Minęło 50 lat i dobrobytu jak nie było, tak nie ma. Gospodarka w ruinie, po fabrykach pozostały ruiny, jak w Polsce po średniowiecznych zamkach. Słyszałem z ust polskiego dyplomaty, że kiedyś potrzebni byli robotnicy do prostych prac w ambasadzie. Okazało się, że przysłani robotnicy utracili umiejętność pracy i ambasada musiała sama sobie radzić. Jeżeli latami nie ma pracy z powodu braku surowców, to zatraca się zdolność do pracy.
W ostatnich latach pojawiły się namiastki reform rynkowych. Już to wystarczyło, by powstały zalążki rynku z wszystkimi tego konsekwencjami: można było kupić więcej niż poprzednio, a osoby przedsiębiorcze zwiększyły swoje dochody. Nie były to pewnie fortuny, a jedynie drugi rower w rodzinie lub drugi komplet ubrania. Oczywiście, taka sytuacja nie podobała się rządzącej partii komunistycznej.




























































