Zarząd niemieckiego Commerzbanku zamierza dokonać znacznej redukcji zatrudnienia w ramach planu zwiększenia rentowności. Skala cięć może dotyczyć około 5000 miejsc pracy - donosi dziennik „Börsen Zeitung”. Commerzbank posiada 69,43% udziałów w mBanku.
Planowane zwolnienia mają być elementem strategii naprawczej nowego prezesa Commerzbanku, Martina Zielke. Według informacji „Börsen Zeitung”, redukcja etatów wyniesie około 5000 miejsc pracy, co stanowi około 10% całkowitej liczby zatrudnionych. Anonimowe źródła donoszą, że pod tym względem najbardziej ucierpi dział tzw. back-office. Jak na razie informacje o zwolnieniach nie są jeszcze oficjalne, a rzeczniczka banku odmówiła komentarza w sprawie planów nowego prezesa.
Cała strategia powinna zostać jednak upubliczniona już pod koniec przyszłego tygodnia, gdy Martin Zielke przedstawi ją radzie nadzorczej. Według doniesień niemieckiej gazety, poza redukcją zatrudnienia zakłada ona również scalenie działu obsługi przedsiębiorstw z segmentem inwestycyjnym banku oraz zmniejszenie liczby jednostek operacyjnych z czterech do trzech.
Według nowego prezesa, instytucja potrzebuje restrukturyzacji. Po części wynika to z niesprzyjających warunków gospodarczych, szczególnie w obliczu niskich stóp procentowych. Z tego powodu regularnie spada zyskowność banku, co dla nowych władz jest nie do zaakceptowania. Zdaniem Martina Zielke, jednym z rozwiązań tego problemu ma być dalszy rozwój cyfryzacji, co pozwoli na optymalizację kosztów działalności.
Commerzbank to w Niemczech obecnie numer dwa w sektorze bankowym - wyprzedza go jedynie Deutsche Bank. W sierpniu oba podmioty prowadziły podobno rozmowy na temat możliwej fuzji, jednak nie doszła ona do skutku z powodu nierentowności takiego przedsięwzięcia. Planowane obecnie zwolnienia w Commerzbanku są poprzedzone czerwcową redukcją etatów w Deutsche Banku, która dotyczyła 3000 miejsc pracy.
Optymizmem nie napawa także giełdowy kurs niemieckiej instytucji. Od początku roku akcje Commerzbanku na frankfurckim parkiecie potaniały o 32% i obecnie za jej udziały trzeba zapłacić 6,31 euro.
Mikołaj Fedkowicz

































































