Po III kwartałach ubiegłego roku Chiny miały deficyt na rachunku bieżącym i wielu wierzyło, że w globalnej gospodarce wkrótce nastąpi prawdziwy przełom - Państwo Środka przestanie notować regularne nadwyżki. Na razie nadzieje te okazują się płonne.


Chińczykom od lat zarzuca się, że wykorzystując "nieuczciwe" praktyki, sztucznie pompują eksport i ograniczają import, dzięki czemu wypracowują ogromną nadwyżkę handlową, będącą podstawą ich sukcesu gospodarczego. W rzeczywistości znaczenie sprzedaży towarów za granicę dla wzrostu gospodarczego kraju za Murem od lat jest wyraźnie przeceniane, a dużo większą rolę odgrywają inwestycje i konsumpcja wewnętrzna. Ponadto uwaga świata koncentruje się zazwyczaj na handlu towarami, tymczasem pełniejszy obraz wymiany z zagranicą daje rachunek bieżący, uwzględniający również przepływy usług oraz dochodów m.in. krajowych firm z działalności poza rynkiem macierzystym i zagranicznych na rynku krajowym, a także analogiczne wynagrodzenia pracowników.
Saldo rachunku bieżącego świadczy nie tylko o równowadze zewnętrznej gospodarki, ale i wewnętrznej - bilansie oszczędności i inwestycji. W kontekście Chin ta druga jest szczególnie istotna, gdyż za Murem wyczerpuje się dotychczasowy model rozwoju gospodarczego oparty na inwestycjach. Są one bowiem często zwyczajnie nieefektywne - Państwo Środka cierpi już na przerost mocy produkcyjnych, a infrastruktura jest niezwykle zaawansowana jak na poziom rozwoju kraju. Zmniejszenie inwestycji (np. w efekcie ograniczenia zadłużania) musi jednak oznaczać wzrost na rachunku bieżącym - "wysysanie" pieniędzy i miejsc pracy z zagranicy - chyba że spadnie także stopa oszczędności, czyli wzrośnie udział konsumpcji. Przemiana trwa, jest oficjalnie uznana przez władze w Pekinie za konieczną, ale jak zwykle w przypadku Chin odbywa się bardzo powoli, również dlatego, że napotyka na opór uprzywilejowanych grup.
W ubiegłym roku Chiny były o włos od zanotowania pierwszego od 25 lat deficytu na rachunku bieżącym i wydawało się, że przestawienie gospodarki na nowe tory przynosi pierwsze sukcesy. Bardziej wnikliwa analiza wskazywała jednak, że wynik ten jest m.in. skutkiem znaczącego wzrostu zakupów ropy naftowej i chipów, wynikającego raczej z chęci budowania zabezpieczenia na przyszłość niż bieżących potrzeb zwalniającej wszak gospodarki, szczególnie przemysłu.
W tym roku sytuacja wróciła do normy. Ze wstępnych danych SAFE wynika, że po 9 miesiącach chińska nadwyżka przekracza 143 ml dol. W samym III kwartale wyniosła niemal 55 mld dol. i była najwyższa od blisko 2 lat.
Przed nami IV kwartał, w którym w ostatnich latach nadwyżka jest największa, więc można się spodziewać, że w całym 2019 r. przekroczy 200 mld dol. Choć w ogromnej skali chińskiej gospodarki (oficjalny PKB rzędu 90 bln juanów, czyli ok. 13 bln dol.) może się to wydawać niewiele - niespełna 2 proc. wobec oczekiwanych 7 proc. w przypadku Niemiec - to w obliczu spowolnienia wzrostu oznacza dodanie ok. 1 p. proc. do tempa wzrostu PKB, pozwalając utrzymać go w okolicach 6 proc.
Jak zwykle w przypadku danych zza Muru ich interpretacja w dużej mierze zależy od nastawienia analityka. Powrót nadwyżki na rachunku bieżącym może być oznaką działania władz, starających się pobudzić koniunkturę i ograniczyć uzależnienie od zagranicy poprzez prowadzenie polityki substytucji importu w obliczu eskalacji konfliktu z Waszyngtonem. Z drugiej strony może świadczyć o wyraźnym spowolnieniu gospodarki, w obliczu którego maleje popyt na importowane dobra i usługi.
Z bilansu płatniczego ChRL wynika, że eksport rośnie nieznacznie, maleje natomiast import towarów i usług. Mniejsze wydatki chińskich turystów za granicą mogą świadczyć o pogorszeniu nastrojów i szykowaniu się na trudniejszą przyszłość, mogą również o sukcesach władz w ograniczaniu ucieczki kapitału, kamuflowanej często jako import usług turystycznych.
Z kolei dane chińskiego urzędu celnego wskazują, że spadek importu jest skutkiem przede wszystkim spadku wartości sprowadzanych z zagranicy półprzewodników (ilość bez zmian, wartość: -6,6 proc.). Import ropy nadal rośnie - ilościowo o 10,5 proc., ale wartościowo tylko o 1,5 proc. Zmniejszenie importu wygląda zatem na powodowane w dużej mierze spadkiem cen głównych "surowców" i zgromadzenie w ubiegłym roku wystarczających zapasów. To nie wyjaśnia jednak spadku importu z Europy, m.in. z Niemiec. Stąd do Chin trafia wiele dóbr służących do podtrzymywania czy zwiększania mocy produkcyjnych. To kolejne dane sygnalizujące problemy przemysłu za Murem.




























































