REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Co robić, gdy bank wzywa na dywanik i chce renegocjować kredyt

Bogusław Półtorak2009-03-27 06:00
publikacja
2009-03-27 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Kredytobiorcy spłacający kredyty hipoteczne denominowane w walutach obcych zostali ostatnio po raz kolejny niemile zaskoczeni. Nie dość, że od drugiej połowy ubiegłego roku złoty dramatycznie się osłabiał i powodował wzrost raty, to dziś banki ruszają znów na połowy. O ile wzrosty rat na szczęście były częściowo rekompensowane przez spadek bazowej stopy procentowej LIBOR, to wzrost zadłużenia wynikający ze wzrostu kursu walutowego uruchomił procedury zabezpieczeń kredytów.

Niektóre banki domagają się z tego powodu dziś od klientów spłaty części zadłużenia, zapłaty dodatkowej prowizji lub ustanowienia kolejnej hipoteki. Smaczku dodaje fakt, że kredytobiorcy wzywani „na dywanik” do banku proszeni są o podpisanie dobrowolnego wniosku klienta (sic!) o podwyższenie marży. Aneks do umowy kredytowej ma być więc inicjatywą klienta.

Takie postępowanie, choć wątpliwe etycznie, nie jest niezgodne z prawem. Decyzją i dobrą wolą klienta będzie podpisanie takiej formy aneksu. Klient stawiany jest jednak przed określoną alternatywą – albo podpiszesz aneks, albo wymamiamy umowę. Oczywiście wszystko w imię Prawa bankowego i ochrony stabilności banku. Taki straszak nie jest jednak ani uzasadniony, ani do końca prawdziwy. Jest to raczej gra pozorów. Przygotowując się do walki z bankiem niestety trzeba sięgnąć po umowę kredytową i gruntownie ją przestudiować, nawiasem niektórzy kredytobiorcy zrobią to w ogóle po raz pierwszy.

Polecamy:

- ABC programu "Rodzina na swoim"

- Kredyt na własne M2

- Wyszukiwarka kredytów mieszkaniowych

Wypowiedzenie przez bank umowy kredytowej, która jest spłacana zgodnie z zasadami i nie ma przesłanek, co do stwierdzenia, że zdolność kredytowa się pogarsza, byłoby działaniem nie tylko na niekorzyść klienta, ale i samego banku. Po pierwsze banki zwykle w procedurze egzekucji kredytu nie odzyskują pełnej wartości kredytu i odsetek, gdyż w pierwszej kolejności zaspokajane są koszty egzekucji. Po drugie bank naraziłby się już wtedy na konkretną reakcję nadzoru finansowego, który powinien w takiej sytuacji stwierdzić, że bank nie radzi sobie z zarządzaniem ryzykiem kredytowym.

Taka historia może się w skrajnych wypadkach skończyć nie tylko kontrolą nadzoru finansowego, ale i zarządem komisarycznym w banku. Kolejno jest to dowód, że bank nie potrafi bezpiecznie udzielać kredytów, co jest prostą drogą do cofnięcia licencji bankowej. Propozycje banków w zakresie zwiększania zabezpieczeń są więc obosieczne. Realnie gra toczy się jednak o coś innego. Banki stosujące taki proceder oczywiście tłumaczą się zasadami bezpieczeństwa, ale po cichu przede wszystkim liczą na dodatkowe przychody z „wyciskania cytryny”.

Spadek dochodów i kurczenie się dochodów z akcji kredytowej powoduje poszukiwanie pieniędzy gdzie indziej. Co więc im pozostaje? Pomysłem niektórych zarządów jest próba „negocjowania” i telefony zapraszające na rozmowy. Krótko mówiąc koniec promocyjnej bankowej sielanki. Kredytobiorca idąc na taką rozmowę odpowiednio przygotowanym, ma wbrew pozorom jednak bardzo duże szanse obrony przed dodatkowymi kosztami.

Należy przede wszystkim ustalić czego oczekuje od nas bank. Dziś banki, widząc osłabienie złotego w ostatnim roku, stwierdziły, że klient biorący powiedzmy 300 tys. zł we wrześniu ubiegłego roku denominowanego w CHF, ma do spłaty około 400-450 tys. zł. Tak rzeczywiście jest, jeśli chcielibyśmy ten kredyt przewalutować lub spłacić w tej chwili. Oferowanie przewalutowania w takiej sytuacji przez niektóre banki trzeba po prostu nazwać działaniem na szkodę klienta. Przewalutowanie jest bowiem przy dzisiejszych kursach walutowych realizacją straty. Co więcej zagraża utrzymaniu zdolności kredytowej i to z winy banku.

Banki argumentują, że ceny nieruchomości spadają. Ofertowe być może. Bankowcy zamiast czytać gazety może jednak sprawdzili, jaka jest rzeczywista wartość konkretnych mieszkań. Wiele z mieszkań kupowanych od dewelopera, których akty notarialne były podpisywane w 2008 roku miały ceny z umów przedwstępnych jeszcze w 2006 roku (delikatnie mówiąc dużo niższe). Dodatkowo kredytobiorcy samodzielnie je wykańczając zwiększyli ich perspektywiczną wartość i to pomimo wieszczonej przez niektóre media mizerii na rynku mieszkaniowym. W przypadku spłaty rozłożonej na lata może się więc okazać, że wartość nieruchomości też już wzrosła. Nie tylko kredyt jest wyższy. W przypadku wątpliwości banku podporą zawsze będzie operat szacunkowy, o ile go wcześniej nie było.



Marzeniem wielu osób jest własne mieszkanie. W realizacji tego marzenia może pomóc inicjatywa "Rodzina na swoim". Jest to rządowy program polegający na dofinansowaniu części odsetek płaconych od zaciągniętego kredytu hipotecznego.

Własne mieszkanie z "Rodziną na swoim"


Kolejno, banki do tego się nie przyznają, ale hipoteka nie jest jedynym zabezpieczeniem kredytu mieszkaniowego! Banki przyjmują weksle, oświadczenia i inne formy zabezpieczeń osobowych. Oznacza to, że nie spłacając kredytu hipotecznego, nie tylko możemy stracić mieszkanie, ale odpowiadamy całym swoim majątkiem. Formalnie bank, jeśli zalegamy z zapłatą kredytu, może wystawić bankowy tytuł egzekucyjny i po trzech dniach zająć nasze rachunki, a także inne składniki majątku przez komornika.

Twierdzenie więc, że banki nagle straciły swoje zabezpieczenie jest więc nadużyciem. Co więcej bank już na etapie udzielania kredytu powinien taką sytuację uwzględniać. I niektóre banki oczywiście tak robiły żądając np. udziału własnego. Argumentacja jest więc prosta – bank przecież ma inne zabezpieczenia, a jak sytuacja się unormuje to wszystko wróci do normy (same banki tak przecież twierdzą).

I wreszcie ostatni, najważniejszy argument. Skoro kredyt jest regularnie obsługiwany, to bank nie ma przesłanek, aby wypowiedzieć umowę. Przydatne będą argumenty o nadzorze finansowym, wyżej przytoczone. Bank wypowiadający regularnie obsługiwane umowy kredytowe naraża się na wyżej opisane restrykcje nadzoru bankowego (i nie ma znaczenia, czy polskiego, czy np. greckiego). Reasumując, do rozmowy trzeba się dobrze przygotować. Czytamy umowę i sprawdzamy zapisy dotyczące obowiązków.

Nie każdy oczywiście jest specjalistą – tutaj z odsieczą przychodzi Internet. Na Forum kredytowym można zapytać specjalistę lub bardziej doświadczonych kredytobiorców, można też skorzystać z porady np. u miejskiego, powiatowego rzecznika konsumentów. Trzeba być przygotowany na konkretną rozmowę, więc dobrze sobie punkt po punkcie opisać argumentacją i być przygotowanym, że na rozmowie się nie skończy. Ewentualna konfrontacja z bankiem już tylko na piśmie z dokumentami.

I na koniec nic nie podpisywać bez dokładnego przeczytania. Wystarczy, że tak podpisaliśmy umowę kredytową, w której jako dodatek sami wybraliśmy opcję na spekulowanie kursem walut. Dziś za tę opcję niestety słono płacimy, bo tak w życiu, jak i w ekonomii nie ma darmowych obiadów.

Masz problem z kredytem mieszkaniowym? Zapytaj eksperta Bankier.pl

Na zakończenie, obecne postępowanie banków to kolejny argument, żeby wreszcie w Polsce w życie wprowadzić, jako obowiązek „kredyty w takiej walucie w jakiej zarabiamy”. Spekulowanie otwartą pozycją walutową obciążającą mieszkanie wydaje się, że delikatnie mówiąc – nie jest to docelowe rozwiązanie finansowe dla konsumentów.

Nadzór finansowy powinien, więc korzystając z okazji, zrobić to, co nie zostało zrobione przy okazji wprowadzania rekomendacji S – wprowadzić obowiązek udziału własnego (co zresztą już było i jest standardem w bardziej konserwatywnych bankach) oraz zakaz spekulowania kredytami denominowanymi.

Konsument, osoba fizyczna tak naprawdę nie ma możliwości zabezpieczenia się przed tym ryzykiem. Wystarczy popatrzeć na same banki – one nie mogą tak postępować. Przy obecnych poziomach oprocentowania w złotych i perspektywie wprowadzenia euro, szukanie protez na rynku mieszkaniowym tylko niepotrzebnie generuje koszty kredytowania. Wprowadzenie w 2006 roku takich zasad spowodowałoby, że ten artykuł byłby zbędny. Tak się nie stało, więc kredytobiorcy muszą dziś stanąć twarzą w twarz z bankiem.

Bogusław Półtorak
Główny ekonomista Bankier.pl
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Modivo upłynnia zapasy. Off-price przegoni CCC
Tematy

Komentarze (34)

dodaj komentarz
~Red Nostradamus
Pościelić dobrze łoże, odlać się i pójść spać - uwaga: nie odbierać telefonów od komornika (Broń Boże) i z Banku
~Damian
SkocznaBANK.pl Dla wszystkich tych, którzy zostali oszukani przez Banki i inne Instytucje Finansowe w Polsce.
~Ola
Omijajcie mBank - to największy naciągacz! Wiem bo mam kredyt hipoteczny od 3 lat i nie obniżają oprocentowania gdy spada libor!
Dnia 2009-03-27 o godz. 07:15 ~rav napisał(a):
> Omijajcie mBank - to największy naciągacz! Wiem bo mam
> kredyt hipoteczny od 3 lat i nie obniżają oprocentowania
> gdy spada libor!
Omijajcie mBank - to największy naciągacz! Wiem bo mam kredyt hipoteczny od 3 lat i nie obniżają oprocentowania gdy spada libor!
Dnia 2009-03-27 o godz. 07:15 ~rav napisał(a):
> Omijajcie mBank - to największy naciągacz! Wiem bo mam
> kredyt hipoteczny od 3 lat i nie obniżają oprocentowania
> gdy spada libor!
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witaj.
A moze oprocentowanie Twojego kredytu nie jest uzaleznione od liboru? Sa dwie opcje przy oprocentowaniu. Pierwsza: marza banku plus libor a druga bez liboru czyli bank sam ustala sobie oprocentowanie jakie chce biorac pod uwage sytuacje na rynku i oprocentowanie w innych bankach. Lepiej zajrzyj do swojej umowy. Tam znajdziesz paragraf wyjasniajacy jak Ci licza procenty. Pozdrawiam.
~Ola
Dnia 2009-03-27 o godz. 07:15 ~rav napisał(a):
> Omijajcie mBank - to największy naciągacz! Wiem bo mam
> kredyt hipoteczny od 3 lat i nie obniżają oprocentowania
> gdy spada libor!
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak mi
Dnia 2009-03-27 o godz. 07:15 ~rav napisał(a):
> Omijajcie mBank - to największy naciągacz! Wiem bo mam
> kredyt hipoteczny od 3 lat i nie obniżają oprocentowania
> gdy spada libor!
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak mi jeszcze przyszly do glowy dwie rzeczy. Pierwsza taka ze libor spada dopiero bodajze od grudnia albo stycznia tego roku, a wczesniej przez te 3 lata to tylko rósł. A druga taka ze libor przy kredycie nie jest zmieniany codziennie zgodnie z notowaniem na dany dzien tylko raz na miesiac przy liborze jednomiesiecznym lub raz na 3 miesiace przy liborze trzymiesiecznym. Dla przykladu Libor 3M (trzymiesieczny) dla okresu 01.01.2009-31.03.2009 to bedzie libor z dnia 30.12.2008 (bo 31.12 to juz chyba nie bylo notowan). A wiec nizszy libor bedziesz miec dopiero w okresie 01.04.2009-30.06.2009 i bedzie to libor z dnia 31.03.2009. Mam nadzieje ze ci pomoglam. Pozdrawiam.
~Argos
Biednemy zawsze wiatr w plecy a Bogatemu dabieł dzieci kołysze.
~koniec banków bliski
Odpowiedzialność ponosi także RPP i PAŃSTWO, bo stopy nie były cięte w czasie prosperity, to skutecznie zniechęcało Polaków do kredytów w PLN, a teraz będzie rozpierducha bo ludzie nie pozowlą się tak dymać i wkońcu wyjdą na ulicę. Pech chciał że najwiecej oberwie się bankom, a decyzje by wyciskać do zera klientów choć są dla banków Odpowiedzialność ponosi także RPP i PAŃSTWO, bo stopy nie były cięte w czasie prosperity, to skutecznie zniechęcało Polaków do kredytów w PLN, a teraz będzie rozpierducha bo ludzie nie pozowlą się tak dymać i wkońcu wyjdą na ulicę. Pech chciał że najwiecej oberwie się bankom, a decyzje by wyciskać do zera klientów choć są dla banków desperackim krokiem tylko przyśpieszą ich agonię, jak POLBANK, gdyż nik już temu bankowi nie zaufa.
Jak sobie wyobrażacie dlasze zaciąganie kredytów przez nowych klientów w POLBANKU albo chociażby wpłacanie tam depozytów lub utrzymywanie rachunków przez Kowalskich, wszystcy odwróca się od tej instytucji a dodatkowo będzie miała przesrane gdyż takie działania wzmogą kontrole KNF.
~defcon
odnośnie tego, iż renegocjacja kredytu jest dla banku bardzo trudna i ludzie powinni sobie z tego zdawać sprawe ze moga powiedzieć bankowi aby się sam martwił to on podejmował ryzyko przy udzielaniu kredytu za które my płacimy odsetki o tyle z tymi kredytami w alutowymi to opowiada Pan bzdury. Oczywiście udzielanie kredytów walutowych odnośnie tego, iż renegocjacja kredytu jest dla banku bardzo trudna i ludzie powinni sobie z tego zdawać sprawe ze moga powiedzieć bankowi aby się sam martwił to on podejmował ryzyko przy udzielaniu kredytu za które my płacimy odsetki o tyle z tymi kredytami w alutowymi to opowiada Pan bzdury. Oczywiście udzielanie kredytów walutowych ludziom z niskimi dochodami na 100% wartości mieszkania faktycznie jest powiedzmy nieco ryzykowne. O tyle przy odpowiednim poziomie dochodów uazam taki kredyt za opłacalny. Pozsuluje Pan aby udzielać kredytu w walucie w jakiej się zarabia czyli co moja pensja jest wyrażona w USD i przeliczana po średnim kursie na złotówki w jakiej walucie mam otrzymać kredyt???
~szlachcic
Kupilem mieszkanie za 500kpln - wzialem na nie kredyt 100% we frankach. Dzis mieszkanie warte jest 300kpln a kredyt 800kpln. Moze bank by sobie to mieszkanie zabral.
~Pelek
@szlachcic
Sorry tu nie stany. Z pensji będą Ci zabierać różnice jak im odeślesz klucze. :)
~KERUT
Zgodzę się na podpisanie nowych warunków jeśli bank zgodzi się przyjąć, że CHF ma wartość 2.17 PLN, taką przy której podpisywałem umowę kredytową

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki