Chińczycy szykują w Polsce inwestycje o wartości blisko 2 mld zł

redaktor Bankier.pl

W ubiegłym roku Chińczycy zainwestowali w Polsce więcej niż przez poprzednie 15 lat łącznie. Wkrótce nad Wisłę mają zawitać kolejni inwestorzy zza Muru. Polska Agencja Inwestycji i Handlu prowadzi prace nad 6 chińskimi inwestycjami o łącznej wartości 409 mln euro. Ich finalizacja jest planowana w tym roku - mówi dr Krzysztof Senger, wiceprezes PAIH.

Maciej Kalwasiński, Bankier.pl: Pod egidą PAIH toczą się obecnie prace nad 6 chińskimi inwestycjami o łącznej wartości 409 mln euro. Czy może Pan zdradzić jakieś szczegóły tych projektów?

Krzysztof Senger: Obowiązuje nas tajemnica przedsiębiorstwa i dla tych negocjacji jest istotne, żeby tę tajemnicę zachować. W zeszłym roku obsłużyliśmy inwestycję grupy Hongbo w Opolu. Pokazaliśmy Chińczykom, że mają po drugiej stronie partnera do rozmowy o konkretnych inwestycjach w branży produkcyjnej.

Teraz rozmawiamy w podobnym obszarze, jesteśmy już na etapie rozmów o konkretnych zmiennych przy ocenie inwestycji. Pracujemy nad tym, żebyśmy mogli ogłosić więcej capexowych inwestycji bezpośrednich już w 2017 roku.

Wiceprezes PAIH Krzysztof Senger
Wiceprezes PAIH Krzysztof Senger (PAIH)

Wszystkie inwestycje będą w sektorze produkcyjnym?

Nie wszystkie, ale te najbardziej kapitałochłonne, stanowiące większość z tej kwoty.

Czyli kwota 409 mln euro nie rozkłada się na równomiernie na 6 inwestycji, ale są inwestycje większe, dominujące?

Tak.

Czy wiadomo, gdzie mogą być zlokalizowane inwestycje?

To jeszcze jest kwestia pracy. Na razie nie mogę tego zdradzić.

Rozumiem, że byłyby to raczej specjalne strefy ekonomiczne?

Są opcją. Specjalne strefy ekonomiczne są partnerem, który jest rozpoznawalny na świecie. Chińczycy sami rozwijają kraj przez SSE, więc dla nich ten instrument zachętowy jest zrozumiały. W momencie, gdy negocjujemy ze stroną chińską pakiet pomocowy, to dla nich zrozumiałym językiem jest język strefowy.

Będą to inwestycje typu greenfield, budowane od zera?

Mogę powiedzieć, że pracujemy najmocniej nad inwestycjami greenfieldowymi, bo teraz na takich  najbardziej nam zależy, żeby w ramach OBOR się pojawiły. Agencja zajmuje się inwestycjami greenfield i brownfield, czasami rozmawiamy o przejęciach. To nie będą przejęcia.

Finalizacja jest planowana w tym roku?

Tak.

Zdarza się, że inwestycje nie są finalizowane. Czy w przypadku tych 6 projektów może się okazać, że tak się stanie?

W tamtym roku Chińczycy zainwestowali w Polsce w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych ponad 500 mln dolarów, więcej niż przez poprzednie 15 lat łącznie. Mieliśmy dużą rozpiętość poziomów capexowych. Te inwestycje są inne rodzajowo.

Na czym polega różnica?

Na stopniu zaawansowania i przedmiocie rozmów. Potrafię rozróżnić bardzo wstępne rozmowy z Chińczykami od bardziej zaawansowanych. Teraz my pozwalamy sobie na zadawanie konkretnych pytań i otrzymujemy odpowiedzi, i można urealnić nakłady inwestycyjne. Nie przesądzam, że te inwestycje na 100% się u nas znajdą, ale to są realne inwestycje.

Czy należy się w decyzjach inwestycyjnych chińskich przedsiębiorstw doszukiwać motywów politycznych, np. promowania idei Nowego Jedwabnego Szlaku, czy są to decyzje czysto rynkowe, racjonalne ekonomicznie?

One Belt One Road jest największą geopolityczną strategią XXI wieku, przynajmniej w tej części świata. Chińczycy tym się różnią od Europejczyków, że planują na kilkadziesiąt lat. Pekin wyznaczył ogólną geopolityczną strategię, której celem jest powrót do zajmowanego przez większość historii miejsca w gospodarce światowej. Chińczycy poza dwoma wiekami byli potęgą.

Do tej strategii przypisano cztery korytarze handlowe, przebiegające przez: Rosję, centrum Azji, Pakistan i Azję Południowo-Wschodnią. Do tego dochodzi obszar transportu morskiego. To są trasy, na których wyznaczane są projekty infrastrukturalne w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku. Inicjatywie przypisano także wehikuły finansowe – Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych, którego członkiem jest Polska, Fundusz Jedwabnego Szlaku, BRICS Bank oraz Chiński Bank Rozwoju.

Kliknij, aby powiększyć
Kliknij, aby powiększyć (Puls Biznesu)

Chińskie firmy zawsze odwołują się do One Belt One Road. Tak jest wszędzie na świcie - jest strategia, do której przypisuje się inwestycję i dzięki temu obniża się ryzyko i koszt kapitału może być mniejszy. Prywatne przedsiębiorstwa odwołują się też do OBOR, żeby uzyskać akceptację rządu chińskiego. Zwrot z inwestycji także ma ogromne znaczenie - jest jednym z podstawowych czynników determinujących podjęcie decyzji inwestycyjnej przez cztery wspomniane przeze mnie instytucje finansowe.

AIIB będzie bardziej brał pod uwagę czynnik polityczny, tzn. będzie wymagał większych gwarancji rządowych pod udzielane kredyty. Kolorytu będzie dodawało to, że niektóre z państw na Szlaku nie mają dobrego ratingu inwestycyjnego, więc tym bardziej są ryzykowne. Dlatego ważne są relacje miedzy rządami i gwarantowanie po obu stronach spłaty tego zadłużenia. To w obszarze dużych inwestycji infrastrukturalnych – w drogi, porty itp.

Eksperci mówią o kiepskim stanie chińskiego sektora finansowego, wysokim poziomie zadłużenia. Teraz, gdy gospodarka nie rośnie już w tak szybkim tempie jak kiedyś, obawy są coraz silniejsze. Co będzie z Jedwabnym Szlakiem, gdy te problemy urosną do poziomu, gdy nie będzie się dało ich utrzymać pod dywanem?

To jest bardzo złożona kwestia. Co jeśli chińska gospodarka jeszcze bardziej się przegrzeje? Jest kilka scenariuszy. Jeden z nich, który jest bardzo prawdopodobny – tak jak nastąpiło schłodzenie dwucyfrowego tempa wzrostu gospodarczego, tak duży odpływ kapitału spowodował, że chińskie władze zaczęły studzić odpływ kapitału.

Współgra to z tym, że w Chinach jest bardzo dużo złego długu i zarządzanie tym długiem jest sporym wyzwaniem. To jest odpowiedź na pytanie, czy Chiny będą skłonne finansować bardzo ryzykowne projekty na całym świecie. Chińscy inwestorzy są takimi samymi inwestorami jak inni - patrzą na zwrot z inwestycji, banki też muszą mieć sound management.

Państwowa pomoc te problemy z niespłacanym długiem niwelowała. Patrząc na to, jak powoli postępuje ta inicjatywa, nie sądzę, żeby Chiny nierozsądnie inwestowały na świecie. Nie sądzę, żeby to się odbywało bez dużych gwarancji ze strony odbiorców tego długu – takich krajów jak Sri Lanka, Pakistan czy Laos.

Wracając jeszcze na nasze polskie podwórko - gwałtowna ekspansja chińskich przedsiębiorstw często wywołuje opór rządów krajów goszczących, podnoszących obawy związane z bezpieczeństwem ekonomicznym. Amerykanie mają specjalne ciało do weryfikacji zagranicznych inwestycji, Niemcy proponują wprowadzenie podobnego mechanizmu na poziomie Unii Europejskiej. W Polsce duże emocje wzbudziła niedawno informacja o chińskim inwestorze w Konsalnecie, firmie ochraniającej m.in. polskie bazy wojskowe. Czy nie należałoby wprowadzić rozwiązań prawnych zabezpieczających niektóre sektory przed chińskimi inwestycjami?

To jest bardzo dobre pytanie, czy powinniśmy próbować rozwiązywać to na poziomie narodowym, pojedynczego państwa członkowskiego, czy powinniśmy to zostawić na poziomie Komisji Europejskiej. Ze względu na niską skalę chińskich inwestycji w Polsce, nie musimy wychodzić przed szereg. Większe niepokoje mogą mieć duże państwa europejskie. Jestem daleki od tego obszaru działalności, ale zostawiłbym to na poziomie UE, zobaczył co zaproponuje Bruksela, mając duże doświadczenie w tym obrocie. To oni widzą jak inwestycje sprzed 3-4 lat wpłynęły na bezpieczeństwo.

Chińczycy zainwestowali więcej nie tylko na Zachodzie, ale i na Węgrzech. W zeszłym roku udało nam się za to przegonić Rumunię.

Dane i statystyki każdy ma swoje i trudno jest o nich rozmawiać. „The Economist” podaje, że wartość chińskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych wyniosła w zeszłym roku 240 mld USD, inne agencje koło 200 mld. Robi się z tego loteria, kto da więcej. Ale widać trendy. Jeżeli chodzi o Polskę – po serii wizyt ogólnych, strategicznych rozmów, zaczynają się spotkania i rozmowy o konkretnych projektach. Pierwszym wynikiem jest skala inwestycji w zeszłym roku.

Trend będzie kontynuowany?

Takie mamy oczekiwania, nad tym pracujemy. Jesteśmy ważnym elementem Nowego Jedwabnego Szlaku, dlatego że jesteśmy w najdalszym punkcie na trasie jednego z korytarzy. Dobrze by było w tym uczestniczyć, bo dywersyfikacja bazy handlowej i infrastrukturalnej nie zaszkodzi. Jeżeli chodzi o handel to jesteśmy bardzo uniocentryczni - ponad 2/3 polskiego handlu z UE i na pewno dywersyfikacja z Chińczykami nam nie zaszkodzi, a wręcz pomoże w negocjacjach ze starymi partnerami.

Przechodząc zatem do kwestii handlu z Chinami – udało się dogadać w sprawie eksportu polskich jabłek, a co z wieprzowiną?

Jest trudno, sprawy nie ułatwia afrykański pomór świń. Natomiast udało się z jabłkami, drobiem. Eksport do Chin nadal jest wyzwaniem. Chińczycy pracują nad tym, żeby zwiększyć swój eksport z powodu nadprodukcji w Chinach.

Nasze biuro w Szanghaju dwoi się i troi w kontaktach z chińskimi inwestorami, żeby pokazać zalety naszej żywności. Polska żywność to pierwszy intuicyjny obszar eksportu.

Co mamy do zaoferowania poza żywnością i miedzią?

Moim zdaniem to scena start-upowa, młodych firm technologicznych, które mogą stać się globalne od pierwszego dnia. Doświadczenia fintech, wszystkich technologii związanych z sektorem finansowym, transakcjami, bezpieczeństwem - to jest obszar, który jest najbardziej interesujący dla Chińczyków i eksport tych technologii jest moim zdaniem czymś, co możemy rozwijać.

Jeżeli mamy podnieść naszą gospodarkę z pułapki średniego rozwoju do opartej na innowacjach, próbowałbym robić przeskoki gospodarcze - nie bałbym się tego, żeby pokazywać Chińczykom naszą scenę start-upową, nie rezygnując oczywiście z promocji żywności.

Czy naszym celem powinna być redukcja bilateralnego deficytu handlowego, czy to powinien być raczej efekt uboczny rozwoju?

Ostatnio zmienia się myśl gospodarcza na świecie, widzę, że nawet w USA jest zmiana tego paradygmatu. Niwelacja bezpośredniego deficytu w obrocie dwóch gospodarek nie może być celem w gospodarce, jaką dziś mamy. Przy całej złożoności łańcucha dostaw, odbiorców, firm międzynarodowych, proste spojrzenie na wymianę handlową, niwelacja nie jest celem samym w sobie. Możemy przecież budować wspólnie pozycję eksportową z chińskimi firmami, które będą lokowały się w Polsce, a możemy wspólnie eksportować finalne produkty do Europy. Myślę, że nie musi być to nadrzędny cel dla Polski, żeby niwelować tą dysproporcję.

Jednak w przypadku Węgier czy Czech eksport do Chin rośnie bardziej dynamicznie.

Tak, w statystykach tak to wygląda. Te wysiłki, które do tej pory mamy, pokazują, że na razie nie niwelujemy tego bilansu. Myślę, że trzeba inaczej spojrzeć na strategię, zredefiniować, może tam są inne cele biznesowe, może inaczej moglibyśmy kapitalizować tę współpracę.

Rozmawiał Maciej Kalwasiński

Maciej Kalwasiński

Źródło:
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~AntoniCaracal

Słyszałem, że szykują kasę na BUMECH !
Całe szczęście, że jestem obładowany tym papierem.

! Odpowiedz
2 6 ~Wojciech

"Czyli kwota 409 mln euro nie rozkłada się na równomiernie na 6 inwestycji, ale są inwestycje większe, dominujące?

Tak."

Odpowiedź adekwatna do poziomu zadanego pytania. Pozdrawiam Redaktora.

! Odpowiedz
9 3 ~DV

Chińskie sklepy mają towar najniższej jakości , przy budowie dróg zbankrutowali . Po co oni nam tu ? Pewnie pracownikom zapłacą tyle co u nich .

! Odpowiedz
2 4 ~hh

Lepsi byliby macherzy z Platformy? Pomyśl.

! Odpowiedz
3 9 ~niestety

Niemcom, Francuzom, Hiszpanom za każde zainwestowane 1 euro musimy zapłacić 100 euro. Jesteśmy przez to niewolnikami i tanią siłą roboczą a wszystkie zyski wyprowadza się na zachód. Z kolei Rosja ma monopol na ropę i gaz. Niemcy i Rosja zrobią wszystko aby w Polsce chińskich inwestycji nie było. Łącznie z obalaniem rządu i wojną domową.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 16 ~tak_wewiórka_cwierk

Te "inwestycje"

to centrum dystrybucji na Europe-Wschód, podobne do Amazona...
Zatrudni poczatkowo 500, potem 1000 gl. Ukrainców
Pozwoli to sprzedawac taniej chinskie towary i wykonczyc europejska (w tym pozostala jeszcze polska) konkurencje...

! Odpowiedz
5 5 ~hajer

Dlaczego w naszym kraju da się inwestować komuchom ??? Władzo ogarnij się zanim będzie za późno !!!

! Odpowiedz
1 5 ~wieszcz

A myślisz, że w UE to kto rządzi jak nie komuchy? Partia socjal-liberalna (socjalizm z ludzką twarzą, której tak pragnął Wasz wieszcz gazetowy)

! Odpowiedz
2 7 ~haha

już "zainwestowali" w bumech ;)

! Odpowiedz
5 3 ~chinczyk

Chiny sanajbardziej strategicznym partnerem Polski, we wszystkich dziedzinach zycisa, jezeli d zis w to nie zainwestujemy to za 10 lat obudzimy sie z reka w nocniku, zawsze robilem biznesy z wielkimi, na malych szkpda czasu. chiny w 1956 nie dopuscily do interwencji zwiazku radzieckkiego w polsce, nikt przez ostatnie 100 lat nie wstawil sie za nami u rosji tylko chiny i oni maja teraz najwieksze pieniadze

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,2% IV 2019
PKB rdr 4,7% I kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,9% III 2019
Przeciętne wynagrodzenie 5 057,82 zł V 2019
Produkcja przemysłowa rdr 7,7% V 2019

Znajdź profil