Prezydent USA Donald Trump, machając zieloną flagą, rozpoczął w niedzielę wyścigi serii IndyCar ulicami Waszyngtonu. Wcześniej razem z pierwszą damą Melanią przejechał w prezydenckiej „Bestii” pierwsze okrążenie trasy. Organizatorzy i uczestnicy podkreślają, że to zawody jedyne w swoim rodzaju.


Zawody Freedom 250 Grand Prix w Waszyngtonie są częścią obchodów 250. rocznicy niepodległości USA. Organizatorzy szacowali, że wydarzenie zgromadzi ok. 140 tys. widzów dziennie. Darmowy bilet na wydarzenie można było wygrać w losowaniu, zaś karnety w strefie VIP oferowano w cenie 5,5 tys. dolarów.
W sobotę odbyły się próbne starty, a w niedzielę po południu rozpoczęło się główne wydarzenie z udziałem 25 kierowców.
Tego rodzaju wyścigi ulicami amerykańskiej stolicy odbywają się po raz pierwszy. Trump w rozmowie z Fox News, przeprowadzonej tuż przed startem na torze wyścigowym, podkreślił, że właściciel IndyCar Roger Penske chciał zorganizować taki wyścig od 20 lat. - A kiedy zwrócił się do mnie, zajęło mu to 15 minut - dodał. Prezydent przyznał, że skala wydarzenia okazała się dużo większa niż planowano.
- Trasa jest piękna. Początkowo planowaliśmy, by prowadziła wokół Kapitolu, ale obecna trasa okazała się dużo lepsza. Chcę, żeby wszyscy byli bezpieczni i dobrze się bawili - powiedział.

Prezydent powitał się z kierowcami, a następnie kolumna prezydencka przejechała powoli pierwsze okrążenie trasą. Trumpowie jechali w prezydenckiej limuzynie nazywanej „Bestią”.
- Kierowcy, na miejsca! - wezwała zawodników burmistrzyni Waszyngtonu Muriel Bowser. Trump zamachał na start zieloną flagą.
Nad Waszyngtonem na niedzielę zaplanowano siedem okolicznościowych przelotów samolotów, w tym prezydenckiego Air Force One i bombowca B-2. Okoliczne lotnisko im. Reagana wstrzymało na kilka godzin loty. W związku z wydarzeniem zamkniętych jest wiele ulic w centrum miasta.
Wyścigowe bolidy wystartowały w okolicy Kapitolu. Zawody będą liczyć 147 okrążeń, a łączna długość trasy to ok. 400 km. Organizatorzy i goście podkreślają, że takiego wydarzenia można doświadczyć tylko raz w życiu.
Jak podały w czwartek „Washington Post” i ABC News, organizatorzy tygodniami przygotowywali tor wyścigowy o długości 2,67 km. W ramach przygotowań położono nową nawierzchnię i przyspawano ponad 200 włazów znajdujących się na trasie. Ma to zapobiec ich poderwaniu, gdy auta będą przejeżdżać nad nimi z dużą prędkością.
Gdyby włazy nie zostały przyspawane, działałyby jak szybkowar pod ciśnieniem – powiedział Neil Johnson, profesor fizyki na George Washington University. - Mogłyby zostać wystrzelone w samochód niczym pociski balistyczne – powiedział. Według niego prawdopodobnie zabiłoby to kierowcę.
Trasa prowadzi wokół parku National Mall, gdzie mieści się wiele muzeów i pomników. Narodowa Galeria Sztuki przeprowadziła badanie, by sprawdzić, jaki wpływ wibracje będą miały na jej kolekcję, lecz nie ujawniła wyników inspekcji. Zapewniono, że podjęto kroki, by zagwarantować bezpieczeństwo pracownikom, gościom i zbiorom.
Wyścigi mają zwieńczyć letnie obchody rocznicowe, które rozpoczęto w czerwcu galą mieszanych sztuk walki, zorganizowaną przy Białym Domu.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)
ndz/ zm/































































