Wątpliwości Telekomunikacji Polskiej oraz SOKiK budziła sama procedura powołania Anny Streżyńskiej- „Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przedstawiła ówczesnemu premierowi Kazimierzowi Marcinkiewiczowi listę trzech kandydatów na stanowisko prezesa UKE. Marcinkiewicz przyjrzał się liście, po czym na stanowisko powołał Streżyńską, której wśród kandydatur Rady nie było. I jak tłumaczył "Gazecie", zrobił to zgodnie z prawem. - Przepis mówi, że premier powołuje prezesa po przedstawieniu kandydatur. I tak zrobiłem. Nigdzie nie jest powiedziane, że muszę wziąć osobę z listy” – czytamy w Gazecie Wyborczej.
Niekorzystny dla Anny Streżyńskiej wyrok Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów skontrowały w czerwcu dwa wyroki Sądu Najwyższego. „Sąd przyznał rację UKE i co więcej, nie podważył legalności działania prezesa. Wczoraj Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w dwóch sprawach wytoczonych UKE przez TP SA uznał, że kary nałożone zostały przez ‘organ do tego upoważniony mocą przepisów powszechnie obowiązującego prawa’ ” – wskazuje Gazeta Wyborcza.
Jak podkreśla Jacek Wilczewski z kancelarii prawnej Grynhoff, Woźny i Wspólnicy „w Polsce nie ma prawa precedensowego, jednak istnieje praktyka powoływania się przez sądy niższych instancji na wyroki Sądu Najwyższego. - To oznacza, że wczorajszy wyrok WSA jest pewnie pierwszym z szeregu podobnych wyroków, jakie będą teraz zapadać w sprawach, w których podważona zostanie legalność wyboru prezesa UKE” – informuje Gazeta Wyborcza.
Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego jest niewątpliwie dobrą informacją dla samej zainteresowanej, ale także dla tysięcy abonentów Telekomunikacji Polskiej. Streżyńska dała się bowiem dotychczas poznać jako twardy przeciwnik, który bez wahania wskazuje operatorom działania niezgodne z prawem.
Więcej informacji na ten temat w dzisiejszej Gazecie Wyborczej, w artykule Przemysława Poznańskiego „Streżyńska coraz bardziej legalna”.




























































