Dziennik „Wall Street Journal” nazwał stosunki między USA i Europą „związkiem bez miłości”, nad którego utrzymaniem pracują kluczowi gracze po obu stronach. Nikt nie złożył pozwu rozwodowego, a rozplątanie więzi byłoby ogromnym przedsięwzięciem - dodała gazeta.


W styczniu, po tym jak prezydent USA Donald Trump zagroził przejęciem należącej do Danii Grenlandii, w siedzibie Rady Europejskiej spotkali się przywódcy krajów europejskich, by rozmawiać o „rozstaniu” z USA. Na spotkaniu nie było mediów, a każdy z przywódców został poproszony, aby przyjść sam, bez telefonów komórkowych, by wszyscy mogli mówić całkowicie otwarcie - relacjonuje dziennik.
- Tu wyznaczamy granicę - miał powiedzieć na początku spotkania prezydent Francji Emmanuel Macron. Podkreślił, że nadmierne uzależnienie Europy od USA stanowi ryzyko dla bezpieczeństwa i oświadczył: - Nie ma odwrotu. Niektórzy z uczestników spotkania nazwali je później „wieczorem terapeutycznym”.
Jak zauważyła gazeta, „przez rok najbliżsi sojusznicy Ameryki próbowali udobruchać Trumpa mieszanką pochlebstw i ustępstw w kwestiach wzajemnej obrony oraz handlu, licząc na zyskanie czasu”. Jednak na spotkaniu, które odbyło się po roku prezydentury Trumpa, grupa europejskich przywódców „narzekała, że administracja w Waszyngtonie wydaje się bardziej zainteresowana umowami dotyczącymi wydobycia surowców i energii niż utrzymaniem tradycyjnej roli Ameryki na świecie”. Premier Belgii skarżył się, że Europa może stać się „nędznym wasalem” USA. Premierka Włoch Giorgia Meloni powiedziała, że choć liderzy mogą nie lubić prezydenta Trumpa, nadal można z nim dojść do porozumienia - relacjonują osoby obecne na spotkaniu, na które powołał się dziennik.
„W następnych miesiącach styczniowe spotkanie kryzysowe miało zostać zapamiętane przez najważniejsze europejskie postacie jako moment, w którym państwa połączone krwią i poczuciem wspólnego przeznaczenia od czasów II wojny światowej zaczęły rozważać odrębne ścieżki” - napisał „WSJ”.

„Nikt nie złożył pozwu rozwodowego, a kluczowi gracze po obu stronach ciężko pracują, by utrzymać ten związek bez miłości” - czytamy.
Gazeta zaznaczyła, że „rozplątanie więzi między Europą a USA byłoby ogromnym przedsięwzięciem”. Pod względem militarnym trudno sobie wyobrazić, by sojusznicy całkowicie się rozeszli - podkreślił „WSJ”. Dziennik zwrócił też uwagę, że dużą rolę w kształtowaniu wspólnego stanowiska sojuszników wobec nowej administracji w Waszyngtonie odegrała Kanada.
Sojusznicy USA „zaczęli naciskać na pedał gazu w bezprecedensowym eksperymencie »deamerykanizacji«” - napisał dziennik. Zaznaczył, że władze w różnych krajach po cichu usuwają amerykańskie technologie ze swoich systemów, przechodząc na europejskie oprogramowanie i zachęcając urzędników, by przestali korzystać z Microsoft Teams czy pakietu Office. Z opóźnieniem przeznaczają setki miliardów dolarów na rozwój europejskich firm kosmicznych, spółek AI i centrów danych, aby nie opierać się na amerykańskich gigantach - wyliczyła gazeta.
„WSJ” podkreślił, że Europejczycy analizują, gdzie przechowywaliby dane i przetwarzali płatności w razie eskalacji napięć z USA oraz w jaki sposób bez zgody Waszyngtonu działałby ich sprzęt wojskowy wyprodukowany w USA. „Państwa, których imperia niegdyś obejmowały cały świat, dziś próbują wydobyć się z upokarzającej zależności od amerykańskiej technologii i potęgi militarnej, nie prowokując przy tym Stanów Zjednoczonych” - napisał dziennik.
Według „WSJ” ostatnie działania USA, obejmujące ataki na Iran skutkujące wzrostem cen ropy, jedynie umocniły determinację Europejczyków. Gazeta przekazała, że podczas marcowego spotkania przywódców europejskich nawet premier Włoch Giorgia Meloni przyznała, że zmieniła swoje zdanie o amerykańskim prezydencie. Oceniła ona, że Trump „nie kieruje się rozsądkiem”.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)
ndz/ kj/





























































