Referendum w sprawie Brexitu solidnie namieszało zarówno w świecie polityki, jak i finansów. Na horyzoncie czają się kolejne wydarzenia polityczne, po których również nic może już nie być takie samo.


Zdecydowana większość inwestorów nie spodziewała się Brexitu. Widać było to zarówno po medialnych komentarzach, jak i przede wszystkim po nastrojach na rynkach. Rzeczywistość spłatała jednak figla i od tygodnia niemal wszyscy głowią się nad tym, jak będzie wyglądał świat bez Wielkiej Brytanii w UE.
Brexit to jednak nie koniec. Już teraz warto do kalendarza wpisać kolejne istotne daty (o brytyjskim referendum mówiło się od lat, a jego datę wyznaczono wiele miesięcy temu) oraz pamiętać o innych mieczach Damoklesa wiszących nad globalną polityką i rynkami finansowymi.
Pokłosie Brexitu
Triumf zwolenników Brexitu w ubiegłotygodniowym referendum był jedynie pierwszym (choć trzymającym w napięciu, co potwierdza nasza relacja na żywo) odcinkiem długiego serialu. Przed nami wiele kluczowych decyzji i zapewne także zwrotów akcji.
Wybór nowego brytyjskiego premiera, stanowisko władz Szkocji i Irlandii Północnej w sprawie wyjścia z UE (możliwe referenda za odłączeniem od Wielkiej Brytanii), pierwsze negocjacje ws. warunków Brexitu, reakcja potentatów branży finansowej (niewykluczone, że część opuści londyńskie City) – to tylko niektóre tematy, którymi będziemy żyli w najbliższych tygodniach.

Droga do wprowadzenia w życie decyzji Brytyjczyków jest daleka i wyboista i temat Brexitu jeszcze nie raz zabuja akcjami banków, kursem funta i innymi aktywami. Ponadto, inwestorzy będą wyczuleni na wszelkie sygnały o potencjalnych referendach w innych krajach. Już teraz najgłośniej mówi się o Szwecji, Holandii, Węgrzech, Danii czy Francji (o tej ostatniej więcej w dalszej części tekstu).
Wybory w USA, 8 listopada 2016 r.
Do tej pory Brexit jest bezsprzecznie najważniejszym wydarzeniem politycznym 2016 r. Przed końcem roku może się to jednak zmienić. Wszystko zależy od wyników wyborów prezydenckich w USA. Faworytem ośrodków sondażowych i bukmacherów pozostaje Hillary Clinton, jednak tyle już razy (szczególnie ostatnio) wybory kończyły się nieoczekiwanym rezultatem, że nikt rozsądny nie skreśla Donalda Trumpa. Tym bardziej, że w ciągu najgorętszych miesięcy kampanii wyborczej zdarzyć może się jeszcze naprawdę wszystko.
Gdyby biznesmen wygrał wybory prezydenckie, wówczas na rynkach z pewnością pojawiłoby się sporo niepewności – Trump składał w kampanii wiele kontrowersyjnych zapowiedzi (np. mur na granicy z Meksykiem, deportację imigrantów czy de facto wojnę handlową z Chinami). Ich realizacja skutkowałaby ucieczką inwestorów do bezpiecznych przystani. Sytuacja ta byłaby jednak o tyle wyjątkowa, że tym razem moglibyśmy nie obserwować napływu kapitału do dolara, co dzieje się często, gdy problemy mają Europejczycy czy Azjaci.
Oczywiście do programu Hillary Clinton również można mieć mnóstwo zastrzeżeń, jednak z całą pewnością to była pierwsza dama jest tym kandydatem, którego wybór wywołałby na Wall Street mniejszy niepokój.
Ważna informacja – wybory prezydenckie w USA odbędą się we wtorek, przez co rynki będą miały sporo czasu na burzliwą, być może, reakcję.
Wybory we Francji, pierwsza połowa 2017 r.
Wróćmy do Europy. O ile 2016 r. jest rokiem Wielkiej Brytanii, o tyle przyszły będzie rokiem kontynentalnych potęg. Na pierwszy ogień pójdą wybory prezydenckie we Francji, które odbędą się w kwietniu lub maju 2017 r. Rynki finansowe na ogół lubią spokój, a największe szanse na jego zmącenie związane są z ewentualnym wyborem Marine Le Pen, zaś szanse na reelekcję Francoisa Hollande’a wydają się być minimalne.
Gdyby przywódczyni Frontu Narodowego wprowadziła się do Pałacu Elizejskiego, sytuacja będzie jeszcze bardziej burzliwa niż w trakcie Brexitu. Francja to druga największa gospodarka strefy euro, a eurosceptyczna liderka sondaży przedwyborczych otwarcie opowiada się za powrotem do franka. Dodajmy do tego zapowiedź wyjścia z NATO czy zorganizowania referendum ws. wyjścia z UE i mamy przepis na rynkowy chaos.
Francuzi do urn pójdą także w czerwcu, kiedy wybierać będą nowy parlament. Podobnie jak w wyborach prezydenckich, system wyborczy oparty o dwie tury głosowania ogranicza szanse na dobry wynik Frontu Narodowego, jednak nie można wykluczyć, że przez rok szanse tego ugrupowania jeszcze wzrosną.
Wybory w Niemczech, 2016 r. i 2017 r.
Między sierpniem a październikiem 2017 r. wybory parlamentarne muszą się odbyć także w Niemczech. Poprzednia elekcja przyniosła klęskę FDP i wyłonienie się wielkiej koalicji CDU/CSU z SPD. Do przekroczenia progu wyborczego niewiele zabrakło Alternatywie dla Niemiec (AfD 4,7%). Obecnie sondaże wskazują, że eurosceptyczne ugrupowanie może być nawet trzecią siłą w parlamencie, a poparcie dla „starych” partii wyraźnie spadnie.
Przyszłoroczne wybory będą jednak przede wszystkim plebiscytem oceny polityki Angeli Merkel. Urzędująca kanclerz rządzi Niemcami już od 11 lat, a ostatnie miesiące przyniosły spadek poparcia dla jej polityki do rekordowo niskiego poziomu. Mimo licznych stanowisk w unijnej administracji, kanclerz Niemiec to najważniejsza osoba w UE i jeżeli zostanie nim ktoś o innych poglądach na UE niż Angela Merkel, wspólnota wejdzie w kolejny okres burzliwych zmian.
Nim nadejdzie czas wyborów do Bundestagu, urzędująca kanclerz przejdzie mini-sprawdzian w postaci wyborów lokalnych w Meklemburgii (4 września 2016 r.). Region ten jest istotny, ponieważ to w nim położony jest okręg wyborczy, z którego regularnie kandyduje Angela Merkel. Sondaże przewidują, że AfD może w tych wyborach uzyskać mocny, dwucyfrowy wynik, co potwierdziłoby siłę tej partii przed przyszłorocznymi wyborami.
Grecja, wielka niewiadoma
Od kilku lat obowiązkową pozycją na listach potencjalnych wydarzeń, które mogą wstrząsnąć rynkami, jest bankructwo Grecji. Temat był „wałkowany” niezliczoną ilość razy, lecz mimo ogólnego nim zmęczenia nie można udawać, że groźba bankructwa Hellady nie jest realna. Rozmowy na linii Bruksela-Ateny (z udziałem Frankfurtu, gdzie siedzibę ma EBC) toczą się nieustannie, jednak żadne techniczne ustalenia nie zmienią faktu, że potężny dług będzie ciążył Grecji jeszcze przez dziesięciolecia.
Alternatywą jest oczywiście redukcja zadłużenia, jednak na to może nie być zgody w innych państwach UE, szczególnie w perspektywie zbliżających się wyborów u kluczowych graczy. Inne rozwiązanie to Grexit i powrót do drachmy, co wywołałoby potężny wstrząs w strefie euro, szczególnie gdyby Ateny zdecydowały się na taki krok jednostronnie.
Michał Żuławiński































































