Dow Jones i S&P 500 zakończyły pod kreską drugą sesję z rzędu. Choć spadki były minimalne, był to pierwszy taki przypadek od listopadowych wyborów prezydenckich.


Dow Jones oddał 0,12% i oddalił się na przeszło 81 punktów od magicznej bariery 20 000 pkt. W środę DJIA stracił 0,16% - w ten sposób najstarszy giełdowy indeks świata odnotował dwie (minimalnie) spadkowe sesje z rzędu. Co w tym dziwnego?
W normalnych czasach absolutnie nic. Ale po 8 listopada Dow Jones rósł niemal bez przerwy i ani razu nie zakończył pod kreską dwóch sesji z rzędu, łącznie zyskując prawie 14%. Przerwanie tej passy tylko pokazuje, jak silne są opary optymizmu unoszącego się nad Wall Street.
Choć na razie jest stanowczo zbyt wcześnie, aby mówić o korekcie post-trumpowej zwyżki, widoczna w ostatnich dniach słabość amerykańskiego rynku może skłaniać do refleksji. Jednakże Amerykanie nie byliby sobą, gdyby przed końcem roku jeszcze przynajmniej raz nie spróbowali ataku na 20 000 pkt. na Dow Jonesie.
Czwartek obfitował w publikacje makroekonomiczne. Pozytywnie zaskoczyła druga już rewizja danych o PKB za trzeci kwartał, w którym największa gospodarka świata rosła w najszybszym tempie od dwóch lat. Nieźle zaprezentowały się inwestycje, z którymi w tym roku Amerykanie mieli spore problemy. Zamówienia w przemyśle na dobra trwałego użytku z wyłączeniem środków transportu zwiększyły się w listopadzie o 0,5% mdm wobec oczekiwanych 0,2% i 0,9% w październiku. Jedynym minusem była stagnacja dochodów Amerykanów – ekonomiści liczyli na wzrost o 0,3% mdm po zwyżce o 0,5% mdm miesiąc wcześniej.

Do końca 2016 roku w Nowym Jorku pozostało pięć giełdowych sesji. Dzięki listopadowym i grudniowym wzrostom bilans roku prezentuje się całkiem nieźle. Dow Jones jest na plusie o 14,3%, S&P 500 zyskuje 10,6%, a Nasdaq 8,8%.
Krzysztof Kolany






























































