Sceptycy nie kryli się ze swoim zdaniem i z góry skazywali bank na niepowodzenie. W tym czasie z sieci korzystało niespełna 8 proc. Polaków, a w momencie uruchomienia mBanku liczba rachunków internetowych we wszystkich bankach wynosiła zaledwie 53 tysięcy. Nowy bank zamierzał samodzielnie w ciągu roku zdobyć trzy razy tyle klientów. Zważywszy na szokujące z dzisiejszego punktu widzenia oprocentowanie depozytów, plan ten wydawał się co najmniej nierealny...
Po trzech latach działalności sukces banku znacznie przeszedł początkowe oczekiwania swoich twórców. Jak się okazuje nikt nie spodziewał się, że w tym czasie mBank zdobędzie ponad 540 tysięcy klientów i 2,5 mld depozytów. Co więcej z prostego banku, który początkowo miał służyć jedynie jako zwykła „skarbonka”, powoli przeistacza się w instytucję bankową, która coraz śmielej zaczyna konkurować z większymi bankami. Widać również, że bank walczy nie tylko o portfele swoich klientów, ale jako jeden z nielicznych chce wygrać batalię o ich serce. Konsekwentnie stara się na stałe odróżnić od wszystkich swoich konkurentów – zarówno tych tradycyjnych jak i wirtualnych.
Z drugiej strony trzeba jednak zauważyć, że pomimo popularności mBank nie odniósł do tej pory sukcesu finansowego. Próg rentowności (break-even point) w formule EBITDA osiągnie w br.. Istnieje kilka banków (w tym jeden tradycyjny z siecią placówek!), oferujących wyższe oprocentowanie depozytów. W związku z dynamicznym przyrostem klientów pod koniec ubiegłego roku pojawiały się problemy z utrzymaniem jakości obsługi klientów przez Call Center, a okres otwierania nowego konta mógłby zostać skrócony.
Dzisiaj mało kto wie lub pamięta, że korzenie mBanku sięgają instytucji, których żaden z klientów nawet by o to nie podejrzewał. Bo cóż wspólnego z tym wirtualnym bankiem może mieć na przykład bank PKO BP, albo Pekao S.A. czy w końcu Bank Handlowy? Jak się jednak okazuje, gdyby nie te instytucje, mogłoby nigdy nie dojść do powstania banku, który ze względu na ciągle rosnącą społeczność klientów już dzisiaj jest swego rodzaju fenomenem w polskiej bankowości. Precyzja wymaga również by stwierdzić, że z pewnością nie byłoby mBanku, gdyby nie jedna postać - kluczowa dla jego powstania. Osobą tą jest Sławomir Lachowski - wiceprezes BRE Banku ds. Bankowości Detalicznej. To właśnie jego oraz dwóch pomysłodawców Inteligo - Davida Puttsa i Andrzeja Klesyka, można uznać za ojców polskiej bankowości internetowej. To dzięki sile ich wizji i ciężkiej pracy ludzi z nimi współpracujących udało im się dokonać rzeczy wcześniej niewyobrażalnej. W przeciągu niecałych trzech lat udało im się zmienić ludzką mentalność i przekonać dużą cześć społeczeństwa, że banki elektroniczne to też prawdziwe banki i że warto skorzystać z ich oferty lub przynajmniej to rozważyć. Polska, ze swoimi jednymi z najwyższych cen na połączenia internetowe i dużo poniżej średniej światowej penetracją internetu przeżywa obecnie prawdziwy boom bankowości internetowej. Wszystko wskazuje też, że proces ten będzie trwał dalej, jakby na przekór wszystkim sceptykom. Ilość internautów obsługujących swoje konta bankowe w sieci znacznie przewyższyła nawet najbardziej optymistyczne prognozy ekspertów.
O ile dwaj dawni konsultanci McKinseya nie są już od jakiegoś czasu związani zawodowo z dalszym rozwojem Inteligo, o tyle prezes Lachowski nie spoczął na laurach i niedawno na łamach miesięcznika Havard Business Review Polska zakreślił kolejny wyrazisty cel – zdobycie przez swój wirtualny bank 1 miliona klientów. Zadane to wydaje się zgoła nieprawdopodobne, jednak mBank już tyle razy zaskakiwał nie tylko konkurentów ale i swoich twórców, że doprawdy trudno zawyrokować, czy cel ten ostatecznie będzie można zaliczyć do licznych sukcesów - czy też do kilku porażek, które również były udziałem banku. Sam prezes nie traci pewności i na trzecich urodzinach swojego „dziecka” powtórzył cel, jaki wyznaczył sobie, a przede wszystkim swoim pracownikom.

































































