Nie tylko klienci indywidualni odczuwają wysokie ceny surowców energetycznych. Drogi opał dobija też ciepłownie. By przetrwać, powinny one podnieść ceny ciepła o 300 proc., ale "ludzie nie wytrzymają takich podwyżek" - informuje portal wnp.pl.


Opał jest horrendalnie drogi nie tylko dla zwykłych ludzi. Ciepłownie też mają problem ze wzrostem kosztów, a tym razem nie uda się przerzucić wzrostu kosztów na klientów.
Wiele ciepłowni nie będzie tej jesieni i zimy nawet na granicy rentowności. — Tu nie chodzi o brak zysków czy pieniędzy na podwyżki wynagrodzeń, ale o przetrwanie — podkreśla w rozmowie z portalem Dariusz Gierek, szef Regionalnej Sekcji Ciepłownictwa NSZZ Solidarność w Katowicach oraz wiceprzewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności. — Prognozy na ten, a zwłaszcza na przyszły rok są katastrofalne — dodaje.
Przeczytaj także
Spółki ciepłownicze przeprowadziły lub prowadzą ogromne inwestycje w gaz, a jego cena wzrosła o kilkaset proc. W efekcie zostaliśmy z potwornie drogim paliwem i kredytami zaciągniętymi na gazowe inwestycje. To, co miało być lekarstwem na rosnące koszty, może okazać się gwoździem do trumny - zaznacza przewodniczący.
Z danych katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu wynika, że węgiel dla sektora ciepłowniczego podrożał w ciągu roku o 72,2 proc. W kwietniu za tonę węgla ciepłownie płaciły średnio 481,63 zł, a to i tak mniej niż wynosi cena węgla na rynkach europejskich, tj. 320 USD/t, co daje ok. 1360 zł/t.

Jeśli chcemy ciepłych kaloryferów na jesieni, to już dziś rząd powinien zacząć działać. Inaczej możemy dostać szereg porad typu "zjedz owsiankę, przytul kota czy załóż drugi sweter" na wzór Brytyjczyków, jak oszczędzać ciepło i ogrzewać się, gdy w domu jest po prostu za zimno.
Nieopłacalne ciepło. Problemy polskiego ciepłownictwa
Energetyka, system ETS i wojna gazowa Rosji to jedne z najpopularniejszych zagadnień przewijających się w mediach w ostatnim czasie w zakresie krajowej i europejskiej polityki klimatyczno-energetycznej. Pewien nie mniej istotny sektor wydaje się być zapomniany, a stoją przed nim wyzwania nie mniejsze niż przed energetyką. Do tej pory ciepłownictwo implikowało jedynie na gospodarkę lokalną, więc było przez wielu bagatelizowane. Niedługo ma się to jednak zmienić i tu pojawiają się liczne problemy.
Według branżowych szacunków, które przytacza Dariusz Gierek, aby uniknąć strat, spółki ciepłownicze musiałyby podnieść ceny dla klientów indywidualnych nawet o 300 proc. Takich podwyżek nie zaakceptowaliby ani klienci, ani URE, który zatwierdza taryfy ciepłowniom i elektrociepłowniom.
Sytuacja jest trudna, a branża wskazuje, że jedynym ratunkiem dla niej może być rządowy system wsparcia. Kryzys energetyczny, którego obecnie jesteśmy świadkami, wynika z rosyjskiej inwazji na Ukrainę. O gospodarczych konsekwencjach tego konfliktu i tym, że to my zapłacimy za sankcje pisaliśmy jakiś czas temu.
JM
































































