W statystykach innych dużych miast są podobne - po becikowe zgłasza się 50 procent rodziców. Inaczej jest w mniejszych miejscowościach. Na przykład w Chrzanowie, w województwie małopolskim, zapomogę odbiera 90 procent uprawnionych.
Jak wynika z wywiadów przeprowadzonych przez dziennik, wiele warszawianek czuje się upokorzonych zapomogą i nie zgadza się na obecny model polityki prorodzinnej państwa. Jedna z rozmówczyń gazety zdecydowała się odebrać becikowe po to, by przekazać je organizacji, która walczy o legalne prawo kobiet do aborcji. Inna, mama dwumiesięcznej córki, mówi, że wolałaby, aby zamiast becikowego zagwarantowano jej możliwość powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim - czytamy w "Życiu Warszawy".
Socjolog Kazimierz Krzysztofek oraz psycholog i socjolog dr Joanna Heidtman tłumaczą w gazecie, że niezgłaszanie się po becikowe w dużych miastach jest wynikiem lepszej sytuacji ekonomicznej ich mieszkańców. Wielu z nich uważa, że tysiąc złotych na niewiele starczy i nie zgłaszają się po jego odbiór - wyjaśniają specjaliści. Innym powodem może być brak czasu. Rodzice mają na odebranie pieniędzy trzy miesiące od daty narodzin dziecka. W wielu rodzinach obydwoje rodziców pracuje i nie nadążają z bieganiem po urzędach.
W założeniach becikowe miało wpłynąć na wzrost urodzeń. Świadczenie przysługuje wszystkim, którym urodziło się dziecko po 1 listopada 2005 roku. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w ubiegłym roku w Polsce urodziło się prawie 60 tysięcy dzieci więcej niż w 2005 roku. Nie jest to jednak zasługa becikowego, ale fakt, że dzieci zaczynają rodzić kobiety z wyżu demograficznego z początku lat 80.
"Życie Warszawy"/iar/ms/jędras
Źródło:IAR





























































