych dojedzie jedynie do celu, rezygnując z wcześniejszej zapowiedzi powrotu na rowerze do Zakopanego.
- Skala wydarzenia mnie ewidentnie przerosła, zbieramy 12 milionów dla Maksa. Bardzo wam dziękuję i jedziemy - przekazał. - Wiem, że na tym etapie powrót będzie dla mnie niewykonalny. Mam problemy żołądkowe, biegunkę, jestem bardzo odwodniony - dodał.
Przed startem Łatwogang udzielił mediom wypowiedzi, w której podkreślił, że akcja ma charakter solidarnościowy i opiera się także na zaangażowaniu osób śledzących transmisję internetową z przejazdu. Jak zaznaczył, „każdy rodzaj wsparcia się liczy”, również samo oglądanie transmisji, która – według zapowiedzi – będzie ponownie monetyzowana reklamami.
– Dajemy z siebie wszystko i wiem, że po poprzedniej akcji wiele osób wydało już sporo pieniędzy, dlatego każdy rodzaj wsparcia się liczy, nawet wejście na live – mówił przed startem.
Dodał, że decyzję o organizacji wyprawy podjął krótko po zakończeniu poprzedniej zbiórki. Jak relacjonował, inspiracją były m.in. historie dzieci chorujących na DMD, a w szczególności przypadek Maksa, który – jak wskazał – trafił do organizatorów zbiórki poprzez kontakt mailowy.
– Uznałem, że to będzie dobry wybór, choć trudno mówić o wyborze, bo takich dzieci jest wiele i każdemu trzeba pomagać – stwierdził.
Łatwogang: Nie spodziewałem się takiego szumu
Nie spodziewałem się takiego szumu wokół tego, ale bardzo się z tego cieszę. Im więcej pomocy, tym lepiej – powiedział PAP-owi w trakcie wyzwania influencer Piotr Hancke, znany w internecie jako Łatwogang. Twórca internetowy od piątku jedzie rowerem z Zakopanego do Gdańska. Chce zebrać 12 mln zł na leczenie dziecka.
Korespondent PAP rozmawiał z Piotrem w okolicach Suchatówki. Łatwogang zapewnił, że ma „bardzo dużo siły”.
– Mamy wyrozumiałą ekipę. Chłopaki jadą ze mną (rowerzyści, którzy dołączyli do influencera – PAP). Gdyby nie oni, to już dawno bym nie jechał. Są niesamowici. Niektórzy z nich mają w nogach po 300–400 km – powiedział.
Dodał, że ma za sobą ciężką noc. – Musiałem sobie przysnąć. Postawiliśmy na krótki sen, żeby jak najszybciej dotrzeć – wyjaśnił.
– Nie spodziewałem się, że wokół tego wszystkiego będzie aż taki szum, ale bardzo się z tego cieszę. Im więcej pomocy, tym lepiej. To pokazuje, jak wspaniałym narodem jesteśmy i jak bardzo chcemy pomagać – powiedział.
Przed godz. 1 Łatwogang zrobił pierwszą od startu, półgodzinną przerwę na sen. Kolejną, nieco dłuższą, miał między godz. 5 a 6. Zasnął w samochodzie technicznym, który jedzie z nim od Zakopanego. Influencer w nocy wielokrotnie mówił, że jest zmęczony, ale „ciśnie” dla Maksa.
Na trasie, również w nocy, na poboczach ustawiają się jego widzowie, którzy biją mu brawo, pozdrawiają go i chcą zrobić sobie zdjęcie z twórcą internetowym.
– To bardzo miłe, że jest tyle osób. Czasami pojawia się wzruszenie – powiedział.
Łatwogang wyruszył z Zakopanego w piątek po godz. 16. Przed startem mówił dziennikarzom, że akcja ma charakter solidarnościowy i opiera się również na zaangażowaniu osób śledzących internetową transmisję z przejazdu. Jak zaznaczył, „każdy rodzaj wsparcia się liczy”, nawet samo oglądanie relacji, która – zgodnie z zapowiedziami – została ponownie objęta monetyzacją reklamową.
Dodał, że decyzję o organizacji wyprawy podjął krótko po zakończeniu poprzedniej zbiórki. Jak relacjonował, inspiracją były historie dzieci chorujących na DMD, a szczególnie przypadek Maksa, którego historię organizatorzy poznali dzięki wiadomości mailowej.
Influencer przyznał również, że do wyprawy przygotowywał się w krótkim czasie, a jej przebieg zależy od warunków i możliwości fizycznych. Według wcześniejszych zapowiedzi przejazd z Zakopanego do Gdańska miał potrwać około 40 godzin. Łatwogang podkreślał też, że nie ma szczegółowo wyznaczonej trasy, a przez całą drogę towarzyszy mu grupa znajomych jadących samochodem technicznym.
Zbiórka na leczenie Maksa
"W wieku 12 lat większość chorych nie jest już w stanie samodzielnie chodzić, a choroba z czasem zyskuje na sile prowadząc do zaniku kolejnych mięśni. Dla Maksa to życie w ogromnym cierpieniu. Jeszcze do niedawna dla Maksa nie było żadnej nadziei na skuteczne leczenie, ale teraz w USA pojawiła się terapia genowa dla chorych z DMD, która może zatrzymać rozwój choroby. Niestety, koszt tej terapii to około 15 mln złotych" - czytamy na zrzutka.pl.
"Od października 2025 r. udało się zabrać już ponad 3 mln złotych, ale nie mamy już czasu na zbiórkę przez następne miesiące. Czasu na ratunek mamy coraz mniej. Na ten moment terapię mogą przyjąć dzieci w dobrym stanie fizycznym, a chłopiec słabnie z każdym miesiącem. (...) By żyć, Maks musi przyjąć najdroższy lek świata. Zbieramy brakujące 12 mln złotych!" - czytamy dalej.
W nagraniu przed startem głos zabrali także bohaterowie zbiórki. Maks Tocki powiedział, że początkowo „trochę się stresował, ale potem zrozumiał, że nie ma takiej potrzeby”. Dodał, że czuje „euforię i niedowierzanie”, a w wolnym czasie lubi grać w piłkę i rysować. Chłopiec chodzi do drugiej klasy szkoły podstawowej.
Jego mama podkreśliła, że rodzina nie przestaje walczyć o leczenie syna i liczy na powodzenie zbiórki. Zaznaczyła, że choroba męża, z którą wcześniej się zmagał, była dla rodziny dodatkową motywacją do walki. Jak mówiła, pojawienie się możliwości terapii genowej daje nadzieję, a wsparcie darczyńców może okazać się kluczowe.
Organizatorzy podkreślają, że zbiórka prowadzona jest na terapię genową dla dziecka, której koszt wynosi ok. 15 mln zł. Od października 2025 r. udało się zgromadzić ponad 3 mln zł, do zebrania pozostaje ok. 12 mln zł. Na starcie trasy na koncie zbiórki znajdowało się już ponad 400 tys. zł.
oprac. KWS, PAP































































