Energia elektryczna jest w Afganistanie ogromnym problemem. W wioskach nie ma jej wcale, a w dużych miastach jest zaledwie przez dwie godziny dziennie. Afganistan nie ma bowiem pieniędzy, by kupić odpowiednio dużo prądu z Kazachstanu czy Turkmenistanu.
Akmal Wardak z jednej z firm w Kabulu zajmującej się montowaniem baterii słonecznych mówi w rozmowie z Polskim Radiem, że takie źródła energii doskonale sprawdzają się w Afganistanie. "Przez większą część roku mamy mocne słońce. Mamy też rejony, gdzie jest bardzo wietrznie. Na przykład w Heracie w ciągu roku jest 120 dni silnego wiatru. Dlatego w jednym miejscu możemy produkować energię z wiatru, a w innym instalować baterie słoneczne" - podkreśla Wardak.
Energią słoneczną zajmuje się również misja Polskiej Akcji Humanitarnej w Afganistanie. Olga Mielnikiewicz z PAH podkreśla jednak, że na razie niewielu Afgańczyków może pozwolić sobie na taką inwestycję. "Stać na to tylko duże organizacje międzynarodowe, Bank Światowy czy rządy innych krajów. Tylko takie instytucje kupują te urządzenia" - dodaje Mielnikiewicz.
Problemem jest też bezpieczeństwo. Żadna z firm nie zdecydowała się bowiem na założenie baterii słonecznych w rejonach, gdzie trwają walki z talibami.
Źródło:IAR





























































