REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Chcesz porównać kredyty? Nie patrz na reklamy

Michał Kisiel2012-09-17 12:04analityk Bankier.pl
publikacja
2012-09-17 12:04
Dodaj Bankier.pl w Google
W bankowych reklamach kredytów gotówkowych królują niskie procenty. Rzut oka na wydrukowaną dużą czcionką liczbę może jednak zmylić. Bardziej dociekliwi spojrzą na rzeczywiste oprocentowanie podane drobnym drukiem. Niestety podawane tam informacje nie zawsze są przydatne.

Praktyka reklamowania kredytów nie zmienia się od dawna – wzrok przyciągać ma okazyjne oprocentowanie nominalne, najlepiej jednocyfrowe. Najważniejsza część ogłoszenia znajduje się jednak na samym dole, gdzie miniaturową czcionką podaje się RRSO, czyli rzeczywistą roczną stopę oprocentowania. Wartości tej towarzyszą informacje o założeniach, dla których obliczono koszt pożyczanego pieniądza. Teoretycznie powinny nam one pomóc w porównaniu ofert różnych kredytodawców. W praktyce w każdym banku reklamowany przykład będzie inny.

Reprezentatywny przykład prowadzi na manowce

Ustawa o kredycie konsumenckim wymaga, aby w materiałach informacyjnych podawać wszystkie koszty pożyczanego pieniądza obliczone na tzw. reprezentatywnym przykładzie. Założenia przyjmowane do obliczeń nie mogą brać się z sufitu. Ustawodawca wskazuje, że powinny mieć swoje korzenie w bankowej praktyce i odpowiadać warunkom, na jakich bank udziela pożyczek w 2/3 zawieranych umów.

Spójrzmy na dwa przykłady mocno reklamowanych pożyczek. W pierwszym banku przykładowa kwota wynosi 25 747,50 zł, a w drugim - 16 276,25 zł. Banki wzięły sobie do serca ustawowy wymóg i miejsce ilustracji zajęła statystyka. Utrudnia to porównanie nawet bardzo zbliżonych do siebie produktów. Widocznie w pierwszym banku klienci pożyczają więcej, stąd spora różnica.

Reklama

Nie tylko kwoty przykładowych kredytów są mocno zróżnicowane. Dodatkowe warunki, od których zależy oprocentowania także zmieniają się bardzo znacząco w zależności od kredytodawcy. W pierwszym banku kredyt zaciągany jest na 5 lat, z ubezpieczeniem, a klient posiada u pożyczkodawcy ROR i to wcale w nie najtańszej opcji. W drugim banku termin spłaty jest 44-miesięczny, a kredytobiorca nie korzysta z rachunku, chociaż opłaca ubezpieczenie.

Wakacje na giełdzie

Szczegółów dowiesz się w banku

Przed zeszłoroczną nowelizacją ustawy o kredycie konsumenckim banki „tuningowały” przykłady podawane w reklamach. Z reguły obliczały je dla najbardziej korzystnej kombinacji warunków zakładając, że klient jest wiernym, długoletnim użytkownikiem innych produktów. Wymóg reprezentatywnego przykładu miał to zmienić i ułatwić klientom zorientowanie się, na jakich rzeczywiście warunkach bank udziela pożyczki. Niestety w praktyce spowodowało to jeszcze większe zamieszanie.

Nie oznacza to na szczęście, że reprezentatywny przykład jest zupełnie nieprzydatny. Można z niego wywnioskować, czego możemy się spodziewać po kredytodawcy. Jeśli w reklamie widzimy eksponowane wielką czcionką oprocentowanie 5,5%, a w podanym drobnym drukiem przykładzie oprocentowanie nominalne wynosi 15%, to jest to czytelny sygnał, że reklamowane warunki są dostępne dla nielicznych. Jeśli natomiast bank reklamuje pożyczki „bez dodatkowych kosztów”, a w przykładzie pojawiają się składki ubezpieczeniowe, to można podejrzewać, że aby otrzymać kredyt, trzeba będzie dodatkowo zapłacić.


»Kredyt we franku za rok mocno zdrożeje

Billboardy i telewizyjne reklamy mają tylko zwrócić naszą uwagę. Nawet najbardziej szczegółowy opis kosztów kredytu nie zastąpi symulacji przygotowanej specjalnie dla konkretnego klienta. Dlatego reprezentatywny przykład należy traktować raczej jako test uczciwości – im większa rozbieżność pomiędzy warunkami podawanymi w reklamie, a informacjami serwowanymi drobnym druczkiem, tym większa szansa, że kredytodawca próbując przedstawić się w dobrym świetle rozmija się z rzeczywistością
m.kisiel@bankier.pl

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Inni się boją, TFI PZU kupuje. Jak szukać spółek przyszłości na NewConnect?
Michał Kisiel
Michał Kisiel
analityk Bankier.pl

Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z psychologią finansów, analizuje, jak płacą i zadłużają się Polacy. Doktor nauk ekonomicznych, zwolennik idei społeczeństwa bez gotówki. Pomysłodawca finansowego eksperymentu "2 tygodnie bez portfela", w ramach którego banknoty i karty płatnicze zamienił na smartfona. Telefon: 501 820 788

Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki