Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Ceny aut wzrosną przez drożejący nikiel i pallad

Ceny aut wzrosną przez drożejący nikiel i pallad

Producenci aut szczególnie mocno odczują zawirowania na rynku metali szlachetnych – w szczególności niklu i palladu. W opinii ekspertów możliwe niedobory na rynku i obserwowane w tym tygodniu rosnące ceny metali przełożą się w niedalekiej przyszłości na wyższe ceny aut – zarówno elektrycznych jak i spalinowych.

Branża motoryzacyjna nie uporała się wciąż z hamującym produkcję niedoborem półprzewodników, w związku z inwazją Rosji na Ukrainę i zachwianiem łańcuchów dostaw kolejni producenci musieli wstrzymać produkcję, a na horyzoncie pojawiły się nowe problemy. Tym razem związane są z dostępnością, ale także giełdowymi notowaniami metali szlachetnych – w szczególności palladu i niklu, który we wtorek na Londyńskiej Giełdzie Metali (LME) po skoku notowań kosztował nawet 100 000 dolarów za tonę.

Jak zauważa Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl, jeszcze w piątek kurs niklu po raz pierwszy od 2008 roku przekroczył barierę 30 000 USD/t.

– Cena niklu przez poprzednie tygodnie wzrosła o ponad 50 proc. ze względu na fakt, że rosyjski kombinat Norilsk Nickel odpowiada za ok. 14 proc. światowych dostaw tego metalu. Obawiano się, że rosyjski eksport może zostać objęty embargiem, co miałoby fatalne skutki dla podaży surowca – analizuje Krzysztof Kolany.

Jeszcze silniejszy cios dla posiadaczy krótkich pozycji nadszedł we wtorek o poranku, kiedy to notowania niklu chwilowo przekroczyły poziom 100 000 USD/t. Gwałtowny wzrost cen niklu na londyńskiej giełdzie spowodował nawet, że zawieszono handel tym metalem.

Znacząco drożeje także pallad, którego wycena na LME w ciągu ostatniego miesiąca wzrosła o ponad 37 proc. Tymczasem właśnie branża motoryzacyjna odpowiada za ok. 75 proc. światowego zapotrzebowania na ten metal. Jest on wykorzystywany m.in. do produkcji półprzewodników, niezbędnych w naszpikowanych elektroniką autach, ale także katalizatorów. Tymczasem w związku z coraz bardziej surowymi normami emisji spalin, zapotrzebowanie na ten rzadki metal wzrosło.

Fosforan żelaza alternatywą? Tesla i Volkswagen analizują

Ewentualne niedobory oraz szybujące ceny niklu mogą z kolei odbić się szczególnie mocno na cenach aut elektrycznych. Nikiel wykorzystywany jest bowiem do produkcji akumulatorów litowo-jonowych.

Co więcej, w ostatnich latach zużycie niklu przez producentów „elektryków” rosło nie tylko w związku ze zwiększoną produkcją aut elektrycznych, ale także sposobem produkcji baterii. O ile w bateriach starszego typu zawartość niklu w katodach wynosiła około 30 proc., o tyle „elektryki” z większym zasięgiem posiadają baterie zawierające ok. 60 – 90 proc. niklu.

Alternatywą mogącą ograniczyć zapotrzebowanie producentów na nikiel a tym samym zahamować wzrost cen samochodów elektrycznych jest przejście na baterie wykorzystujące w katodach fosforan żelaza. Jak informuje agencja Reutera, taki krok rozważa m.in. Tesla, ale także Volkswagen, czyli dwie najpopularniejsze marki aut elektrycznych w Europie w 2021 r.

Tematy
Komentarze
Ceny aut wzrosną przez drożejący nikiel i pallad
Marcin Kaźmierczak
Podziel się