Gdy 5 lat temu przyznano Polsce organizację mistrzostw Europy, byłem na wrocławskim rynku (jeszcze jako student) i z euforią przyjąłem decyzję UEFA. Jako zagorzały kibic cieszyłem się razem z tłumem. Po latach patrzę na to już nieco inaczej i zadaję pytanie, czy warto tyle płacić za miesięczną imprezę.
| » Euro 2012 - najlepsze, co mogło się nam przydarzyć |
Radość z remisu z Rosją przypomniała dreszczowiec propagandowego oddawania odcinka autostrady A2. A przecież ani remis ze słabą Rosją, ani wybudowanie fragmentu drogi (na które przecież ten rząd miał z Unii największe środki w historii) nie mogą być uznane za sukces. Prezes spółki nadzorującej budowę Stadionu Narodowego otrzymuje premię za to, że stadion powstał, ale kilka miesięcy później bankrutują wykonawcy obiektu. Słyszymy, że autostrady budujemy drożej niż Niemcy, ale podwykonawcy muszą walczyć o wypłatę należności. Miasta goszczące Euro chwalą się stadionami i pełnymi strefami kibiców, ale znajdują się w czołówce najbardziej zadłużonych miast w Polsce.
Mistrzostwa Europy w piłce nożnej to jedna z największych imprez na świecie, która przyciąga kibiców, media i pieniądze. Realiści powiedzą, że to samograj, którego nie zepsuliśmy. Optymiści stwierdzą, że sukces Euro 2012 to efekt naszej dobrej organizacji. Cieszmy się, że dobrze mówią o Polsce, ale liczmy pieniądze i odrzućmy polski zwyczaj „zastaw się a postaw się”.
Grzegorz Marynowicz
Bankier.pl



























































