Nowelizacja ustawy miała za zadanie uwolnić od ciężkiego ruchu bezpłatne drogi równoległe. Jedynie kierowcy ciężarówek zza wschodniej granicy, którzy często nie wykupują winiet, nadal jeżdżą drogami krajowymi.
Mimo tego, że na autostradach jeździ coraz więcej tirów, nadal nie wiadomo ile państwo będzie musiało za to zapłacić. W lipcu sejm zdecydował, że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad będzie wypłacała zarządcom za każdą ciężarówkę 70% stawki za przejazd. Zakończono już rozmowy między GDDKiA, a władzami Autostrady Wielkopolskiej S.A., które dotyczyły ostatecznej wysokości opłat za przejazdy ciężarówek.
Przyjęte stawki przez AW S.A. po redukcji do poziomu 70% są znacznie wyższe niż ceny przed 1 września 2005 roku. Jak to jest możliwe?
„Autostradę wybudowano w systemie partnerstwa publiczno-prawnego. Prywatna firma zrobiła coś za państwo, zbudowała drogę za własne pieniądze, pobierając na ten cel pożyczki z banków, i teraz musi je spłacać. Ma też umowę koncesyjną, która pozwala jej ustalać nawet wyższe ceny za przejazd. Znacznie wzrasta też natężenie ruchu, więc trzeba będzie częściej remontować trasę” tak rzecznik GDDKiA tłumaczy zaistniałą sytuację.
Według przedstawicieli GDDKiA państwo jest przygotowane na poniesienie dodatkowych kosztów.
„Wpływy z winiet do Krajowego Funduszu Drogowego wynoszą blisko pół miliarda złotych. Poza tym nie zawsze najważniejsze są skutki ekonomiczne. Dla nas ważne jest też bezpieczeństwo ruchu, zarówno na autostradzie, jak i na rozjeżdżanych wcześniej drogach alternatywnych” dodaje rzecznik GDDKiA, Andrzej Maciejewski.
Zarządca autostrady A2 nie kryje zadowolenia z faktu ustalenia nowych warunków finansowania autostrad. Firma tłumaczy, że przyjęte stawki zgodne są z tzw. wariantem bankowym modelu finansowego budowy autostrady. Pieniądze na inwestycję pochodzą przecież w dużej mierze z kredytów.
Przedstawiciele AW S.A. dodają, że przed 1 września 2005 roku opłaty pobierane za przejazd przez autostradę były ustalone znacznie poniżej dolnych widełek przedziału ustalonych w umowie koncesyjnej.
R.K.
Źródło: „Gazeta Wyborcza”



























































