Podczas gdy polskie banki ruszyły na kryptowalutową krucjatę, giełda NYSE zamierza uruchomić pierwsze ETF-y na bitcoina. Uruchomienie giełdowych funduszy oznaczałoby, że bitcoin zszedłby pod strzechy i stał się oficjalnie i legalnie dostępny dla drobnych inwestorów na całym świecie.
Nowojorska Giełda Papierów Wartościowych (NYSE) – licząca sobie 200 lat największa giełda świata – złożyła wniosek o uruchomienie pięciu funduszy ETF na bitcoina – wynika z powszechnie dostępnego formularza złożonego przez NYSE w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. We wniosku figuruje nazwa NYSE Acra odnosząca się do elektronicznego ramienia giełdy handlującego m.in ETF-ami. Państwowy nadzór giełdowy musi wyrazić zgodę na wprowadzenie do publicznego obrotu nowego instrumentu.
Propozycja NYSE zakłada wprowadzenie do notowań ETF-ów lewarowanych, zapewniających 125%, 150% lub 200% dziennych stóp zwrotu z naśladowanego benchmarku – w tym przypadku z ceny bitcoina. ETF-y są funduszami mającymi biernie odzwierciedlać dany benchmark (np. cenę akcji, surowca bądź indeksu) i są notowane na giełdzie na takich samych zasadach jak akcje. W ofercie mają znaleźć się także fundusze, które bazować będą na odwrotności zachowania bitcoina - jeżeli kryptowaluta potanieje, to ETF pójdzie w górę i vice versa.
Inwestowanie przez ETF-y
Jednostki ETF-ów są najprostszym i najtańszym sposobem inwestowania na rynkach zagranicznych. Z ich pomocą inwestor indywidualny może zarabiać (i tracić) na zmianach cen giełdowych indeksów, obligacji, surowców i walut, dywersyfikując swój portfel inwestycyjny.
Co prawda od grudnia w Stanach Zjednoczonych dostępne są kontrakty terminowe na bitcoina na regulowanych przez państwo i cieszących się wieloletnią tradycją giełdach CME oraz Cboe, ale to instrument przeznaczony dla instytucji finansowych i profesjonalnych inwestorów. Natomiast jednostki ETF dostępne są dla każdego inwestora posiadającego rachunek maklerski z dostępem do nowojorskiej giełdy. Czyli praktycznie dla wszystkich pełnoletnich Amerykanów i drobnych inwestorów zagranicznych - w tym także z Polski.
Jeśli SEC da bitcoinowym ETF-om zielone światło, to bitcoin stanie się pierwszą kryptowalutą, do inwestowania w którą bardzo wygodny dostęp zyskają szerokie rzesze inwestorów. Do tej pory w większości państw świata obrót i posiadanie kryptowalut były legalne, ale często brakowało oficjalnej „pieczątki” organów nadzoru. Bitcoin znalazł się więc w swoistej „szarej strefie” – niby jest legalny, ale nie można mieć pewności, czy jutro nie zostanie przez jakieś władze uznany za „element terrorystyczny” lub przestępczy.

Można także przypuszczać, że część inwestorów nie ufa dostatecznie bitcoinowym giełdom i chociaż NYSE udostępni jedynie instrument oparty na bitcoinie (posiadając ETF faktycznie nie wchodzi się w posiadanie aktywa, na którym on bazuje), to renoma giełdy może przyciągnąć nowych kupujących.
To właśnie pod pretekstem przeciwdziałaniu „praniu pieniędzy” i „terroryzmowi” niektóre polskie banki zaczęły wypowiadać umowy klientom prowadzącym kryptowalutowy biznes. Do antybitcoinowej krucjaty zachęcił bank nadzorca – Komisja Nadzoru Finansowego zaangażowała się w mocno tendencyjną kampanię zniechęcającą do kryptowalut i wysłała pismo do prezesów banków, zachęcając do wypowiadania umów rachunków bankowych. W grudniu BZ WBK wypowiedział jednemu ze swoich klientów zaangażowanych w handel kryptowalutami.
Na rynku kryptowalut prawdopodobnie mamy do czynienia z manią spekulacyjną. W 2017 roku cena bitcoina wyrażona w USD wzrosła o przeszło 1300%. Zmienność na nieregulowanym i zdecentralizowanym rynku kryptowalut jest ogromna. Zdarzały się też przypadki ataków hakerskich na prowadzące ten biznes giełdy, w wyniku których „znikały” bitcoiny klientów.
Krzysztof Kolany






























































