Nie powiodła się próba pobicia zeszłorocznego rekordu wszech czasów przez indeks S&P500. Piątkowa sesja przyniosła srogi odwrót obozu byków i pęknięcie pompowanego od trzech tygodni giełdowego balonika.


Patrząc na wykresy widać, że losy piątkowej sesji najprawdopodobniej rozstrzygnęły się już we wtorek, gdy zabrakło chętnych na kupowanie S&P500 w strefie powyżej 2.100 punktów. Potwierdzeniem tego faktu była sesja środowa, a piątek był jedynie ich konsekwencją.
S&P500 stracił w piątek 0,92%, wycofując się poniżej 2.100 punktów. Dow Jones po spadku o 0,67% znalazł się poniżej psychologicznego poziomu 18.000 punktów. Nasdaq oddał najwięcej – bo aż 1,29% - i pozostał poniżej granicy 5.000 pkt.
Od roku amerykański rynek akcji utrzymuje się w trendzie bocznym, choć na brak zmienności nie można narzekać. S&P500 oscyluje w przedziale 1.800-2.100 punktów przy bardzo „hojnych” wycenach. Przy obecnych poziomach 500 największych amerykańskich spółek wyceniane jest na przeszło 24-krotność zysków za ostatnie cztery kwartały. Drożej było tylko podczas bańki internetowej.

Wall Street może teraz przejść w stan oczekiwania. W nadchodzącym tygodniu czeka nas publikacja ważnych danych makroekonomicznych z USA (sprzedaż detaliczna, inflacja CPI) i przede wszystkim posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku decydującego o stopach procentowych. Według obliczeń FedWatch Tool prawdopodobieństwo podwyżki stopy funduszy federalnych na czerwcowym posiedzeniu FOMC wynosi zaledwie 2%.




























































