Wygląda na to, że amerykańska budowlanka swój epokowy kryzys ma już za sobą. Choć aktywność deweloperów pozostaje na poziomach sprzed pół wieku, to poprawa postępuje coraz szybciej. We wrześniu liczba wydanych pozwoleń budowlanych była o 45% większa niż przed rokiem, a liczba rozpoczętych budów wzrosła o 35% rdr.
Choć obie kategorie okazały się o przeszło 10% wyższe od oczekiwań ekonomistów, to entuzjazm wywołany jednym raportem rządowego Biura Cenzusowego rychło może się okazać przesadzony. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że za trzy tygodnie odbędą się w USA wybory prezydenckie, a mniejsze lub większe manipulacje rządowymi statystykami nawet w Ameryce nie należą do rzadkości.
Źródło: Bankier.pl
Jednak tym razem nieco już zapomniane dane z budownictwa zrobiły piorunujące wrażenie na graczach z Wall Steet. Kilkuprocentowe zwyżki notowań deweloperów napędziły wzrosty na szerokim rynku. S&P500 poszedł w górę o 0,4% i od wrześniowego szczytu hossy dzieli go już niespełna 1%.
| »USA: zamachowiec próbował wysadzić w powietrze budynek Fedu |
Znacznie słabiej wypadły obciążone spółkami technologicznymi Nasdaq i Dow Jones, które zyskały mniej niż 0,1%. To efekt rozczarowania zarówno wynikami jak i prognozami tuzów z sektora hi-tech. Kurs Intela spadł o 2,8%, a notowania IBM-a zanurkowały o niemal 5%. Martwią przede wszystkim zachowawcze prognozy sprzedaży w obu spółkach, które można uznać za barometry koniunktury gospodarczej nie tylko w Stanach Zjednoczonych.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl































































