Liczba zamkniętych zawodów w Polsce przyprawia o zawrót głowy – mamy ich 380. Specjalnych uprawnień do wykonywania swojej pracy potrzebuje nie tylko lekarz, prawnik czy notariusz, ale także taksówkarz, grzybiarz czy bibliotekarz. Teoretycznie dostęp ograniczano w imię zabezpieczenia jakości usług oferowanych przez przedstawicieli danych profesji. W praktyce dla społeczeństwa wygląda to jak świadome ograniczanie konkurencji w celu zabezpieczenia swojego źródła dochodów. W Szwecji tylko 91 zawodów wymaga specjalnych uprawnień i pozwoleń – czy można Szwedom zarzucić, że nie dbają o jakość usług i tym samym narażają swoich obywateli na olbrzymie ryzyko?
Na pierwszy ogień idzie 49 profesji
Rząd w najbliższym czasie chce ułatwić dostęp do 200 zawodów. Docelowo specjalne uprawnienia, pozwolenia i licencje będą wymagane tylko dla przedstawicieli 100 profesji. Na pierwszy ogień idą takie zawody jak adwokat, radca prawny, notariusz, a także geodeta, pracownik ochrony, marynarz żeglugi śródlądowej, bibliotekarz, instruktor sportu, nauki jazdy czy pośrednik w obrocie nieruchomościami.
| Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt obejmujący swoim zakresem następujące zawody: | ||
| 1) adwokata; | 18) przewodnika turystycznego miejskiego; | 35) geodety w zakresach geodezyjnych pomiarów podstawowych; |
| 2) radcy prawnego; | 19) przewodnika turystycznego terenowego; | 36) geodety w zakresie redakcji map; |
| 3) notariusza; | 20) przewodnika turystycznego górskiego; | 37) geodety w zakresach fotogrametrii i teledetekcji; |
| 4) komornika; | 21) międzynarodowego przewodnika wysokogórskiego; | 38) mechanika wiertni |
| 5) syndyka; | 22) pilota wycieczek; | 39) spawacza w odkrywkowych zakładach górniczych; |
| 6) urzędnika sądowego (prokuratury); | 23) doradcy zawodowego; | 40) spawacza w zakładach górniczych wydobywających kopaliny otworami wiertniczymi; |
| 7) detektywa; | 24) pośrednika pracy; | |
| 8) pracownika ochrony fizycznej I stopnia; | 25) specjalistę do spraw rozwoju zawodowego; | pośrednio także zawody: |
| 9) pracownika ochrony fizycznej II stopnia; | 26) specjalistę do spraw programów; | 41) marynarza żeglugi śródlądowej; |
| 10) pracownika zabezpieczenia technicznego I stopnia; | 27) lidera klubu pracy; | 42) marynarza motorzystę żeglugi śródlądowej; |
| 11) pracownika zabezpieczenia technicznego II stopnia; | 28) doradcę EURES; | 43) mechanika statkowego żeglugi śródlądowej; |
| 12) pośrednika w obrocie nieruchomościami; | 29) asystenta EURES; | 44) przewoźnika żeglugi śródlądowej; |
| 13) zarządcy nieruchomości; | 30) bibliotekarza; | 45) stermotorzystę żeglugi śródlądowej; |
| 14) trenera klasy drugiej; | 31) pracownika dokumentacji i informacji naukowej; | 46) szypra żeglugi śródlądowej; |
| 15) trenera klasy pierwszej; | 32) instruktora nauki jazdy; | 47) starszego marynarza żeglugi śródlądowej; |
| 16) trenera klasy mistrzowskiej; | 33) egzaminatora osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdem i osób poddawanych kontrolnemu sprawdzaniu kwalifikacji; | 48) bosmana żeglugi śródlądowej; |
| 17) instruktora sportu; | 34) taksówkarza; | 49) sternika żeglugi śródlądowej; |
Z danych przedstawionych przez Ministerstwo Sprawiedliwości wynika, że deregulacja dostępu do profesji najprawdopodobniej przyczyni się do wzrostu zatrudnienia w tych zawodach od 15% do 20%. Resort przekonuje, że pozytywnym efektem zmian będzie także spadek cen usług i wzrost ich jakości spowodowany większą konkurencyjnością. Zniknie bowiem zjawisko zawyżania cen usług ze względu na monopol lub niewystarczającą liczbę usługobiorców.
Dodatkowo – zmniejszy się poziom biurokratyzacji – brak egzaminów państwowych dla części profesji wpłynie na obniżenie kosztów funkcjonowania państwa. Nie wiadomo dokładnie o ile, bo też trudno oszacować straty, jakie osiągamy z powodu nadmiernej biurokracji. Nie chodzi tu tylko o zbędne etaty egzaminatorów i koszty druku, ale przede wszystkim o tysiące studentów, którzy po zakończeniu nauki finansowanej przez państwo nie mają szans na pracę w zawodzie, do którego się przygotowywali.
Trudno policzyć, ile pieniędzy publicznych marnuje się na wykształcenie jednego absolwenta studiów prawniczych, który bez aplikacji równie dobrze może zmywać naczynia w Anglii. Gdy doda się do tego zasiłki wypłacane bezrobotnym z Państwowych Urzędów Pracy, koszty programów aktywizacyjnych, stażowych, itd., to można dojść do wniosku, że w Polsce większość pieniędzy marnowana jest przez złe, skomplikowane i utrudniające życie prawo.
Nie musimy obawiać się wysypu znachorów
Najlepsi, którzy będą dbać o dobrą cenę i jakość usług, z pewnością będą się certyfikować lub kreować markę. Różnica polega na tym, że nie będą mogli nikomu zabronić wykonywania danego zawodu tylko z tego powodu, że mają obawy o swoich klientów.
Tych ostatnich przywykli traktować jak ciemną masę, która nie potrafi odróżnić profesjonalisty od amatora. Nawet jeśli nie posiadają takiej zdolności, to mogą usługodawcę zweryfikować w internecie, popytać znajomych, zaufać reklamie. Wmawianie społeczeństwu, że notariusz powinien kształcić się w tym zakresie 10 lat (5 lat studiów plus 2,5 roku aplikacji i 2 lata asesury) to nieporozumienie.
Klient i tak zawsze brał odpowiedzialność na siebie
Czy taksówkarz musi mieć licencję, żeby zawieźć klienta z punktu A do punktu B? Część mówi, że tak, bo obawiają się taksówkarzy, którzy nie znają miasta, skrótów lub są niebezpieczni. W tym wypadku będzie podobnie – rynek zweryfikuje najlepszą firmę. Nic nie stoi na przeszkodzie, by korporacja na rozmowie kwalifikacyjnej robiła kandydatowi do pracy odpowiedni sprawdzian. Jeśli ktoś chce prowadzić jednoosobową działalność to i tak kogutem na dachu odróżni się od znanych marek. Klient będzie mógł skorzystać z jego usług, ale odpowiedzialność wtedy bierze na siebie.
Co w przypadku licencjonowania osób zajmujących się obracaniem cudzymi pieniędzmi? Jak bumerang powraca temat doradców finansowych. Praktyka pokazuje, że od piramidy finansowej nie uchroni nawet szyld najlepszej marki. Ponadto tutaj także raczej powinno się certyfikować działalność, a nie ograniczać do niej dostęp, wprowadzając kosztowe i niechroniące przed niczym licencje. Czy KNF albo jakakolwiek inna instytucja weźmie na siebie odpowiedzialność za stratę pieniędzy klientów tego pośrednika finansowego, któremu wydał licencję? Nie sądzę.
Projekt ustawy o zmianie ustawy regulującej dostęp do niektórych zawodów liczy sobie 38 artykułów ingerujących w 24 inne akty prawne. Do tego należy doliczyć 40 stron uzasadnienia, gdzie autorzy projektu przekonują o tym, jak deregulacja jest korzystnym rozwiązaniem z punktu widzenia gospodarki. Nie jestem do końca przekonany, czy potrzeba było aż tylu i czy trzeba było na zmiany czekać tak długo.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
Zobacz też:
» Rozlicz PIT 2011 z Bankier.pl
» Jak się liczy wynagrodzenie na umowie o pracę?
» Jak długo będę czekać na zwrot z podatku?
» Rozlicz PIT 2011 z Bankier.pl
» Jak się liczy wynagrodzenie na umowie o pracę?
» Jak długo będę czekać na zwrot z podatku?
































































