Uwolnieni z lockdownów Amerykanie w maju tłumnie ruszyli na zakupy, realizując czeki wysłane przez Wuja Sama. Jednakże gdy tylko „koronawirusowe” wsparcie się skończy, amerykański konsument nie będzie w stanie utrzymać poziomu życia sprzed marca 2020.


Majowe dane o dochodach i wydatkach Amerykanów stanowiły odwrotność raportu za kwiecień. Wydatki podskoczyły o 8,2% mdm po spadku o 12,6% mdm odnotowanym w kwietniu. Są to wyniki w żaden sposób nieporównywalny z danymi historycznymi – do marca 2020 roku zmiana tego wskaźnika o 0,5% mdm uchodziła za bardzo dużą.
Majowy wzrost wydatków był najsilniejszym w sięgającej roku 1959 historii tych statystyk, ale mimo to wciąż były one aż o 9,3% niższe niż przed rokiem. Za majowym wzrostem stały zarówno realizacja odroczonego popytu (w kwietniu wiele sklepów było zamkniętych), ale też nadzwyczajne wsparcie fiskalne. W kwietniu Amerykanie otrzymali od rządu czeki opiewające na 1200 USD per capita.
W rezultacie kwietniowe dochody Amerykanów odnotowały bezprecedensowy skok o 10,8% mdm. Do tego należy doliczyć hojne federalne dopłaty do stanowych zasiłków dla bezrobotnych (600 USD tygodniowo). W maju kurek z pieniędzmi podatników został przykręcony, a dochody ludności Stanów Zjednoczonych zaliczyły spadek o 4,2% mdm. A to i tak wyraźnie mniej od oczekiwanych przez ekonomistów -6% mdm.
Zatem po wyczerpaniu się koronakryzysowych stymulantów Amerykanie nie będą w stanie utrzymać konsumpcji na dotychczasowym poziomie. Z blisko 22 mln etatów, które zniknęły z gospodarki w marcu i kwietniu, wiele nie wróci już nigdy. A wiele innych będzie powracać miesiącami i latami. W rezultacie po stronie dochodów osobistych z wyłączeniem transferów socjalnych zieje ogromna dziura, w maju szacowana na ponad bilion dolarów w ujęciu annualizowanym.

Lecz pełny jej wpływ na konsumpcję zapewne zobaczymy dopiero latem lub jesienią, gdy wyczerpią się transfery socjalne sfinansowane z pieniędzy „dodrukowanych” przez Rezerwę Federalną. Rządowa dopłata do zasiłków dla bezrobotnych (600 USD na tydzień) zakończy się już 31 lipca. I wtedy dopiero zacznie się prawdziwy recesyjny ból.
Krzysztof Kolany






























































