Port w Dover ma nie lada problem - musi rozładować wielogodzinny korek z autokarów tak, by w ciągu trzech najbliższych dni zmniejszyć go do minimum. Podróżujący drżą, że powtórzy się sytuacja z zeszłego weekendu, kiedy to pasażerowie utknęli na kilkadziesiąt godzin bez wody i jedzenia.


Jak się oczekuje, piątek będzie najbardziej obłożonym dniem, jeśli chodzi o przeprawy promowe przez kanał La Manche podczas całego wielkanocnego weekendu.
Władze portu oświadczyły, że "mają bolesną świadomość, iż ostatni weekend był straszną sytuacją dla wielu podróżnych, w tym osób starszych i dzieci w wieku szkolnym", w związku z tym zwróciły się do trzech operatorów promowych, DFDS, Irish Ferries i P&O Ferries, aby w miarę możliwości zmieniły rezerwację dla przewoźników autokarowych, tak aby nie były one skumulowane w piątek, lecz by rozłożyć je na trzy dni.
Dodatkowo obok istniejącej hali, w której odbywa się odprawa odjeżdżających pasażerów, ustawiono tymczasowy namiot, gdzie również przeprowadzane mają być kontrole paszportowe.
W miniony weekend, zwłaszcza w sobotę, na wjazd na prom od strony brytyjskiej kierowcy musieli czekać nawet 14 godzin. Złożyło się na to kilka przyczyn - większy niż się spodziewano ruch, niekorzystne warunki atmosferyczne, niewystarczająca liczba francuskich funkcjonariuszy straży granicznej, ale ostatecznie brytyjski rząd przyznał, że w efekcie brexitu kontrole graniczne trwają dłużej.

bjn/ tebe/































































