Chiński gigant technologiczny zwalnia tempo. Choć dywizja motoryzacyjna dwoi się i troi, by ratować wyniki, załamanie w segmencie smartfonów ciągnie spółkę w dół. Inwestorzy tracą cierpliwość, a walory Xiaomi spadły już o ponad 40 proc. od szczytów z 2025 roku.


Złote czasy dla Xiaomi wydają się odchodzić w zapomnienie. Z opublikowanych wyników za grudniowy kwartał wyłania się obraz firmy, która desperacko próbuje znaleźć nową tożsamość; podczas gdy jej dotychczasowy, kluczowy biznes, a więc segment smartfonów czy szerzej urządzeń mobilnych, łapie zadyszkę. Przychody chińskiego giganta wyniosły 116,9 mld juanów (ok. 17 mld dolarów). Choć to wynik nieznacznie powyżej rynkowych konsensusów (zakładających 116,3 mld juanów), dynamika wzrostu na poziomie 7,3 proc. jest najsłabszą, jaką firma zaraportowała od 2023 roku.
Smartfony, czyli balast zamiast napędu
Xiaomi wyrastało na potęgę dzięki taniej elektronice użytkowej, wszyscy zresztą pamiętamy "xiaomi lepsze". Dziś ten segment to dla firmy zdecydowanie największy ból głowy. W minionym kwartale dostawy smartfonów z logo Xiaomi skurczyły się aż o 11,5 proc., co jest wynikiem tym bardziej rażącym, że cały rynek w tym samym czasie wzrósł o ponad 2 proc.
Powód jest prosty - to stale rosnące ceny pamięci, a de facto ich braki, które bezlitośnie duszą marże i wymuszają na producencie trudne decyzje cenowe. Xiaomi zresztą to dziś już nie jest tylko tani średniak, a brand, który usilnie próbuje wejść na półkę cenową Apple i Samsunga; co widać po cenach flagowców. IPhone 17 Pro Max (w podstawowej 256 GB wersji) kosztuje 6299 zł, Samsung S26 Ultra (również w podstawie 256 GB) 6499 zł, a Xiaomi 17 Ultra (co prawda z większą pamięcią, bo 512 GB) 6499 zł. Wierni fani marki, przyzwyczajeni do hasła „lepsze i tańsze”, nie zawsze chcą płacić 5-6 tysięcy złotych za telefon z logiem Mi.
Jest słabo, ale zawsze może być gorzej
Przyszłość również nie rysuje się w różowych barwach. Według prognoz firmy badawczej IDC globalny rynek smartfonów czeka w tym roku potężne tąpnięcie - analitycy spodziewają się skurczenia branży aż o 12,9 proc. w związku z pogłębiającym się kryzysem na rynku chipów pamięci (napędzanym zresztą przez gigantyczny popyt ze strony branży AI).

Więcej o pamięciach przeczytasz tutaj: Pamięci RAM i HBM nowym złotem. Ceny szaleją, Wielka Trójka liczy miliardy, a gracze płaczą
Minorowe nastroje widać zresztą w giełdowej wycenie chińskiego giganta. Akcje Xiaomi, notowane na giełdzie w Hongkongu, spadły już o ponad 40% w porównaniu ze szczytem w 2025 roku.
Partia mówi: Auta elektryczne! - obiecujące, ale obciążone ryzykiem
Wobec zadyszki w elektronice użytkowej, chłopsko-robotniczy zarząd w Pekinie rzuca wszystkie siły na odcinek motoryzacyjny. I tu liczby faktycznie mogą imponować. W ostatnim kwartale Xiaomi dostarczyło klientom 145 115 samochodów, z powodzeniem podwajając wynik z ubiegłego roku. Dywizja EV po raz drugi z rzędu wygenerowała zysk operacyjny - tym razem rzędu 1,1 mld juanów (około 160 mln dolarów)
Plany zresztą są ambitne, pomimo zadyszki w branży za Wielkim Murem. Na 2026 rok to dostarczenie 550 tys. aut (wzrost o 34 proc. względem 410 tys. w 2025 r.) oraz rozpoczęcie ekspansji na Europę już w 2027 roku, a więc tak, czeka nas kolejna marka.
Problemem może być jednak rzeczona zadyszka i fakt, że rynek EV, zwłaszcza w Chinach, ale nie tylko, staje się coraz bardziej bezlitosny. O ile sprzedaż rośnie, o tyle otoczenie makroekonomiczne staje się ekstremalnie trudne, a to przede wszystkim (wewnętrznie) z powodu presji cenowej i trwającej wojny pomiędzy producentami i (zewnętrznie) rosnących kosztów materiałów, zwłaszcza litu do baterii, ale także kończących się państwowych dotacji na zakup "elektryka". I to widać w nowych cennikach, już na kolejny rok modelowy - zaprezentowana w zeszłym tygodniu odświeżona wersja flagowego sedana SU7 jest o 2 proc. droższa od swojego poprzednika.
Partia mówi także: AI - ale inwestorzy patrzą spod byka
Xiaomi próbuje też walczyć na froncie sztucznej inteligencji, wdając się w wyścig o stworzenie zaawansowanych agentów AI (w stylu OpenClaw), co ma stanowić rzuconą rękawicę dla takich tuzów jak Alibaba czy Tencent. Patrząc jednak na wycenę, o której było już wyżej, gigant, by odzyskać zaufanie rynków, będzie musiał udowodnić, że potrafi nie tylko produkować gadżety, ale też obronić marże w świecie drogich komponentów i ekstremalnej konkurencji.


























































