W środę za euro trzeba było płacić nawet 4,7 zł, dolar osiągnął wartość 3,65 zł, a frank szwajcarski - 3,15. Koniec dnia okazał się nieco lepszy dla polskiej waluty i złoty minimalnie się umocnił. O godzinie 18 za euro, dolara i franka trzeba było płacić odpowiednio 4,65 zł, 3,62 zł i 3,12 zł.
"Nie wydaje się być koniecznym, aby w takich warunkach jak obecnie podejmować interwencje na rynku walutowym" - powiedział w TVP Info prezes NBP Sławomir Skrzypek.
Dodał, że ponad 55 mld euro Polska musi mieć w postaci zabezpieczenia w razie wejścia do ERM2.
Podobnego zdania, co do ewentualnej interwencji w obronie złotego jest wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak.
"Nie ma żadnych przesłanek do tego, żeby podejmować interwencję na rynku walutowym. Trzeba to jasno i wyraźnie komunikować, żeby nie było jakichkolwiek pokus na ataki spekulacyjne na naszą walutę" - powiedział Pawlak na konferencji prasowej.
Rzecznik prasowa ministra finansów Magdalena Kobos pytana, czy zdaniem resortu potrzebna jest interwencja na rynku walutowym powiedziała, że ministerstwo "nie komentowało nigdy i również obecnie nie będzie komentować sytuacji na rynku walutowym".
Przed pochopnym przewalutowaniem kredytów walutowych na złotowe zgodnie ostrzegają eksperci. Zdaniem Emila Szwedy, eksperta Open Finance, przewalutowanie kredytów jest "pętlą na szyję". "Jeżeli ktoś zaciągał kredyt, kiedy frank kosztował 2 zł, to znaczy, że jego zobowiązania wzrosły o 55 proc." - informuje Szweda. Katarzyna Siwek z Expandera oceniała, że przewalutowanie teraz byłoby "najmniej rozsądne".
Zdaniem b. ekonomisty Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Waszyngtonie dr. Marcina Piątkowskiego z Akademii Leona Koźmińskiego, spadek złotego może zatrzymać zwiększenie deficytu budżetowego. "Rynki finansowe - w przeciwieństwie do tego, co mówi rząd - nie martwią się deficytem budżetowym, ale o wiele bardziej wzrostem gospodarczym w Polsce, który drastycznie spada z miesiąca na miesiąc" - powiedział.
Emil Szweda uważa, że silne osłabienie złotego może być zwiastunem odwrócenia trendu na rynku walutowym, gdyż - według niego - przyspieszenie osłabienia zwykle poprzedza zmianę.
Złoty nie jest jedyną walutą, która znajdowała się w środę pod presją. Rekordowo słaby wobec euro był węgierski forint.
Zdaniem prof. Leszka Klanka z warszawskiej Akademii Finansów spadek wartości złotego i innych walut regionu wynika z braku zaufania do walut krajów Europy Wschodniej, m.in. Węgier i Ukrainy. Zaznaczył, że w ciągu najbliższych dni to się nie zmieni i złoty nadal będzie tracił na wartości.
Analitycy Commerzbank oceniają, że możliwa jest deprecjacja forinta i złotego o 10 proc., a czeskiej korony o 5 proc. Z kolei Merrill Lynch prognozuje, że forint w bliskiej perspektywie może się osłabić do 315 za euro. (PAP)
mmu/ krf/ jbr/
Źródło:PAP





























































