5,6 miliarda ludzi, czyli 80% ludności świata na przeżycie jednego dnia ma nie więcej niż 10 dolarów dziennie. Połowa z nich nie dostaje więcej niż 2 dolary. Tymczasem zysk netto 100 najbogatszych ludzi świata w samym 2012 roku wyniósł 240 miliardów dolarów. Według Oxfam, organizacji walczącej z ubóstwem na świecie, ta kwota wystarczyłaby, by raz na zawsze rozwiązać problem biedy na naszej planecie. Zupełnie tak, jak 100 milionów (przed denominacją), które każdemu Polakowi chciał dać Lech Wałęsa.
Ile to jest 240 miliardów?
![]() | » Niemcy szykują plan awaryjny |
Gdy mówimy o problemie ubóstwa na świecie, myślimy przede wszystkim o Afryce. Tymczasem poniżej granicy 10 dolarów dziennie żyje również... ponad 60 procent Polaków. Prawie 12 procentom mieszkańców naszego kraju do przeżycia muszą wystarczyć mniej niż 4 dolary dziennie!
Zobacz także
Ile kosztuje praca
Prezydent RPA Jacob Zuma przedstawił rok temu plan, dzięki któremu w ciągu siedmiu lat w jego kraju ma powstać 5 milionów miejsc pracy. Aby tego dokonać, w gospodarkę zostanie wpompowane około 3,6 miliarda dolarów. Gdybyśmy założyli, że są to realne koszty utworzenia tych miejsc pracy, zainwestowanie wspomnianych 240 miliardów dałoby 333 miliony miejsc pracy. Zakładając nawet, że z jednej pensji utrzyma się 5 osób, rozwiązałoby to problem „jedynie” 1,5 miliarda ludzi. Czyli tych, którzy żyją za nie więcej niż 1,25 dolara dziennie.
Oczywiście ta konstrukcja jest czysto teoretyczna. Po pierwsze, nie da się realnie wycenić kosztów utworzenia miejsca pracy dla takiej liczby ludzi, ponieważ specyfika każdego kraju jest inna. W Polsce największymi kosztami będą na przykład budowa hali produkcyjnej oraz poniesienie kosztów podatkowych. W Demokratycznej Republice Konga może nas wcześniej czekać budowanie drogi i infrastruktury energetycznej oraz... wynajęcie ochrony.
![]() | » Europejskiej integracji należy bronić ze wszystkich sił |
Dobrobytu nie buduje się wyłącznie rozwojem miejsc pracy. W krajach Trzeciego Świata problemem jest niestabilna sytuacja polityczna, brak bezpieczeństwa publicznego, a co za tym idzie – bardzo słabo rozwinięty rynek. Nawet zapewnienie wszystkim mieszkańcom świata miejsc pracy nie rozwiąże problemu ubóstwa, ponieważ niezrównoważona gospodarka bardzo szybko ugnie się pod takimi zagrożeniami, jak hiperinflacja, korupcja czy nadpodaż niektórych produktów.
Budżetowy Robin Hood
Oxfam w swoim raporcie podaje też sposoby na to, jak przekazać biednym pieniądze bogatych. Trzy pomysły dotyczą podatków: organizacja chce likwidacji rajów podatkowych (pozwoliłoby to „zaoszczędzić” 189 mld dolarów), likwidacji regresywnych form opodatkowania oraz ustalenia minimalnej stawki podatkowej dla globalnych korporacji. Wszystkie one opierają się na założeniu, że pieniądze trafiające do budżetu są lepiej wykorzystywane niż te, którymi dysponują miliarderzy. Tu warto jednak zaznaczyć, że w tej chwili najwyższe obciążenia podatkowe nakładają na przedsiębiorców kraje rozwinięte, w związku z tym to właśnie stamtąd wywodzą się firmy zarejestrowane w rajach podatkowych. A nawet gdyby było inaczej – rządy państw, w których odsetek ubóstwa jest najwyższy, nie są dobrym przykładem na skuteczne wydawanie publicznych pieniędzy.
![]() | »Grudniowe załamanie koniunktury gospodarczej |
Z ubóstwem na świecie trzeba walczyć. Nawet jeżeli ktoś nie jest altruistą, powinien podejść do sprawy praktycznie: biedota prędzej czy później staje się przyczyną rozruchów. I biada tym, którzy myślą, że w Europie możemy czuć się bezpiecznie. Jednak nigdy w historii ludzkości nie zdarzyło się, by zastrzyk dużej gotówki w trwały sposób rozwiązał problem biedy. Bo dobrobyt to coś więcej niż pieniądze. To także sposób postępowania z nimi, umiejętność oszczędzania, wyceny wartości własnego czasu. By poznać wartość pieniądza, potrzeba czasu. Nawet największe banki mają z tym problem, nie mówiąc o ludziach, którzy każdego dnia walczą o przeżycie.
Mateusz Szymański
Bankier.pl
m.szymanski@bankier.pl



































































