Nowojorskie indeksy wykonały ostry zwrot „na południe” po tym, jak w ubiegłym tygodniu nie powiodła się próba ataku na historyczny szczyt. W cieniu spadków na Wall Street znów błyszczy złoto, które w poniedziałek osiągnęło najwyższe ceny od miesiąca.


S&P500 spadł trzecią sesję z rzędu, tym razem o 0,81%, kończąc handel tylko tuż powyżej dziennego minimum, na wysokości 2.079,06 pkt. Była to brutalna konsekwencja wydarzeń z ubiegłego tygodnia, gdy zabrakło chętnych na kupowanie akcji po niemal rekordowo wysokich cenach i przy wycenach bliskich poziomom charakterystycznym dla baniek spekulacyjnych.
W wielu komentarzach i analizach dyżurnym straszakiem pozostaje Brexit po tym, jak kolejne sondaże wskazują na przewagę zwolenników wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.
Ale prawdziwym źródłem niepewności jest Rezerwa Federalna. Zdaniem inwestorów z rynku terminowego Fed znów nie odważy się dokonać drugiej w ciągu dekady podwyżki stóp procentowych w USA. Prawdopodobieństwo podwyżki jest wyceniane na 2% - wynika z obliczeń FedWatch Tool.
Na rosnącej niepewności politycznej w Europie i rosnących szansach na utrzymanie ultra-luźnej polityki monetarnej w Ameryce korzysta złoto. W poniedziałek notowania kontraktów terminowych na królewski metal wzrosły o 0,85%, do 1.286,80 dolarów za uncję.

W przypadku cen wyrażonych w USD był to najwyższy poziom od miesiąca, ale już licząc w euro, złoto było w poniedziałek najdroższe od marca. A dla inwestorów rozliczających się w funtach brytyjskich żółty metal osiągnął najwyższą cenę od trzech lat! Także stawki w PLN zbliżyły się do trzyletnich maksimów, przekraczając pułap 5.000 polskich złotych za uncję złota.































































