Bank of America we wtorek ogłosił plany zamknięcia centrów wsparcia biznesu w Meksyku, na Filipinach i Kostaryce. „The Wall Street Journall” donosi, że pracę straci trzy tysiące pracowników firmy.
Bank of America jest drugim pod względem aktywów bankiem w Stanach Zjednoczonych. To także jeden z pożyczkodawców najciężej doświadczonych przez kryzys finansowy. Od 2010 roku Bank of America prowadzi restrukturyzację: zamyka oddziały i zwalnia pracowników. Przez trzy lata zredukował zatrudnienie o 16%, czyli ponad 46 tys. osób.
Trzy tygodnie temu Bloomberg informował, że Bank of America planuje zwolnić co dwudziestego pracownika w dziale bankowości inwestycyjnej i obrotu instrumentami finansowymi. Miał to być efekt spadku obrotów na rynku długu oraz nowych regulacji ze strony amerykańskiego nadzoru, m.in. zabraniających bankom spekulacji na własny rachunek.
Grupowe zwolnienia w największych instytucjach finansowych w ostatnich latach nie należały do rzadkości. Według danych agencji Bloomberg tylko w ciągu ostatnich dwóch lat globalne firmy finansowe ogłosiły redukcję 317 tys. etatów. Bezpośrednią przyczyną jest spadek przychodów, czyli po prostu mniejszy popyt na usługi bankierów. W ujęciu makroekonomicznym jest to proces dostosowywania rozmiarów branży bankowej do potrzeb gospodarki i korekta anomalii, jaką był rozrost sektora finansowego w czasach kredytowego i spekulacyjnego boomu przed rokiem 2007.
Zapewne też nieprzypadkowo zarząd Bank of America ogłasza redukcję zatrudnienia na kilka dni przed publikacją wyników za pierwszy kwartał. Analitycy szacują, że zyski BofA spadły w pierwszym kwartale o 75% rdr, do zaledwie pięciu centów na akcję. Jeszcze w styczniu oczekiwano, że bank zarobi 30 centów na akcję.

K.K.
































































