REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Arthur Andersen znalazł się w ubiegłym roku na szczycie fali

2002-07-15 21:42
publikacja
2002-07-15 21:42
Dodaj Bankier.pl w Google
W ubiegłym roku w polskim sektorze bankowym firma Andersen radziła sobie jak wytrawny surfer – znalazła się na szczycie fali. Zaskoczyła ją jednak nawałnica, która przyszła z drugiej strony oceanu.

Dla polskiego Andersena 2001 to był jednocześnie najlepszy i najgorszy rok. Najlepszy, gdyż stał się niepodważalnym liderem w polskim sektorze bankowym. Przejął audytorską obsługę dwóch największych instytucji – PKO BP oraz Pekao SA. Tym samym zwiększył swój udział w tym sektorze do 41,2 proc. (biorąc pod uwagę sumę aktywów). Zdeklasował dotychczasowego lidera w sektorze – PriceWaterhouseCoopers – który zachował zaledwie 13,1 proc. udziału w rynku bankowym i pozostawił w tyle największego obecnie konkurenta w badaniu banków – KPMG.

Roszady

Był to jednocześnie rok najgorszy ze względu na głośne tarapaty, w które popadł amerykański Arthur Andersen LLP i spowodowany tym rozpad całej grupy Andersen Worldwide SC, która działała w 85 krajach. Pomimo, że większość dużych jednostek tej grupy, zwłaszcza z dużych krajów dąży do połączenia z KPMG, polski Andersen zdecydował się na mariaż z prawie zupełnie nie obecnym w polskich bankach, choć potężnym na świecie – Ernst&Young. Dla E&Y wydaje się być więc nabytkiem szczególnym – czy jednak uda mu się go gładko skonsumować i zatrzymać tak doskonałych klientów?

Najmniejszy kłopot będzie niewątpliwie z audytowanym przez polskiego Andersena Lukas Bankiem. E&Y od wielu lat bada sprawozdania głównego partnera z grupy Credit Agricole Polska, czyli Europejskiego Funduszu Leasingowego. Teraz więc będzie jeden audytor dla całej grupy. Tym bardziej, że analogicznie jest we Francji – tam dotychczas audytorem Credit Agricole był Andersen, który podobnie jak polski rewident również łączy się z Erns&Young. Nie wiadomo jednak, jaki będzie wybór dwóch największych klientów – PKO BP i Pekao. Kwestia, czy teraz współpracować z Ernst&Young, czy szukać nowego audytora, w obu instytucjach nie była jeszcze rozpatrywana. Przy czym dotychczas UniCredito Italiano, podobnie jak należący do niego Pekao, był audytowany również przez Andersena. Polski bank zapewnia, że wybór audytora przez włoskiego partnera nie miał wpływu na podobny wybór w Polsce, ale konkurencyjni rewidenci mówią, że UniCredito zdecydował się na Andersena w chwili, kiedy w skład rady dyrektorów tego włoskiego banku wszedł niedawny partner w firmie Andersen Italy. Ten wybór miał również objąć całą grupę. Jak wiadomo, włoski Andersen nie wycofał się jeszcze z rozmów z KPMG i może się okazać, że UniCredito trafi pod skrzydła tego audytora.

Cztery plus

Niektórzy wskazują, że teraz w Polsce już nie jest łatwo zmienić audytora. Po fuzji Andersena z E&Y wybór ogranicza się do czterech renomowanych nazw audytorów, choć na naszym rynku coraz bardziej uaktywnia się firma BDO, która w świecie ma niezłą markę, m.in. obsługiwała fuzję Hypo i Vereinsbanku, a w Polsce coraz bardziej umacnia swoją pozycję, m.in. pozyskując zlecenia od grupy BRE Banku. Prowadziła audyt Rheinhyp-BRE Banku Hipotecznego oraz masy upadłego Banku Staropolskiego, dla którego BRE Bank jest syndykiem. W przypadku audytorów, przynajmniej dla sektora bankowego, działa też zasada, aby nie wzmacniać tych, którzy już mają duży udział w rynku. To powoduje, iż szanse KPMG na przejęcie badania ksiąg któregoś z największych banków stają się raczej teoretyczne. Obsługuje on już bowiem trzy z pięciu największych banków i odnotowuje udział w sektorze na poziomie 33,1 proc. Trudno więc będzie pozyskać kolejne 20 proc. sektora bankowego.

Na rozdrożu jest również zmarginalizowany ostatnio PriceWaterhouseCoopers. Ma jeszcze szansę pozyskania PKO BP (w ubiegłym roku mówiono, że przejmie tego klienta od Andersena), ale w przypadku Pekao takiej szansy nie ma – bank ten w zeszłym roku zdecydował się na usługi Andersena, rezygnując właśnie z PWC. Na niezłej pozycji wyjściowej znajduje się wciąż słabo obecny w sektorze Deloitte&Touche, który z dużych banków obsługuje tylko Bank Gospodarki Żywnościowej.

Szukają winnego

Wpływ na ostateczny podział „mandatów” może mieć jeszcze inna sprawa, która ostatnio temat audytu wprowadziła na pierwsze strony gazet. Chodzi o Stocznie Szczecińską i jej rewidenta, którym był właśnie beneficjent fuzji z Andersenem – Ernst&Young. Jak niedawno informowała „Rzeczpospolita”, finansujące stocznię banki – wśród których są zarówno PKO BP jak i Pekao – badają możliwość wystąpienia na drogę sądową przeciwko E&Y. Banki zarzucają temu audytorowi, że nie informował w swoich opiniach, iż kredyty, które stocznia brała na budowę statków, przeznaczała na inne cele. To doprowadziło do utraty płynności i jej upadłości. E&Y odrzuca te oskarżenia, tłumacząc się, że wydawał opinię wyłącznie za rok 2000 i zajmował się zdarzeniami z tego okresu. – Chcielibyśmy zatem podkreślić, że imputowanie Ernst&Young wydania nierzetelnej opinii dotyczącej zjawisk, które nastąpiły w spółce w roku 2001 jest całkowicie nieuzasadnione. – pisze w swym oświadczeniu audytor.

Ta sytuacja nieco przypomina praktyki mające miejsce ostatnio za oceanem. Nie chodzi tylko o to, że sprawa Stoczni Szczecińskiej jest, jak to określił prezydent Kwaśniewski, „małym polskim Enronem”, ale o sposób, w jaki korporacje zaczynają ze sobą rozmawiać. Kończy się nić porozumienia, która dość nieźle oplatała nie tylko sektor finansowy, do gry wchodzą teraz wzajemne groźby i pozwy sądowe.

Nie tylko audytorzy

W Polsce, podobnie jak w USA, pod ostrzałem znaleźli się wszakże nie tylko rewidenci. Dostało się również domom inwestycyjnym, które za oceanem krytykują zarówno korporacje jak i inwestorzy. Te pierwsze uważają, że zostały namówione na niekorzystne fuzje i przejęcia, a ci drudzy zarzucają, że namówiono ich na bardzo niekorzystne przedsięwzięcia, szczególnie związane z internetem, IT oraz telekomunikacją. W Polsce, w podobnym tonie odbywa się batalia wokół nieudanej emisji akcji spółki ITI. Akcje sprzedawano w przedziale cenowym 9,75 – 14 zł. Większość domów inwestycyjnych przedstawiało jednak wyceny średnio o 2 - 3 zł niższe, niż dolny zakres tych widełek. Rekordzistą w tym względzie był Erste Securities który wycenił akcje ITI na 4 zł. Sprawą tych zawiłych szacunków ceny zajęła się Komisja Papierów Wartościowych i Giełd, a szefowie ITI sugerują, że takie, ich zdaniem nieuczciwe wyceny, mogły przyczynić się do fiaska emisji.

Jedno nie ulega wątpliwości – zarówno w przypadku stoczni jak i koncernu medialnego ktoś musiał się pomylić. Mogą to być doradcy, którzy zamiast zająć się opisywaniem rzeczywistości, zdecydowali się na jej tworzenie. Mogą to być również kapitaliści, którym ta rzeczywistość nie bardzo się podoba i próbują się z nią bić. To niewątpliwie nasila fobię, jaka ostatnio ogarnęła Amerykanów.

Filip Kowalik
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Rodzinne urodziny Zygmunta Solorza we Florencji. Czy to zwiastun końca sporu o sukcesję?
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki