Bardziej „gorący” od oczekiwań odczyt inflacji CPI w teorii powinien schłodzić nadzieje na głębokie cięcia stóp procentowych w Rezerwie Federalnej. Ale tak się nie stało, dzięki czemu nowojorskie giełdy wybroniły się przed poważnymi spadkami.


Zgodnie z oczekiwaniami wydarzeniem dnia była publikacja grudniowych statystyk inflacji CPI w Stanach Zjednoczonych. Ale wbrew oczekiwaniom większości ekonomistów i inwestorów roczna dynamika CPI przyspieszyła znacznie bardziej niż trochę. A konkretnie: z 3,1% do 3,4% wobec konsensusu na poziomie 3,2%. Więcej na ten temat piszemy w tekście zatytułowanym „Inflacja w USA wzrosła mocniej, niż tego oczekiwano”.
Początkowa reakcja rynków finansowych była podręcznikowa. Dolar się umocnił, a rentowności obligacji skarbowych USA wzrosły, a giełdowe indeksy zaczęły spadać. To logiczne, skoro wyższa inflacja powinna zniechęcić oficjeli z Rezerwy Federalnej do zbyt szybkich obniżek stóp procentowych, których tak mocno oczekuje Wall Street.
Ale potem stało się coś dziwnego. Traderzy z rynku terminowego wręcz nasilili swoje oczekiwania na głębokie cięcia stóp procentowych. O ile jeszcze w środę szanse na sześć 25-punktowych obniżek stopy funduszy federalnych były wyceniane na 37,4%, tak po czwartkowej sesji było to już 39,3% - wynika z danych FedWatch Tool. Reakcja taka wydaje się być bez sensu.
Tak samo jak nagły zwrot na rynku długu. W reakcji na statystyki CPI rentowność 2-letnich obligacji rządu USA wzrosła (czyli ich ceny spadły), by później bardzo mocno spaść – w sumie o ok. 10 pb. Ten mocno zastanawiający spadek rynkowych stóp procentowych sprawił, że ceny akcji na Wall Street znów zaczęły rosnąć. S&P500, który momentami spadał o blisko 1%, ostatecznie zakończył dzień utratą zaledwie 0,07%. Nasdaq powrócił do poziomu z środowego zamknięcia, a Dow Jones zyskał symboliczne 0,04%.
To o tyle zastanawiające, że analitycy tłumaczyli końcoworoczny rajd na Wall Street właśnie oczekiwaniami na „gołębi” zwrot Fedu. Tymczasem uporczywie wysoka inflacja i na pierwszy rzut oka wciąż mocny rynek pracy sprawiają, że Powellowi i spółce brakuje argumentów za poluzowaniem polityki monetarnej. A już z pewnością nie za bardzo jest czym poprzeć obniżkę FFR w oczekiwanym przez rynek wymiarze 100-125 pb. do końca roku.
W grze pozostaje jednak drugi czynnik na dłuższą metę determinujący wycenę giełdowych spółek. Czyli zyski przez nie generowane. A te w założeniach analityków mają w tym roku zdecydowanie wzrosnąć. Rynkowy konsensus zakłada, że w 2024 roku zyski spółek przypadających na indeks S&P500 sięgnął 244,4 USD i będą o ponad 11% wyższe niż w roku ubiegłym. Sezon raportowy na Wall Street rusza już w najbliższy wtorek, 16 stycznia.





























































